Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Mateusz Matyszkowicz,
11.03.2013 08:05

Miej dziecko, oddaj dziecko

Geniusz partii rządzącej polega na tym, że cudzymi rękami chce ona rozwiązywać problemy, które sama tworzy. Rząd nie prowadzi jakiejkolwiek polityki prorodzinnej, ale może za to zmusić samorządy, by budowały przedszkola. Ku uciesze ministra finansów

Geniusz partii rządzącej polega na tym, że cudzymi rękami chce ona rozwiązywać problemy, które sama tworzy. Rząd nie prowadzi jakiejkolwiek polityki prorodzinnej, ale może za to zmusić samorządy, by budowały przedszkola. Ku uciesze ministra finansów i piewców społecznego postępu.

Rząd przygotowuje projekt, który umożliwi obniżenie wieku przedszkolnego i objęcie tą formą opieki także dwulatków. Powodów jest kilka, wszystkie mają jedno źródło. Utarło się bowiem, że Polki nie rodzą dzieci, bo nie ma żłobków i przedszkoli. Jeśli już z czegoś ten rząd się rozlicza, to właśnie z miejsc dla maluchów. Budowa nowych żłobków i przedszkoli urasta do rangi największej i najważniejszej misji cywilizacyjnej RP. Mantruje się to i mantruje, powtarzają te kwestie także niektórzy konserwatyści, bo przecież nie chcą zostać w tyle i też odczuwają potrzebę zadbania o przyrost naturalny. Mało kto zwraca jednak uwagę, jak wielkie pomylenie za tym stoi, jak mała wyobraźnia i jak wielka pogarda.

Z ręką w cudzej kieszeni

Przedszkola jak przedszkola, żłobki jak żłobki – niech sobie będą, niech powstają jak najlepsze i niech ich będzie tyle, ilu na nie chętnych. Problem jest w czym innym. Po pierwsze, w redukowaniu do żłobka i przedszkola polityki prorodzinnej. Po drugie, w argumentacji, która usiłuje wmówić obywatelom, że posłanie do żłobka i przedszkola jest lepsze niż wychowanie w domu.

Dlaczego polityka żłobkowa jest substytutem rządowej polityki prorodzinnej? Przede wszystkim ze względu na swoją prostotę. Tu rząd może działać prosto i bezproblemowo. Zwłaszcza że jego wpływ nie jest tak wielki. Żłobki i przedszkola są jednostkami samorządowymi, tak więc finansuje się je ze środków własnych samorządów.

Można więc pogardłować, robić plany i organizować konferencje, a za całą imprezę zapłaci i tak ktoś inny. Zwiększenie ulg dla rodziców o stypendia dla rodzin czy powalczenie w UE o zmianę stawek VAT na produkty dziecięce (VAT na prezerwatywy jest najniższy, na pieluchy najwyższy)? Za to już trzeba byłoby zapłacić z budżetu państwa, a to narobiłoby tylko kłopotów ministrowi Rostowskiemu i przestałoby być tak miło.

A tu samorząd postawi przedszkole, wojewoda otworzy, a Tusk się pochwali, że w Polsce powstają nowe placówki, tak jak orliki, parki wodne i chodniki.

Oświecona utopia

Polityka żłobkowa i przedszkolna w Polsce jest tak naprawdę pochodną „oświeconej” ideologii. Tej, zgodnie z którą zostanie w domu, by zająć się dzieckiem, urąga godności człowieka, hamuje, blokuje, ciemięży, prześladuje, wpycha w seksualne schematy, utrwala segregację płciową, dyskryminuje na rynku pracy, zamyka, reprodukuje patriarchat i powoduje depresję. Hipokryzja polityki prorodzinnej w Polsce polega na tym, że z jednej strony chce się zachęcać ludzi do płodzenia i rodzenia, a z drugiej strony dziecko jest traktowane jak kłopot, który przeszkadza w życiu, blokuje karierę i stoi w konflikcie z aktywizacją zawodową. Problem ten można rozwiązać za pomocą przedszkola. Miej dziecko, oddaj dziecko.

Oddawanie dzieci pod opiekę państwową ma zresztą dodatkowy wymiar. Jednym z argumentów, który powtarzany jest w Polsce przy okazji obniżania wieku szkolnego i przedszkolnego, przy okazji wszelkich akcji z rozbudową sieci przedszkolnych, jest zawsze „wyrównywanie szans edukacyjnych”. Zakłada się bowiem, że przedszkole jest miejscem, w którym maleje wpływ rodziców, a fachowcy z najbardziej krnąbrnego i zacofanego bachora zrobią wzorowego ucznia i obywatela. Zupełnie pomijane są badania, które pokazują, że w wielu krajach objęcie systemem młodszych dzieci nie poprawiło ich sytuacji społecznej, przeciwnie, stało się źródłem nowych problemów. Za to można wskazać znakomicie funkcjonujące systemy edukacji, w których dzieci spędzają swoje pierwsze lata w domu. W Finlandii, która ma jeden z najlepszych systemów edukacji na świecie, obowiązek szkolny obejmuje dzieci dopiero od siódmego roku życia. Ale powiedz coś takiego w Polsce teraz, kiedy żłobki, przedszkola i zaczynana jak najwcześniej szkoła stały się celem wielkiej krucjaty społecznej, w której wciąż słyszy się, że już cała Europa… itd.

Rodzina, głupcze

Awans społeczny nie zależy bowiem w tak dużym stopniu od systemu edukacji, co od stabilności i odpowiedzialności rodzin. Temu zaś polski system nie służy. Rodzina postrzegana jest przez dzisiejsze państwo jako miejsce represji. Rodzice są nieodpowiedzialni. To jest dominująca narracja i to jest nasz największy problem. Jeśli ktoś powie, że w Polsce rodzina powinna mieć stabilne warunki materialne (co oznacza także uregulowanie kwestii umów śmieciowych), że system podatkowy, którym jest obciążona, powinien odpowiadać wkładowi, jaki wnosi ona do PKB, i że wreszcie państwo nie jest od tego, by rodzinę zastępować, ale by ją wspomagać, ten staje się oszołomem, wstecznikiem, który nie rozumie, że cała Europa robi już zupełnie inaczej. Nieprawda. W żadnym z europejskich krajów budowa żłobków i przedszkoli nie jest jedynym elementem polityki prorodzinnej. Zwykle stanowi tylko jej część – mniejszą lub większą, zależnie od kultury, tradycji i aktualnych politycznych celów. Zawsze jednak ma ona charakter kompleksowy.

Rządowy postulat obniżenia wieku przedszkolnego więc to nic innego jak kolejny temat zastępczy, mający ukryć brak realnej polityki prorodzinnej. Zresztą rząd nie poradził sobie jeszcze z fatalną realizacją obniżenia wieku szkolnego. Pomysł był nie tylko głupi, ale i źle zrealizowany. Teraz próbuje forsować następną absurdalną decyzję, bo skoro nie ma żłobków, to można upchnąć dzieci do przedszkoli. Potem zmusić samorządy, by budowały tyle przedszkoli, ile jest dzieci. Następnie z przerażeniem odkryje, że w tych placówkach rośnie skala przemocy i zabierze się do rozwiązywania problemów, które sam stworzył. I tak będzie to się ciągnęło w nieskończoność, póki wreszcie ktoś się nie wkurzy, nie walnie pięścią w stół i nie powie, że basta. Dzieci biorę do domu.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane