Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Mateusz Matyszkowicz,
03.01.2013 08:46

Trzy symptomy chorobowe

Państwo polskie choruje. Każde podsumowanie roku potwierdza tę diagnozę. Co gorsza, nic nie wskazuje na to, żeby jego stan miał się poprawić.

Państwo polskie choruje. Każde podsumowanie roku potwierdza tę diagnozę. Co gorsza, nic nie wskazuje na to, żeby jego stan miał się poprawić.

Gdyby wydarzenia 2012 r. pozbierać do worków, tak jak przedszkolaki porządkują kolorowe fasolki, czerwone do czerwonego, zielone do zielonego, gdybyśmy więc takiej przedszkolnej segregacji dokonali z fasolkami politycznymi, to jaki worek byłby największy? Intuicja podpowiada, że worek z fasolkami, o które rząd o mało co się nie przewrócił, albo też z takimi, przez które powinien upaść, ale nie upadł.

Państwowe fasolki

Trafi tam fasolka z napisem „Amber Gold”. Pod czujnym okiem nadzoru państwowego rosła firma, która zbierała kasę na złoto, którego nie było. Za to złoto chciała finansować m.in. film Andrzeja Wajdy, kupowała samochody i zainwestowała we flotę lotniczą. W tych liniach lotniczych przedsiębiorczy prezes Amber Gold zatrudnił syna premiera.

Wybuch afery wyraźnie przestraszył szefa rządu. Premier to znikał, to się pojawiał i nie mówił zbyt dobrze. Zarówno centrum rządowe, jak i jego zaplecze były przestraszone. Jak się później okazało – niesłusznie. Winny posadzony, komisji śledczej nie będzie. Gniew społeczny został przerzucony z decydentów i nadzoru na ludzi, których oszukano. Słynne zdjęcie lokalnych polityków Platformy, którzy ciągną samolot należący do spółki, skutecznie zostało zneutralizowane.

Na drugiej fasolce będzie napisane „basen narodowy”. Być może to ta fasolka, przez którą Tusk naprawdę mało co się nie przewrócił. Poczucie wstydu, jakie w jednej chwili ogarnęło Polaków, to jedno. Znacznie gorszy był histeryczny śmiech, który wybuchł później. Takiej szydery ten rząd nie przeżył przez kilka lat swojego panowania. A dobrze wiemy, że szyderstwo w Polsce robi za politykę, więc naprawdę było niebezpiecznie. Ale znów się upiekło.

Wspomnę jeszcze o trzeciej fasolce do tej kolekcji – tym razem takiej, która byłaby uzasadnioną przeszkodą dalszych lotów samolotem między Warszawą a Gdańskiem. To trotyl. Kiedy „Rzeczpospolita” opublikowała tekst Cezarego Gmyza, musiało być naprawdę nieprzyjemnie. Nocne spotkanie właściciela gazety z rzecznikiem rządu. Poranne komentarze, jakieś takie niemrawe, bo najlepiej byłoby się schować w takiej chwili gdzieś głęboko i daleko. Najlepiej w Bieszczadach lub rumuńskiej Bukowinie. Wszelako na prokuraturę zawsze można liczyć i Tusk znów złapał wiatr w żagle. Dziś, mimo że ustalenia Gmyza zostały potwierdzone, sprawa nie funkcjonuje w przestrzeni publicznej.

Trzy choroby

Więc te trzy fasolki, fasolki najważniejsze, trafiają do jednego worka razem z innymi, których nie sposób wszystkich wymienić. „Codzienna” w końcu nie jest książką telefoniczną. Dlaczego wybrałem akurat te trzy? To prawda, że łączy je powaga. Jest taka fraza – „w normalnym kraju” – bardzo jej nie lubię, ale tu pasuje jak ulał. W normalnym zatem kraju każda z nich, no może poza basenem, byłaby dobrym powodem odwołania rządu, podania się do dymisji, rozpisania nowych wyborów. Albo przynajmniej politycznej emerytury.

Każda z tych fasolek, choć trafia do jednego worka, jest inna. Każda jest objawem chorobowym państwa polskiego. Ale jak wie każdy diagnosta, trzy symptomy nie muszą świadczyć o jednej chorobie. Być może jest ich więcej.

Już sama afera Amber Gold pokazuje, że w Polsce nie szwankuje jeden organ, ale liczne. Komisja Nadzoru Finansowego próbowała reagować, ale nie miała mocy. Służby zachowywały się dziwnie, chwilami nawet tak, jakby chciały – i miały taką możliwość – przejąć kontrolę nad premierem, szantażując go poprzez jego syna. To zdecydowanie choroba państwa sprywatyzowanego. Organa konstytucyjne nie działają tak, jak powinny, bo zbyt mocno związane są z konkretnymi osobami i ich interesami.

Trudno mówić, by w wypadku basenu narodowego działała ta sama choroba. Tu akurat mieliśmy do czynienia z chorobą państwa eventowego. Anglicyzm nie jest tu przypadkiem. W korporacjach urządza się dla pracowników i klientów eventy, czyli wydarzenia związane z firmą. Koncert znanej gwiazdy, bicie rekordu światowego w jedzeniu kiełbasek albo marsz hostess przez centrum miasta. Podobnie jest w państwie polskim. Tylko że prywatna firma liczy pieniądze i promuje tylko to, co naprawdę może sprzedać. W polityce natomiast event to produkt zastępczy, coś, co jest substytutem realnego działania. Czymś takim było wybudowanie Stadionu Narodowego, nie patrząc na koszty i zyski, nie zastanawiając się, jak będzie zarządzany.

Trzecia choroba mogłaby zostać nazwana trotylową i opisana jako rodzaj alergii. Każdy kontakt z tym materiałem wywołuje wysypkę, wstrząsy, wytrzeszcz oczu, konwulsje, napady agresji, bezsenność. Bylibyśmy jednak w błędzie, myśląc, że to sam trotyl tak działa, a choroba ma tło somatyczne. Otóż nie, ta akurat jest raczej chorobą psychiczną. Wiąże się z nieprzerobioną traumą po katastrofie smoleńskiej. Choroba nie zniknie, póki nie zostanie zneutralizowane to, co ją wywołuje. A wywołuje ją schowanie głowy w piasek po katastrofie smoleńskiej i tchórzliwość.

Zmienić lekarza

Powstaje pytanie, czy leczyć choroby po kolei, sukcesywnie, czy też za pomocą terapii szokowej wszystkie naraz. Przykład pozostałych państw postkomunistycznych wskazuje na to, że pozostawienie jednej choroby zawsze jest groźne i albo zajmiemy się sprawą kompleksowo, albo spartaczymy robotę. Nie zaaplikujesz dekomunizacji – zacznie się rozlatywać gospodarka. Nie zbudujesz silnych instytucji – otworzysz drogę zabójczym bakteriom. Jest jednak coś, co warto zrobić na samym początku.

Jeśli przez tyle lat cierpimy choroby, jeśli wysiadujemy w poczekalni i jeśli wmawia się nam, że już nikt nie pomoże, bo taka specyfika klimatu i tutejszych ludzi, to mamy przed sobą pewną poważną, ale niezbędną decyzję. To decyzja o zmianie lekarza.
Bądźmy szczerzy, ten konował już niczego nie naprawi.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane