W środę podczas spotkania z mieszkańcami Nowego Miasta Lubawskiego prezydent Andrzej Duda sporą część swojego wystąpienia poświęcił tematowi sędziów i sądownictwa w Polsce. Prezydent podkreślał, że "praca sędziego to służba Rzeczypospolitej, ale przede wszystkim służba obywatelom" i zaznaczał pewne choroby toczące wymiar sprawiedliwości w Polsce.
- Nigdy nie zrozumiem tego, jak sędziowie Sądu Najwyższego mogli orzekać w tym samym sądzie, w którym obok nich siedział sędzia, którego do dziś mogą państwo wysłuchać w internecie, jak dyskutuje, jak załatwić sprawę w SN. I taki człowiek orzeka razem z nimi i im to nie przeszkadza. Nie wyciąga się wobec niego żadnych konsekwencji, nawet w sensie koleżeńskim. A potem dziwią się, że ludzie nazywają ich „kastą”. A jakżeż to nazwać inaczej?
- mówił Andrzej Duda.
Prezydent tłumaczył, że wielu problemów polskiego sądownictwa nie rozumieją politycy na zachodzie Europy.
- Dla nich to jest niewyobrażalne, żeby sędzia dopuścił się czegoś takiego, żeby w internecie można było wysłuchać nagrań z propozycjami korupcyjnymi, kiedy rączka rączkę myje, kiedy sędziowie między sobą dogadują się, jak będą kolesiowsko sprawy załatwiali. To jest coś niewyobrażalnego. (...) Mówią, że to jest niemożliwe! Tymczasem każdy może tego wysłuchać w internecie, wystarczy sobie wpisać w wyszukiwarce internetowej: „korupcja w Sądzie Najwyższym”
- wskazywał Andrzej Duda.
- Proszę sobie wpisać na urządzeniach mobilnych, komputerach i posłuchać, o czym w 2014 r. rozmawiali państwo sędziowie na najwyższym możliwym poziomie władzy sędziowskiej - dodał.
Co miał na myśli prezydent Andrzej Duda w ostatnich z cytowanych zdań? Sprawę, którą już w 2012 r. opisywała "Gazeta Polska", m.in. Dorota Kania - wicenaczelna portalu Niezalezna.pl.
Otóż we wrześniu 2012 r. prokuratura postanowiła umorzyć śledztwo, do którego przez cztery lata materiały zbierało Centralne Biuro Antykorupcyjne w ramach operacji "Alfa".
Jedną z głównych postaci całej historii jest znany prawnik, w przeszłości m.in. były pełnomocnik Andrzeja Leppera, który w 2009 r. miał spróbować "załatwić" kasację sprawy biznesmena prowadzaną przed Sądem Najwyższym. Tę osobliwą misję miał zlecić mu pewien wrocławski mecenas.
"Prawnicy ustalili termin spotkania (...) i wysokość zaliczki na poczet pomyślnie załatwionej sprawy – 200 tys. zł. Po tej rozmowie Centralne Biuro Antykorupcyjne wystąpiło do prokuratora generalnego o przeprowadzenie operacji specjalnej – kontrolowanego wręczenia łapówki" - czytamy w tekście "Gazety Polskiej" z 2012 r.
Podczas spotkań prawnika z biznesmenem, którego sprawa prowadzona była w SN, pierwszy z mężczyzn miał mówić o znajomym sędzim, który "załatwia mu różne sprawy w Sądzie Najwyższym".
Biznesmen nagranie ze swojej rozmowy z prawnikiem dostarczył do CBA. Każde jego spotkanie w sprawie "załatwienia kasacji" było nagrywane, dzięki czemu Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu przez kilka lat trwania operacji udało się zebrać - jak informowała "GP" - 200 płyt CD i DVD.
"Gazeta Polska" wspomina w kontekście sprawy także o dwóch sędziach SN, z których jeden miał "merytorycznie sprawdzać treść kasacji".