Obecnie Niemcy wręcz histerycznie sprzeciwiają się kolejnej redukcji wojsk amerykańskich w ich kraju. Jednocześnie nie chcą słyszeć o istotnej rozbudowie własnej armii. Szczególnie zaś protestują, jeśli część wojsk amerykańskich miałaby być przeniesiona z Niemiec bardziej na wschód, bo to może „drażnić Rosję”. Innymi słowy, Niemcy chcą u siebie rosyjskiego gazu i amerykańskich wojsk (choć nie cierpią USA) i nie za bardzo chcą swojej armii. Przy tym wszystkim czują się jako państwo mocarstwem. Czy to trzyma się kupy? Coraz mniej. Dlatego relacje Waszyngtonu z Berlinem są tak napięte. Donald Trump tylko ostrzej wyraża pretensje, ale jeżeli zastąpi go ktoś inny, napięcia nie znikną, zostaną tylko przysłonięte dyplomatyczną mową-trawą.