Ewangelia niesie treści wymagające pewnego skupienia, pogłębiania wiedzy, to przekaz czasem trudny. Internet zaś to miejsce zgiełkliwe, gdzie przygniatająca większość poszukuje tylko kolejnych dawek dopaminy, czyli przyjemności. Owszem, jeden czy drugi duchowny może stać się znany, ale czy z tego coś dobrego wyniknie? Każdej osobowości internetowej łatwo się zagubić, gdy walczy o zasięgi lub po prostu ulega emocjom, bo internet od tego jest – od generowania emocji i zarabiania na tym. Internet, jeżeli ktoś chce w nim zaistnieć, zabiera też mnóstwo czasu, a przecież kapłan ma chyba ważniejsze zadania niż czuwanie na łączach. Zwykli ludzie też nie zbliżą się do Boga od siedzenia w sieci. W ogóle internet to ostatnie miejsce, gdzie można rozwijać umysł, ciało i ducha, niezależnie, czy ktoś jest wierzący, czy nie.