Wokół konfliktu na Ukrainie widać wyraźnie, jak w Europie ujawniają się dwie odmienne postawy wobec Moskwy. Kraje Starej Unii są bierne i przyjęły postawę zachowawczą. Kraje Trójmorza, wspierane przez Stany Zjednoczone, aktywnie biorą udział w procesie odstraszania agresora.
Czeski konflikt
Ostatnie tygodnie to rozgrzana do czerwoności gorąca linia między Pragą a Moskwą. Czesi wydalili aż 18 pracowników rosyjskiej ambasady, którzy prowadzili działania wywiadowcze. Ministerstwo spraw zagranicznych uzasadniło ten krok tym, że w 2014 r. wywiad wojskowy GRU zorganizował zamach terrorystyczny na składy amunicji w miejscowości Vrbětice. W eksplozji zginęły dwie osoby, a wiele zostało rannych. Czechy poniosły duże straty materialne. Amunicja miała trafić do armii ukraińskiej, która broniła się przed rosyjską agresją. Jednocześnie Narodowa Centrala przeciw Przestępczości Zorganizowanej opublikowała zdjęcia dwóch poszukiwanych w związku ze sprawą rosyjskich agentów: Aleksandra Miszkina i
Anatolija Czepigi, którzy brali także udział w próbie otrucia rodziny Skripalów w Londynie.
To jednak nie wszystko. Czesi wykluczyli rosyjski Rosatom z przetargu na rozbudowę elektrowni jądrowej w Dukovanach. Kontrakt jest wart ok. 6 mld euro. Krok był związany z działaniami Rosji na terenie Czech o charakterze terroryzmu państwowego. W kolejnych dniach ponad 10 osób, obywateli Czech, podporządkowanych rosyjskiemu wywiadowi GRU, zostało aresztowanych pod zarzutem organizowania wyjazdów na Ukrainę i wspierania prorosyjskich separatystów. Według mediów to członkowie organizacji paramilitarnych i byli żołnierze. Byli oni kierowani przez agentów GRU wydalonych ostatnio z Pragi. Policja podejrzewa, że zatrzymani mogli walczyć po stronie Rosji na Ukrainie, organizowali lub planowali wyjazdy w celach wojskowych.
Gdy z kolei Kreml zdecydował się na retorsje i wydalił z Moskwy 20 czeskich pracowników dyplomatycznych, łącznie z ambasadorem, Praga zażądała ich powrotu do pracy. W przeciwnym razie liczebność rosyjskiej ambasady w stolicy Czech może zostać zredukowana do minimum. Komisja spraw zagranicznych senatu zaproponowała, że należy wydalić wszystkich, poza jednym – ambasadorem lub chargé d’affaires. W historii dyplomacji zdarzały się podobne konflikty, np. między Wielką Brytanią a ZSRS w latach 70. ubiegłego stulecia. MSZ Rosji wydaliło z kolei 10 pracowników ambasady amerykańskiej. Stało się tak po informacjach, że Stany Zjednoczone rozważają przesłanie na Ukrainę większej ilości sprzętu wojskowego.
Solidarne Trójmorze
Dyplomatyczne starcie toczy się także w innych państwach Europy Środkowej. Warszawa uznała za osoby niepożądane trzech pracowników ambasady rosyjskiej. Rosja wydaliła pięciu Polaków. Rosyjskich szpiegów ze swojego kraju wydaliła także Bułgaria. Chodziło o dwóch agentów, którym zarzuca się działania niezgodne z konwencją wiedeńską. Sprawa ma prawdopodobnie związek z aferą szpiegowską w tym kraju – zatrzymano sześciu obecnych i byłych pracowników wywiadu wojskowego i resortu obrony pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Podobnie zachowała się Słowacja.
Na wspólne stanowisko wobec agresywnych działań Rosji zdecydowała się Grupa Wyszehradzka. „My, ministrowie spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej, potępiamy wszystkie działania zagrażające bezpieczeństwu suwerennych państw i ich obywateli. Jesteśmy gotowi do dalszego wzmacniania naszej odporności przeciwko działaniom wywrotowym. Będziemy to czynić zarówno na poziomie narodowym, jak i we współpracy z naszymi sojusznikami z NATO, a także w ramach Unii Europejskiej. Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Słowacji i Węgier wyrażają solidarność z ostatnimi działaniami podjętymi przez Czechy, naszego bliskiego partnera, sojusznika i sąsiada” – napisano w oświadczeniu, które należy odnotować, rzadko bowiem udaje się uzyskać wspólne stanowisko w tej grupie wobec Rosji ze względu na Węgry, które łączą z Rosją relacje gospodarcze.
W integracji krajów Trójmorza pierwsze skrzypce gra Polska. Nasz kraj jest regionalnym liderem, który koordynuje działania defensywne wobec wschodniego sąsiada. Z inicjatywy naszego kraju w Bukareszcie odbyło się także trójstronne spotkanie między Rumunią, Polską i Turcją wraz z udziałem Gruzji i Ukrainy. Było ono poświęcone bezpieczeństwu w regionie. Polska wysłała do Turcji swój kontyngent wojskowy, który będzie patrolował rejon Morza Śródziemnego i Morza Czarnego.
Wrogie działania wobec Polski Rosja realizuje rękami Białorusi. Niedawne aresztowania działaczy mniejszości polskiej są tego przykładem. Jednak reżim Łukaszenki posuwa się coraz dalej. Władze zlikwidowały polską szkołę w Brześciu. Jej dyrektorka Anna Paniszewa została wcześniej aresztowana. W marcu z Brześcia został wydalony polski konsul.
Defensywna Unia Europejska
Podczas gdy Europa Środkowo-Wschodnia opiera się imperialnym zakusom Kremla i staje ramię w ramię z Ukrainą, w Brukseli, Paryżu i Berlinie panuje klimat przyzwolenia. Nie śpi jedynie NATO. Do łotewskiego Ādaži przybyły oddziały z różnych krajów, aby uczestniczyć w ćwiczeniach wojskowych pod dowództwem Wielonarodowej Dywizji Północnej, w której składzie są żołnierze z Polski, Danii oraz Niemiec.
Co prawda UE oficjalnie potępia naruszanie terytorialności Ukrainy i wszelką eskalację napięć w związku z przygraniczną koncentracją wojsk, jednak wobec nałożenia nowych sankcji na Moskwę nie ma już konsensusu. Brak jedności unaocznił się już w sprawie Aleksieja Nawalnego. Wówczas nałożono sankcje jedynie na rosyjskich urzędników, ale nikt nie ośmielił się tknąć samego Władimira Putina czy nawet rosyjskich oligarchów. Nic w tym dziwnego, skoro Zachód robi świetne interesy z Rosją. Nie ma więc woli nacisków ekonomicznych na ten kraj. Skandalem jest ostatnia wypowiedź odchodzącej kanclerz Niemiec Angeli Merkel, że „gaz z Nord Streamu 2 nie jest gorszy niż gaz płynący z Rosji przez Ukrainę czy Turcję”. W ten sposób dała do zrozumienia, że Berlin nie będzie umierał za Ukrainę.
Władimir Putin zdaje sobie doskonale sprawę ze słabości Zachodu, testuje więc, na ile może sobie aktualnie pozwolić. Zdjęcia satelitarne nie pozostawiają wątpliwości, że koncentracja nowych oddziałów wojskowych w bazie na Krymie jest ponadprzeciętna. Myśliwce, wojska powietrznodesantowe, śmigłowce szturmowe, drony zwiadowcze, wojska zmotoryzowane i pancerne, szpitale polowe. Trudno uznać to jedynie za materiał do ćwiczeń.
Bruksela wobec takiego zagrożenia zachowuje się biernie. Unijny szef dyplomacji Josep Borrell co prawda solidaryzował się z Czechami, ale wobec Ukrainy stara się być niezwykle ostrożny. UE patrzy na Rosję i wstrzymuje się z działaniami. Jednak nietrudno zauważyć tutaj analogię z 2014 r., gdy świat patrzył z pobłażaniem na aneksję Krymu i zajęcie wschodniej Ukrainy. Nawet dozbrajanie Ukraińców napotyka na trudności, utrzymywane jest w tajemnicy i idzie bardzo powoli.
Kijów wydaje się w tej grze osamotniony. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński stwierdził, że oczekuje od Zachodu konkretów, a jego kraj nie zamierza bez końca stać w poczekalni do UE i NATO. Ponadto zaproponował Władimirowi Putinowi rozmowy pokojowe, aby zapobiec wojnie. Oficjalnie minister obrony Siergiej Szojgu nakazał wojskom powrót do bazy. Jednak czy Moskwie można wierzyć?
Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)