Afera wokół szczepionek poza wyznaczoną kolejnością w grupie 0 odbiła się szerokim echem. Jeśli ktoś w szeregach opozycji nie rozumie dlaczego, to znaczy, że nie jest w stanie rozeznać nastrojów nawet wśród własnych sojuszników, a zatem w dalszym ciągu nie potrafi poszerzać elektoratu.
Krystyna Janda, Edward Miszczak, Leszek Miller, Maria Seweryn i kilkadziesiąt innych znanych osób sprawiło noworoczny prezent PiS. Wśród znaczącej części wyborców potwierdzili padające od lat tezy o kompletnej demoralizacji, zadufaniu i kastowości środowiska, które uważa, że z racji wykonywanego zawodu jest ponad przeciętnym Kowalskim.
Grupa celebrytów postanowiła na chama wepchnąć się do kolejki szczepień i zwyczajnie wypchnąć z niej medyków. Gdy została przyłapana na gorącym uczynku, zaczęto obwiniać… rząd za organizację całego procesu. Co gorsza, po kontroli na WUM minister Adam Niedzielski nie miał wątpliwości: „Te osoby zostały nieprawidłowo zgłoszone, nieprawidłowo nawet względem wyjątków, które zostały określone, bo zostały zgłoszone jako personel medyczny”. Czy zaszczepieni poza kolejnością o tym wiedzieli?
Cieniutkie tłumaczenia, cieniutkie
Z pewnością zdawali sobie sprawę, że propozycja z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego ociera się o kumoterstwo. Bo jak inaczej wyjaśnić słowa dyrektora programowego stacji TVN, który znienacka odebrał telefon od dyrekcji placówki, a na szczepienie miał zaledwie równą godzinę? – Zostałem powiadomiony przez szpital, w którym kiedyś byłem leczony, że jest możliwość wzięcia szczepionki, pod warunkiem że stawię się w ciągu godziny. Mam 65 lat i zdecydowałem się skorzystać, będąc przekonany, że to część akcji promującej – potwierdził Miszczak.
Tyle że zaszczepiona została – jeśli wierzyć przekazom medialnym – jego partnerka i aktorka Anna Cieślak (40 lat). Załóżmy, że Miszczak naprawdę uwierzył w to, że będzie ambasadorem szczepień. Już z litości nie pytam o jakąś umowę oraz zasadniczo o to, gdzie zostały ustawione kamery w trakcie wbijania igły w okolice ramienia byłego dziennikarza. Czego Miszczak miałby być twarzą? Szczepień? Zabrzmi brutalnie, ale – kto go zna? Można spokojnie założyć, że ponad 90 proc. zagorzałych widzów TVN nie wie, kto zasiada na dyrektorskim stołku w telewizji. Do kogo zatem miałby trafić? Do antyszczepionkowców?
Nie mniej zaskakiwała relacja Krystyny Jandy. Gdybym wierzył w te wszystkie opowieści, które wyszły spod klawiatury, bądź co bądź, wybitnej aktorki, brałbym pod uwagę możliwość użycia jakiejś substancji psychoaktywnej w ampułce ze szczepionką na COVID-19.
– Myślę, że wszystko wynika z jakiegoś bałaganu organizacyjnego, ponieważ najpierw z nami rozmawiano na temat promocji szczepień – stwierdziła aktorka w wywiadzie dla TVN24. I znowu, Janda nie podała jednak żadnej umowy, korespondencji, niczego, co wskazywałoby na potwierdzenie wątku „promocji szczepień”. I sama też dodała w dyskusji z Piotrem Kraśką, że wstępnie zaproponowanym terminem rzekomo promocyjnych szczepień była połowa lutego.
Kuglarze i kłamcy
Dlaczego zatem niemal wszyscy przyłapani na kłamstwach twórcy kultury – w tym i Janda – nie mieli oporów, by zaszczepić się pod koniec grudnia? W mejlu fundacji aktorki do znajomych twórców ws. szczepień na koronawirusa ani słowem nie wspomniano o jakiejkolwiek odgórnej akcji. Bo prawda jest taka, że jedynym przedstawicielem kultury oficjalnie zaangażowanym w plany rządu był w tamtym momencie Cezary Pazura. Z pewnością do niego dołączyłyby kolejne osoby, choć obecnie jest to wielce ryzykowne wizerunkowo. Artyści wystawili sobie świadectwo kuglarzy i kłamców.
Jak inaczej odnieść się do tłumaczeń Marii Seweryn, która początkowo zapewniała, że nie została zaszczepiona, a potem przyznała się do kłamstwa? Ona jedna przynajmniej uderzyła się w pierś, ale nastąpiło to post factum.
– Popełniłam błąd, ponieważ zaproponowano mi szczepienie, a ja się zgodziłam. Gdy dziennikarz Polsatu zapytał, czy się szczepiłam, z odruchu i ze strachu odpowiedziałam „nie”, z obawy, że być może zrobiłam coś złego, a nie jestem seniorem. Bardzo państwa za to przepraszam. Nie zwykłam kłamać, więc jest to dla mnie duże przeżycie. Rozumiem państwa oburzenie. Jest mi wstyd – powiedziała. „Nie zwykłam kłamać”, ale skoro zajęłam miejsce medyka na pierwszej linii frontu, to musiałam.
Krzysztof Materna wypłakiwał się na łamach „Gazety Wyborczej” – został ofiarą szczepień na COVID-19, ponieważ dawki w WUM mogły się zmarnować, a teraz niewdzięczny naród z pomocą „pisowskich” mediów ostrzy sobie zęby na upadek prodemokratycznego aktora. Panie Materna, gdzie Pan promował szczepienia i dlaczego obraża Pan inteligencję wszystkich wokół? Czy wstawił Pan w mediach społecznościowych chociaż zdjęcie z momentu otrzymania pierwszej dawki preparatu Pfizera? Bo spożycie przez Maternę przezroczystego płynu w literatce w czasie izolacji wszyscy mogli zobaczyć. Doprawdy, żenujące.
Teorie spiskowe – dziennikarze w sukurs celebrytom
Ale co gorsza najtwardsi, betonowi zwolennicy opozycji łykają te wszystkie bajki z mchu i paproci jak pelikany. Do chóru obrońców czci i godności wielmożnych celebrytów dołączyli nawet poważni, ale tylko z racji pełnionych funkcji, redaktorzy Tomasz Lis i Jacek Nizinkiewicz. Swoją drogą – to doskonale obrazujące przypadki upadku prestiżu „Newsweeka” i „Rzeczpospolitej”.
– Nie dziwi ani szczepionkowa prowokacja wobec artystów, ani lista ich najbardziej gorliwych krytyków, niemal w komplecie beneficjentów decyzji PiS lub pana Dudy, czerpiących garściami z rozmaitych decyzji władzy. Ale brak ostrożności artystów pozostaje faktem – krzywił się Lis. Nizinkiewicz zaś dopatrzył się wielopiętrowej intrygi – jest już bliski stwierdzeniu, że egzekutorem celebrytów stał się sam Jarosław Kaczyński, najpierw zachęcając do szczepień, a potem wystawiając twórców do wiatru.
– A może ktoś wmanewrował popularne osoby do wzięcia udziału w akcji zachęcającej do szczepienia, żeby zdyskredytować popularnych przedstawicieli kultury o wyrazistych poglądach, którzy po prostu chcieli dać przykład? – dumał zafrasowany publicysta, a jego narracja jest rzeczywiście urzekająca, tak samo jak daleka od prawdy. Przecież „nasi” – światli, zwolennicy demokracji, zwalczający PiS, przekonujący liberalnych wyborców do jedynej słusznej wizji świata, w której za całe zło odpowiedzialność spada na prawicę, nawet jeśli zachowali się, oględnie mówiąc, niemoralnie, to wolno im wszystko.
Jeden z ciekawych liderów opinii w sieci, dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski, podsunął jeszcze inną argumentację: wszyscy kradniemy. Wszyscy chcemy coś zyskać na boku, wepchać się przed kolejkę, załatwiać sprawy szybciej.
Nie do końca, a przynajmniej nie w kwestii życia i śmierci. O to chodzi w szczepieniach na koronawirusa. Jeśli na coś nie mamy zamiaru czekać, zapisujemy się prywatnie i płacimy spore pieniądze. Nie dlatego, że uważamy się za nadludzi, ale właśnie w celu przyspieszenia danej procedury. Sęk w tym, że grupka celebrytów nie zamierza za nic płacić, a została zaszczepiona w pierwszej kolejności. Ich tłumaczenia – podobnie jak rektora WUM prof. Zbigniewa Gacionga – są dodatkowo obciążające.
Długo o tej aferze nie zapomnimy, tym bardziej że przed nami wytężony okres szczepień. Zaszczepieni „na chama” sami zgotowali sobie ten los.