Lubiłam czytać teksty Stefana Bratkowskiego, podziwiałam jego inteligencję, erudycję, odpowiadało mi jego „odchylenie” gospodarcze, modernizacyjne. Pierwszym tekstem, który wzbudził moje poważne wątpliwości był artykuł zatytułowany „Najdłuższa wojna nowoczesnego świata”, zamieszczony w numerze 1126 tygodnika „Wprost” z 27 września 2004 roku. Zgadzałam się z zawartą w nim, chłodną i bardzo pesymistyczną diagnozą stosunku Niemców i Niemiec do Polski. Wszystkie przytoczone przykłady były rzetelnie dobrane, prawdziwe. Redaktor Bratkowski opisywał nawet taką „podskórną” pogardę, jaką Niemcy czują do Polaków. Pierwszy wniosek, jaki z diagnozy wynikał, wskazywał, że polsko-niemieckie pojednanie nie dokonało się. W relacjach społeczeństwa niemieckiego do Polaków nadal trwała II wojna światowa. Ta teza sformułowana była bardzo ostro i dosadnie. Oczekiwałam dalszej analizy możliwości, polskiej reakcji, gry, wykorzystania forum unijnego, programu wymuszania innego traktowania. Nic podobnego nie znalazło się w artykule. Zakończony został wnioskiem ogólnym: „Potrzeba nam nowego pojednania”. Przesłaniem tekstu była wiara, że skoro dotychczasowe pojednanie nie przyniosło rezultatów, to nowe, prawdziwe powiedzie się. Byłam już w tamtym czasie eurodeputowaną i uderzyła mnie naiwność rozumowania u publicysty, którego dotychczas uważałam za bardzo racjonalnego. Następne lata przyniosły niezwykle gwałtowną reakcję polskiego establishmentu na prowadzoną przez Ś.P. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i PiS politykę wobec Niemiec. A przecież Polska nie była tym państwem, które psuło stosunki. Adekwatną reakcję na działania partnera manipulowane przez media społeczeństwo nazywało agresją. Establishment w tym czasie chciał się jednać....
Znacznie bardziej precyzyjny obraz poglądów polskiej klasy politycznej uzyskałam po zapoznaniu się z raportem z grudnia 2007, który opracowano w reaktywowanym staraniem m.in. Stefana Bratkowskiego Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”. Nie popełniono w nim już błędu niespójności. Różową farbą namalowano obraz zapoczątkowanego w latach dziewięćdziesiątych polsko-niemieckiego pojednania. Oto fragment tekstu: „...pojednanie polsko-niemieckie, które było i jest przez większość społeczeństwa postrzegane jako ogromne osiągnięcie obu państw i narodów...” W raporcie dość cynicznie opisano metodę, w myśl której Polska ma prowadzić bezproblemową (dla Niemiec, oczywiście) politykę zagraniczną. „Stan pewnego zawieszenia niektórych kwestii prawnych nie hamował rozwoju stosunków politycznych, obywatelskich, kościelnych i kulturalnych. W tych sferach dokonywał się zaawansowany proces pojednania”. Nie może więc dziwić, że apologeta polityki pojednania za wszelką cenę nie reaguje na działania RAŚ na Śląsku, na wpływy niemieckie na Pomorzu i Pomorzu Zachodnim. Nie spędza mu snu z powiek Gazociąg Północny, postęp budowy Centrum przeciw Wypędzeniom i polskie ustępstwo w sprawie statusu mniejszości polskiej w Niemczech. Milczy, gdy niemiecki Bundestag odmawia uchylenia dekretu Goeringa i rehabilitacji „Rodła”.
Zagrożenia dla demokracji dostrzega natomiast w partii Prawo i Sprawiedliwość i w jej Prezesie, Jarosławie Kaczyńskim. Dobitnie zabiera głos w tej sprawie. Agresję uważa za cechę charakteryzującą Jarosława Kaczyńskiego i przypisuje to wpływom ideologii Carla Schmitta.
Zajmijmy się najpierw agresją. Przypomnę Państwu i Panu Redaktorowi wypowiedzi czołowych polityków PO (lub takich, którzy kiedyś nimi byli):
Podczas Rady Europejskiej 15 października 2008 r. Śp. Prezydent Lech Kaczyński opuścił salę, ustępując miejsca ministrowi. Poprosił premiera o późniejsze zrelacjonowanie debaty. „Chcieć, to ty sobie możesz” - odpowiedział szef rządu.
Donald Tusk: „Powiem brutalnie, na tym szczycie nie potrzebuję pana prezydenta” RE 15 października 2008 roku.
Donald Tusk: „Wyginiecie jak dinozaury” - w Sejmie do opozycji marzec/kwiecień 2010 roku.
Marszałek Bronisław Komorowski po incydencie w Gruzji „Z tej odległości to tylko ślepy snajper...” Tak podsumował zagrożenie, w jakim znalazła się głowa Państwa.
Radosław Sikorski: „ Można być prezydentem i jednocześnie chamem”
Julia Pitera: „Polska z twarzą Lecha Kaczyńskiego jest ponura”
Julia Pitera: „To prezydent, który straszy”
Marszałek Bronisław Komorowski: „Polska braci Kaczyńskich przelicytowała Łukaszenkę”
Radosław Sikorski: „Prezydent może być niski, ale nie może być mały”
Radosław Sikorski: „Były prezydent Lech Kaczyński” podczas prawyborów w PO nie atakował kontrkandydata, tylko urzędującą głowę Państwa (wiec w Bydgoszczy)
Janusz Palikot: „Marzeniem Jarosława Kaczyńskiego jest, by zabił go szaleniec...”
Janusz Palikot: „Apeluję do Lecha Kaczyńskiego by wytrzeźwiał i wreszcie przedstawił opinii publicznej co naprawdę myśli w pełni swoich przytomnych sił”. Tak ówczesny wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO zwrócił się do Prezydenta RP z apelem o wypowiedź w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Dodatkowo przypomnę Panu Redaktorowi, że działo się to w czasie, gdy traktatu nie ratyfikowały również takie państwa jak Niemcy. To w ich interesie było wskazywanie palcem na Polskę, a personalnie Śp. Prezydenta jako przeszkodę w realizacji „projektu europejskiego”.
Janusz Palikot „Lech Kaczyński jest już na wpół martwy” To na kilka dni przed śmiercią Prezydenta, zgnębionego chorobą Mamy.
Janusz Palikot: „Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki, zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż.
Donald Tusk: „Gdy Palikot jest w formie, to jego wybryki ożywiają scenę polityczną.
Obóz rządzący w Polsce po 2007 roku w taki sposób wyrażał się o partii opozycyjnej i o urzędującym Prezydencie RP, wybranym w powszechnych wyborach. Przyznam, że czekałam na głos sprzeciwu osób takich jak Stefan Bratkowski. W trakcie wywiadu udzielanego Konradowi Piaseckiemu w pewnym momencie szacowny gość powiedział o Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego: „To przecież była o p o z y c j a”. Zgodnie z Konstytucją RP był to, Panie Redaktorze, urząd obsługujący organ najwyższej władzy w Polsce. Nie może autorytatywnie wypowiadać się o porządku demokratycznym ktoś, kto nie odróżnia władzy od opozycji. Kohabitacja to często spotykana w systemach demokratycznych sytuacja władzy. I tylko w Polsce została przez większość parlamentarną (która utworzyła rząd i była wspierana przez cały salonowo-medialny establishment) doprowadzona do opisanego powyższymi cytatami - wynaturzenia. To wynaturzenie koledzy redaktora Bratkowskiego, publicyści, nazwali „przemysłem nienawiści”.
Wróćmy jednak do zarzutów o wpływy faszyzmu na działanie największej partii opozycyjnej w Polsce. Przywoływane, zupełnie bezsensownie, jest nazwisko Carla Schmitta. Jego postać jest elementem debaty wewnątrzniemieckiej. Padło jednak w kontekście działań PiS nazwisko Hitlera i Mussoliniego, a to jest już poważną sprawą.
Po katastrofie smoleńskiej artyści śpiewali „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena. Nie chcieli by „słowem złym zabijał tak jak nożem - człowiek.”
Nie szukajmy analogii z hitlerowskimi Niemcami. U nas jeszcze nie zginął w żadnym obozie Fritz Gerlich. Zdarzyły się jednak sytuacje w najwyższym stopniu niepokojące.
Pański kolega, Panie Redaktorze, były opozycjonista, obecnie niezależny dziennikarz Klaudiusz Wesołek, został skazany przez sąd za wykonywanie zawodu: rejestrowanie za pomocą kamery wydarzenia politycznego. Osadzono go w więzieniu, podjął głodówkę. Czy to nie jest sytuacja, w której honorowy przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich powinien bić na alarm?
Dotkliwie pobity (liczne, poważne urazy neurologiczne) został inny niezależny dziennikarz - Michał Stróżyk. Co Pan na to, Panie Redaktorze? Są liczne dowody, że nie stanowił żadnego zagrożenia dla demokracji.
W trakcie próby składania kwiatów przed Pałacem Prezydenckim użyto siły wobec dwóch posłanek. Widziałam te drobne, eleganckie panie w szpileczkach. I tych uzbrojonych po zęby obrońców porządku. Panie zostały poturbowane, jesteśmy bezpieczni. Przypominam - były posłankami, chronionymi immunitetem.
I kto tu pozostaje pod wpływem totalitaryzmu, Panie Redaktorze?
W kampanii referendalnej ws. akcesji Polski do Unii Europejskiej euroentuzjaści używali bardzo ostrego, wyrażającego pogardę, wykluczającego języka w stosunku do przeciwników akcesji. Jarosław Kaczyński prosił wtedy o zaniechanie aroganckiej retoryki i o akceptację pluralizmu.
30 kwietnia 2004 roku, w przeddzień polskiej akcesji do UE, na ulicach Łodzi odbył się marsz z pochodniami. Na jego czele szli: Iwona Śledzińska-Katarasińska i Cezary Grabarczyk. Przeciwnikom nie szczędzono szyderstwa i pogardy. Nie wzbudziło to jednak Pańskiego niepokoju, Panie Redaktorze. Dlaczego więc stosuje Pan podwójne standardy nazywając marsze pamięci, odbywane w miesięcznice katastrofy smoleńskiej „fackelzugami” i sugeruje ich związki z faszyzmem?
Dlaczego tak zaniepokoiły Pana obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej? Od wrażliwego dziennikarza oczekiwałabym raczej zainteresowania przebiegiem śledztwa smoleńskiego i naturą pojednania polsko-rosyjskiego, które nastąpiło po katastrofie.
2 kwietnia 2010 roku Stefan Bratkowski umieścił na portalu Onet.pl swój felieton zatytułowany „Rosja w poszukiwaniu tożsamości”. Zawarł w nim wiele interesujących spostrzeżeń. Apatia i bezwolność rosyjskiego społeczeństwa skojarzyła mu się zapewne ze snem, bo postulowaną transformację nazwał „rozbudzeniem”. Rozbudzenie Rosji - „młodej Rosji” - do cywilizacji i zdrowia - to wedle mojej prognozy może być kwestią dziesięciu - piętnastu lat”
Rozbudzenie, obudzenie, przebudzenie. Polskie społeczeństwo przez ostatnie lata było na przemian straszone dyktaturą PiS i usypiane propagandą sukcesu rządów Platformy. Świadomość upokorzenia i bezsilności w wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej skutkowała zbiorową apatią.
Skojarzenie z otrząśnięciem się ze snu i postulat „rozbudzenia” młodego rosyjskiego społeczeństwa zgłoszony przez Stefana Bratkowskiego jest świeżą, oryginalną figurą stylistyczną. Podobny postulat „obudzenia się” zgłoszony w stosunku do własnego społeczeństwa przez Jarosława Kaczyńskiego jest faszyzmem, naśladowaniem Hitlera i Mussoliniego. Co wolno autorytetom... A poza tym, tu chodzi o rosyjskie społeczeństwo. Jego wyższość opisuje najlepiej kolejny cytat ze Stefana Bratkowskiego: „Otóż wyobrazić sobie można, że jak w Polsce lat 70-tych ubiegłego stulecia, krystalizuje się w Rosji krąg wybitnych umysłów znacznie większego znaczenia niż tamto nasze grono - że uformuje się swoista przeciwwaga do władzy politycznej, krąg ludzi z autorytetem, liczących się dla myślących ludzi Rosji i dla świata.” Autorytety wszystkich krajów łączcie się.