Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Media

Przegapione

Mało kto zauważył, jak Lech Wałęsa zaplątał się już tak, iż ostatecznie w programie Moniki Olejnik przyznał się, że podpisał deklarację współpracy z SB.

Autor:

Mało kto zauważył, jak Lech Wałęsa zaplątał się już tak, iż ostatecznie w programie Moniki Olejnik przyznał się, że podpisał deklarację współpracy z SB. Podpisał, ale to nic nie znaczy, wypierają to oczywiście lemingi, z tego, że podpisał, nic jeszcze nie wynika… Zaraz, zaraz. Co wynika, co nie, to zostawmy na boku, ale najważniejsze jest przecież, że latami uparcie powtarzał, że nic nie podpisywał. Tylko sznurowadła. Przysięgał nawet na Matkę Boską. A teraz ot, tak lekko, że owszem, podpisał, ale to nic, bo w duchu nigdy ich współpracownikiem nie był, a to przecież najważniejsze.

Przynajmniej dla peerelowskiego sądu, który pomimo tego przełomowego wyznania samego zainteresowanego uznał w majestacie apelacyjnej nieomylności, że tam, gdzie idzie o mit założycielski III RP i jej władzy, fakty nie mają znaczenia. Piszę „peerelowskiego”, bo innych sądów w III RP najwyraźniej nie mamy. Haniebny wyrok wydany w pogardzie dla stwierdzonych ponad wszelką wątpliwość, i ostatecznie nawet przez samego Wałęsę potwierdzonych faktów, nie jest bowiem w naszym orzecznictwie wyjątkiem, lecz raczej potwierdzeniem reguły.

Zniknęła też jakoś informacja, że jednak prokuratura nie znalazła żadnych procesowych dowodów „zacierania śladów” w domu Barbary Blidy. O prokuraturę mniejsza, faktem jest, że prokuratury generalnie zajmują się u nas umarzaniem, i na wszelki wypadek są w tym bardzo – że tak powiem – ekumeniczne; nigdy nie wiadomo, czy się władza nie zmieni, a co umorzone, tego się czepiać nie będą. Ale ciekawe jest, w jaki sposób poinformowała o tym „Gazeta Wyborcza”, która o tym rzekomym „zacieraniu” łgała latami, ile wlazło. Otóż frazą: ślady w domu Blidy zatarte! Pomyśleć, że to ta sama banda tak się natrząsała, jaka to „logika Ziobry”, że brak dowodów oznacza, iż zostały one zniszczone. Nie stwierdzono zacierania śladów, a więc znaczy się, zostały zatarte. Słonie – jak wiadomo – najskuteczniej ukrywają się w jarzębinie, czego najlepszym dowodem jest fakt, że nikt nigdy słonia w jarzębinie nie znalazł.

Ciekawa sprawa, nawiasem, kto wyliczy, ile pieniędzy nabrał pan Kalisz i dwie sejmowe komisje, które od trzech lat mozolnie szukają haków na PiS i coraz bardziej widać, że nie znalazły? Mym skromnym zdaniem, dobrych paręnaście baniek na te bezowocne śledztwa poszło. No, ale co to jest paręnaście milionów dla władzy, która lekkim gestem obiecuje wszystkim pierwszakom laptopy – za skromny miliard…

Cichutko przemknęła przez specjalistyczne serwisy informacja o ukaraniu przez Komisję Nadzoru Finansowego wydawcy tygodnika „Wprost” stutysięczną grzywną za podawanie fałszywych danych o finansach spółki. Jednocześnie trwa, na żądanie „Polityki” i „Newsweeka”, audyt Związku Kontroli Dystrybucji Prasy sprawdzający, o ile zawyżał „Wprost” dane o sprzedaży (bo w ogóle że je „poprawiał”, to już się nawet przyznał). Nie żebym się dziwił – nowy wydawca, nowy redaktor naczelny, nowa linia polityczna, nowi felietoniści, więc i nowa wiarygodność. Wprost oczywiste.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Media