O wyroku wydanym przez warszawski sąd informowaliśmy już dzisiaj, więc tylko przypomnimy, że reporterów uniewinniono od kuriozalnego zarzuty naruszenia miru domowego, bo jedynie relacjonowali wydarzenia podczas protestu w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej. Sędzia zwrócił również uwagę na wybiórcze działanie policji. – Sąd widział na nagraniu, że dziennikarze stali na środku pomieszczenia i zapewne chodziło o to, by policjanci mieli możliwość działania. Sąd nie wie, być może powinniście zostać wyprowadzeni z sali czy zatrzymani, ale zatrzymano tylko was dwóch, a sąd widział, jak wielu dziennikarzy było na sali – stwierdził.
Oczywiście, reporterzy portalu niezalezna.pl obserwowali proces i na bieżąco informowaliśmy o wydarzeniach na sali rozpraw. Nasza koleżanka Cyntia Harasim także porozmawiała z dziennikarzami, których ukarania domagała się policja.
Znamienna była zwłaszcza wymiana zdań z Tomaszem Gzellem, doświadczonym fotoreporterem Polskiej Agencji Prasowej.
- Od jak dawną tą pracą się parasz?
- Już nie pamiętam, to sto lat chyba, ale osiemdziesiąty któryś rok, jestem bardzo starym człowiekiem, wiem, że nie wyglądam, ale już kupę, kupę lat minęło - żartował.
- A czy zdarzyło ci się wylądować na tak zwanym "dołku"?
- To były dawne, dawne czasy, za komunizmu, czasy Urbana. To było w Gdańsku, 50-lecie sakry biskupa Kaczmarka, zostaliśmy złapani przez ZOMO, milicję - opowiadał. I dodał coś zaskakującego. - Byliśmy lepiej traktowani niż teraz.
Z kolei Jan Pawlickim podkreślał wagę wyroku, bo proces pokazał, że policja przestała odróżniać protestujących od dziennikarzy relacjonujących manifestację.
- Być może będzie szansa, żeby dziennikarze podczas wykonywania swoich obowiązków byli bardziej chronieni, i być może policja, organy ścigania będą respektować swoisty immunitet mediów - dodał dziennikarz Telewizji Republika.
WYSŁUCHAJ ROZMOWY Z UNIEWINNIONYMI DZIENNIKARZAMI
