Szefowa rządu miała pretensje, że minister skarbu za jej plecami powołał Ostachowicza na stanowisko i do tego w dniu zaprzysiężenia rządu – podaje tvn24.pl. Kto więc naprawdę rządzi w gmachu przy Alejach Ujazdowskich? Na pewno Kopacz?
Rzecznik rządu przyznała, że takie spotkanie miało miejsce i "dalszy rozwój wypadków był skutkiem interwencji pani premier". Nic dziwnego, rola figurantki posadzonej w fotelu premiera może być irytująca. Kopacz nie miała bowiem pojęcia co robią jej ministrowie. Nie wiedziała ani o gigantycznej odprawie Wasiak, ani o decyzji Karpińskiego dotyczącej powołania byłego doradcy Tuska do zarządu Orlenu. I to rzekomo rozwścieczyło premier.
Włodzimierz Karpiński próbował jakoś się tłumaczyć dlaczego działał za plecami szefowej (kto mu wydał polecenie?) i na razie zachował stanowisko. Z kolei Maria Wasiak stając na dywaniku u Kopacz była przygotowana do rozmowy. Powiedziała to, co premier chciała usłyszeć. Zrezygnowała z 510 tys. zł odprawy i przekazała pieniądze na cele charytatywne. A kto zapłaci podatek od darowizny?