Gdy dzisiaj tygodnik "Wprost" ujawnił stenogram rozmowy kompromitującej Romana Giertycha, w redakcji portalu niezalezna.pl zaczęliśmy od razu obstawiać kiedy "Gazeta Wyborcza" opublikuje tekst pod hasłem "Giertych był ministrem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego". Większość typowała godziny poranne, nieliczni popołudniowe, nikt wieczorne. "Na Czerskiej nie wytrzymają tak długo" - pojawiał się argument.
I w końcu pojawił się tekst na portalu gazeta.pl. Z tytułem "Kiedyś guru wszechpolaków i niesforny minister, teraz stateczny adwokat. Kariera Romana Giertycha". No to pojechali po bandzie. "Niesforny minister"? - przecież gdy Giertych był ministrem edukacji, w Wyborczej przyklaskiwali manifestacjom przeciwko jego reformie. "Stateczny adwokat" - obłuda nie ma granic.
No i jeszcze zdjęcie. Z Sikorskim, który jest Giertycha klientem? Z młodym Tuskiem, który także korzysta z porad prawnych? Albo Komorowskim, bo brali udział w tych samych imprezach. Nie, gdzie w "Wyborczej"?! Najlepsze jest sprzed lat z Jarosław Kaczyńskim.
Nie dziwią więc takie komentarze internautów.

Nie wiemy co się stało w redakcji "Gazety Wyborczej", ale po jakimś czasie redaktorzy zmienili zdjęcie do tekstu "Kiedyś guru wszechpolaków...". Kaczyńskiego z Giertychem zastąpił sam Giertych.
I jeszcze jeden ciekawy wątek. Na tym samym portalu pojawił się inny tekst poświęcony "taśmie Giertycha". O obrzydliwych szyderstwach z katastrofy smoleńskiej, ale również kpinach z homoseksualistów. Giertych mówił o "pedałach", a "Wyborcza" napisała - to jest najlepsze - że... żartował!!! Teraz wyobraźcie sobie wrzask lewactwa, gdyby prawicowy polityk powiedział o gejach "pedały". Ale tym razem chodzi o "statecznego adwokata". Powtórzymy - obłuda nie zna granic.