Według naszego rozmówcy dziś możemy zrobić już tylko jedno: zdymisjonować premiera Tuska i powołać nowe władze.
- Później, jeżeli ukonstytuuje się nowa władza, to należałoby wszcząć śledztwa w tej sprawie. Jest to sytuacja zero-jedynkowa. Została przekroczona pewna granica. Oczywiście można ją dalej przekraczać i wierzę, że ludzie Donalda Tuska mogą pójść dużo dalej, ale w kwestii próby dialogu czy negocjacji to już jest koniec – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Wiktor Świetlik z SDP. - Przekroczono już pewną możliwość negocjacyjną. Bo co można zrobić dalej, jeżeli służby wkraczają do redakcji? –pyta Świetlik.
Nasz komentator nie wyklucza, że w całej tej sprawie jest jakieś drugie dno i że całe zamieszanie wokół redakcji "Wprost" może być formą jakiejś gry lub próby sił.
- Jednak liczy się zasada i ta zasada właśnie została złamana – dodaje Świetlik.
Co wczorajsza akcja oznacza dla środowiska dziennikarskiego?
- Ta akcja może oznaczać jedno. Duża część kolegów dziennikarzy obudziła się i dopiero zobaczyła, z czym od lat mamy do czynienia w Polsce. Chodzi o naciski, ewidentne nierespektowanie przepisów dotyczących wolności słowa, dostępu do informacji czy ochrony informatora. Dla części naszego środowiska jest to zimny prysznic – mówi nasz komentator.
- Przez ostatnie lata zdarzyło mi się pisać o tym i mam wrażenie, że okazało się to prawdą. Kiedy niektórzy nie reagowali, gdy np. Grzegorz Hajdarowicz spotykał się pod sklepem monopolowym z Pawłem Grasiem albo kiedy Donald Tusk wygrażał nieprzychylnym mu dziennikarzom, kiedy zdarzały się tego rodzaju sytuacje, to byli tacy, którzy nabierali wody w usta lub wręcz też dokopywali kolegom – dodaje dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.