Kiedyś Niesiołowskiego zapraszano do telewizyjnego studia jako wicemarszałka Sejmu, lidera różnych partii politycznych. Dzisiaj to raczej maskotka mediów, a gospodarze programów czekają tylko z czym tym razem wyskoczy i kogo obrazi. On z tego korzystał i stawał się coraz agresywniejszy. Nie wahał się nawet zaatakować kobiet. Co gorsza, nie ponosił konsekwencji. Ani politycznych, ani prawnych.
Po kolejnym wybryku Tomasz Sakiewicz, reaktor naczelny "Gazety Polskiej" postanowił zareagować zdecydowanie.
- Podajemy posła Stefana Niesiołowskiego do sądu z art. 212 kodeksu karnego. Chyba, że poseł Niesiołowski przedstawi zaświadczenie dowodzące, że w momencie rozmowy z naszym dziennikarzem był niepoczytalny – mówił w lipcu tego roku T. Sakiewicz.
Było to związane z wybuchem wściekłości Niesiołowskiego, gdy dziennikarz "Gazety Polskiej Codziennie" Samuel Pereira zapytał o podpisaną przez prezydenta Bronisława Komorowskiego nowelizację ustawy o armii. Co powiedział poseł Platformy Obywatelskiej, przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. - Z pisowską propagandową szmatą nie rozmawiam – rzucił do słuchawki Niesiołowski. Po zakończeniu rozmowy poseł nie rozłączył się i jak słychać było na nagraniu, padło jeszcze soczyste „sk...syny”.
Prywatny akt oskarżenia (wydawcy Gazety Polskiej Codziennie i Samuela Pereira) trafił do Sądu Rejonowego w Warszawie. Sprawa toczyła się przez kilka miesięcy i niedawno wydano postanowienie o umorzeniu postępowania.
Kuriozalne jest jednak uzasadnienie postanowienia, bo według sądu nie doszło do przestępstwa, dlatego że Niesiołowski obraża Samuela Pereira w rozmowie z... Samuelem Pereira.
"Nie można pomówić kogoś wobec niego samego, pokrzywdzony nie może być jedynym odbiorcą" - napisał sędzia Aleksandra Grabusińska-Rutkowska. - "Dla bytu przestępstwa konieczna jest osoba trzecia, wobec której pokrzywdzony zostaje pomówiony".
Jest jednak jeszcze ciekawsze zdanie. Według sądu: "z krótkiej konwersacji, jaką przeprowadził Stefan Niesiołowski z Samuelem Pereirą, nie można wysnuć wniosku, by oskarżony działał z zamiarem znieważenia swojego rozmówcy". Po Niesiołowskim można wiele się spodziewać, ale nie tego, że gratulował dziennikarzowi "Codziennej" dociekliwości. Bo co innego sąd miał na myśli?
PONIŻEJ UZASADNIENIE SĄDU


