Wprawdzie rzecznicy status quo wskazują na istnienie na rynku medialnym ludzi i mediów wobec niego krytycznych, ale to wyłącznie margines głównego nurtu. Przedsięwzięcia takie natrafiają na rozmaitego typu bariery. Nie są to „nieubłagane prawa rynku”, ale decyzje administracyjne i presja dominującego w Polsce establishmentu. Szczególnie mocno zjawisko to można obserwować w mediach elektronicznych, których obecny kształt jest efektem decyzji politycznych i wielokrotnie krytykowanego systemu koncesji przyznawanych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Kolejny etap tego procesu to cyfryzacja i przyznawanie miejsc na multipleksie, na którym obecność jest warunkiem powszechnej dostępności telewizji.
Zamiast zwiększenia liczby nadawców, a więc spluralizowania propozycji dla odbiorców w Polsce, mamy do czynienia ze wzmocnieniem oligopolu, na który składają się obok telewizji publicznej Polsat i TVN. Stacje te, uprzywilejowane już wcześniej przez uzyskanie koncesji mocą pierwszych decyzji administracyjnych, mogły się rozwijać w warunkach bardzo ograniczonej konkurencji. Dziś, oprócz miejsc na multipleksie, uzyskały kolejne kanały. W kilku wypadkach koncesje na multipleksie przyznane zostały pozbawionym zaplecza finansowego projektom, za którymi stoją także TVN i Polsat. Ma to dodatkowy wymiar polityczny, gdyż nadawcy (zwłaszcza w sposób wyjątkowo ostentacyjny TVN) popierają obecne władze.
Pretekst i hipokryzja
W tym kontekście szczególnie drastyczna jawi się odmowa miejsca na multipleksie dla TV Trwam. Uzasadnienie przez regulatora, którym jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, decyzji tej względami formalnymi ma wyraźnie charakter pretekstu. Podobno TV Trwam nie przedstawiła żądanych finansowych gwarancji, które zabezpieczałyby nadawanie. Tymczasem zdarzyły się wypadki, że stacja – np. TTV – otrzymała obietnicę kredytu finansującego jego nadawanie dopiero po otrzymaniu koncesji. Inna stacja, ATM, nie rozpoczęła nadawania, co było warunkiem uzyskania koncesji, pomimo przyznania jej miejsca na multipleksie. KRRiT zmuszona była wszcząć postępowanie odwoławcze w jej sprawie.
W rzeczywistości historia stworzonego przez redemptorystę o. Tadeusza Rydzyka koncernu, w którego skład wchodzi TV Trwam, uzasadnia zaufanie do jego stabilności i możliwości rozwoju. Wyrasta on z Radia Maryja, które nadawać zaczęło w 1991 r. Od 1998 r. wydaje gazetę „Nasz Dziennik”, a następnie uruchomił wydawnictwo książkowe i płytowe, dwa miesięczniki oraz Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej. Telewizja Trwam nadaje od 2003 r. i ma studia w Toruniu, Warszawie, Tuchowie, Lublinie, Chicago i Toronto. Wcześniej o. Rydzyk oskarżany był o to, że stworzył imperium, które nie licuje z powołaniem zakonnika i ma nadmierne możliwości finansowe. Obecnie – niespodziewanie – mimo że nie pojawiły się żadne fakty każące powątpiewać w kondycję fundacji Lux Veritatis finansującej TV Trwam, krajowy regulator zaniepokoił się jego sytuacją materialną.
Strach przed opozycją
Od początku przedsięwzięcia o. Rydzyka rozwijały się w atmosferze skierowanej przeciw nim ogromnej nagonki. Ze strony dominujących ośrodków opiniotwórczych i mediów słyszymy bez przerwy, że należałoby zlikwidować najpierw radio, a potem telewizję redemptorystów. Przeprowadzone parę lat temu przez prof. Ireneusza Krzemińskiego, zadeklarowanego ich przeciwnika, badania socjologiczne wykazały jednak, że zarzuty formułowane przeciw mediom o. Rydzyka, a dotyczące „mowy nienawiści” czy „antysemityzmu”, nie znajdują potwierdzenia w faktach. Z pewnością jednak treści i mentalność w nich prezentowana nie mieszczą się dziś w głównym medialnym nurcie w Polsce. Stanowią więc element pluralizmu i odbijają postawy wielkiej grupy Polaków, gdyż TV Trwam jest jedyną katolicką telewizją w Polsce. Ponad 93 proc. Polaków deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego. Czy nie mają oni prawa do swoich mediów?
Słyszymy niekiedy, że funkcje takie spełniają inne telewizje, które także mają swoje programy katolickie. Jest to jednak zasadnicza różnica. W wypadku TV Trwam mamy do czynienia z programem zbudowanym wokół katolickiego porządku wartości, a nie próbami dostosowania go do odmiennego przekazu. Telewizja Trwam jest krytyczna wobec obecnej władzy i porządków panujących w Polsce.
Ze sporą dozą pewności można założyć, że to było główną przyczyną odmówienia jej koncesji. Krytycyzm mediów wydaje się rzeczą naturalną. W Polsce jednak stworzony metodami administracyjnymi główny nurt medialny wspiera obecny rząd. Czy KRRiT, która powstała z politycznego nadania – a pamiętać trzeba, że obecna większość parlamentarna specjalnie zmieniła ustawę, aby przejąć kontrolę nad Radą – uznaje, że niebezpieczny dla obecnego porządku jest choćby element pluralizmu, który stanowiłaby jedna krytyczna telewizja na kilkanaście prorządowych?
W imię wolności
W obronie TV Trwam wystąpił Kościół katolicki. Do KRRiT przyszły listy podpisane przez ponad dwa miliony Polaków z protestem przeciw jej decyzji, a manifestacje w obronie telewizji należały do największych w naszym kraju od czasu upadku komunizmu. Na razie nie przynosi to żadnego efektu. Tłumaczenie, że TV Trwam nadal będzie mogła nadawać drogą satelitarną i kablową, nie uwzględnia tego, że w nowych warunkach jej zdolności konkurencyjne zostaną kolejny raz ograniczone. Wielu potencjalnych odbiorców tej telewizji to ludzie ubodzy, dla których instalacja dodatkowych urządzeń nadawczych, jak antena satelitarna, jest trudne do udźwignięcia. Oficjalnie zresztą proces cyfryzacji miał służyć także zwiększeniu pluralizmu.
W rzeczywistości oprócz formalnych i zupełnie nieprzekonujących w świetle innych posunięć KRRiT argumentów ze strony zwolenników odmowy przyznania koncesji TV Trwam słyszymy uzasadnienia „merytoryczne”, które sprowadzają się do krytyki treści pojawiających się w jej programach. Rzeczywiście nie mieszczą się one w głównym nurcie medialnym współczesnej Polski. I to wydaje się prawdziwym powodem zablokowania telewizji redemptorystów. Czy trzeba kolejnych argumentów na rzecz braku pluralizmu w naszym kraju, a więc pośrednio równocześnie w obronie koncesji dla medium o. Rydzyka?
Podczas debaty nad sprawą TV Trwam słyszymy, że ci, którzy występują na rzecz przyznania jej koncesji, są jej zwolennikami. To nieporozumienie. Wszyscy, którzy uznają wolną debatę, a więc pluralizm, za wartość, winni bronić prawa do nadawania TV Trwam. Wszyscy, którzy traktują poważnie ideę tolerancji, nawet jeśli nie odpowiada im przekaz tej telewizji, powinni się upominać o jej prawo do nadawania.
