Wczoraj premier naszego państwa zamienił swoje exposé na radzie krajowej partii w cyrkowe wystąpienie. Najpierw, łamiąc jakiekolwiek standardy relacji polityk-dziennikarz demokratycznego państwa, zaatakował Ewę Stankiewicz i określił jej dorobek jako socrealistyczny. Następnie doradził Stefanowi Niesiołowskiemu, że skoro walczył już z Leninem, to teraz niech pokona Ewę Stankiewicz… uśmiechem. A na koniec ujmująco stwierdził, że jest po stronie światła.
Nie ma co komentować bredni klauna. Ale warto zauważyć, że cyrk w polityce kryje pod kiepskim make-upem tyranię i agresję.
