Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Media

Niesłychana sprawa

Stała się rzecz niespotykana. Kamera, mikrofon oraz dziennikarskie pytania rzuciły się na spokojnie stojącego przed Sejmem pana posła Stefana Niesiołowskiego. 

Autor:

Stała się rzecz niespotykana. Kamera, mikrofon oraz dziennikarskie pytania rzuciły się na spokojnie stojącego przed Sejmem pana posła Stefana Niesiołowskiego. 

Jak wszyscy widzieli, pan poseł prosił, błagał i zaklinał na wszystkie świętości, z najświętszym WON na czele, żeby dano mu pardon. Nie dano.

Ofiara Niesiołowski

Owszem, pani redaktor Ewa Stankiewicz stała nieruchomo, ale jak wiadomo z psychologii tłumu – a pani Stankiewicz w myśl obecnego prawa niewątpliwie stanowi tłum, zbiegowisko lub nielegalne zgromadzenie – nieruchomo stojący tłum to przejaw największej agresji. Nie pomogła też interwencja pokojowej misji kolegów politycznych Donalda Tuska. Poseł Niesiołowski został znieważony przez wystrzeliwane niczym z karabinu maszynowego zdania: Czy wie, co się dzieje?; Czy wie, dlaczego nie może wyjść z Sejmu?; itp. bredni. W zażegnaniu tej brutalnej napaści nie pomógł nawet ochotniczy zaciąg dziennikarzy z „Gazety Wyborczej", TVN i „Polityki". A przecież to wybrane towarzystwo dziennikarskie, krewni i znajomi lisa, przepraszam – królika. Dziennikarze, jak to skromnie określił sam Blumsztajn, z „najwyższej pałki, przepraszam – półki".

Stare, dobre wzorce

W czasach PRL śmietanka towarzyska grupowała się w „Trybunie Ludu" i „Żołnierzu Wolności". Ludzie ci zawsze potrafili wytłumaczyć obywatelom, co naprawdę się stało, że przeciwnik władzy, pobity przez „nieznanych sprawców", upił się, spadł ze schodów, a następnie rzucił się na chcącego go podnieść milicjanta. Ten zaś nie miał już wówczas wyboru i musiał użyć siły wobec furiata, bo inaczej furiat sam sobie zrobiłby krzywdę. Może nawet poważniejszą. Umarłby nie tylko raz, jak po miłosiernej interwencji dzielnego funkcjonariusza, ale może i parę razy? Milicjant wypisz, wymaluj niemal jak Niesiołowski. On też musiał się bronić przed dziennikarką zadającą mu pytania. Robiła to zresztą, zauważmy na marginesie, głosem prowokacyjnie cichym i spokojnym. Była bezczelnie kulturalna i urągliwie powściągliwa. No, faktycznie – prowokatorka całą gębą, kamerą i mikrofonem! Skandal! Kto to widział przepytywać funkcjonariusza koalicji rządowej. Przecież nie po to ma się władzę, żeby cokolwiek wyjaśniać dziennikarzom i obywatelom. A ile musiał się pan poseł napracować, żeby mieć ten mandat! I to wszystko miałoby oznaczać jakieś obowiązki wobec zwykłych ludzi?!

Jak ktoś śmie pytać?

Powinniśmy sobie jasno powiedzieć, że władza i jej funkcjonariusze, w tym tak wybitni jak pan poseł Niesiołowski, doświadczeni – jak z właściwą sobie inteligencją zauważyła pani marszałek Sejmu – histerią, przepraszam, historią, są wybrani do celów wyższych niż tłumaczenie się przed kimkolwiek spoza własnego kręgu. A tymczasem pan poseł poniósł wyraźne straty na umyśle, osobowości i fizys. Pora zatem postawić pytanie, kto za to zapłaci? Kto odpowie za nie w pełni sprawnego posła Niesiołowskiego? Kto zwróci skarbowi państwa wydatki poniesione na jego promowanie, teraz tak lekkomyślnie obracane wniwecz? Czy brutalna i antypaństwowa opozycja nie będzie chciała skierować pana posła wraz z jego mandatem do zakładu psychiatrycznego? Już przecież słyszymy, że to rzekomo pan poseł, używając siły fizycznej i wykrzykując plugastwa i wulgaryzmy, złamał prawo i naruszył godność red. Stankiewicz. Doprawdy! Czyż można naruszyć godność perfidnej prowokatorki?! Odwołajmy się do autorytetu obecnego salonu władzy i jej mediów, Andrzeja L., który pytał, subtelnie się śmiejąc, czy można zgwałcić prostytutkę? Słyszymy dziś ten sam subtelny śmiech wśród ofiarnych obrońców pana posła Niesiołowskiego. Obawiam się jednak, że ten jednolity front ludzi z „najwyższej półki" nie zapobiegnie nieszczęśliwemu biegowi zdarzeń w naszym kraju. Znając krwiożerczość lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego, który czyta „Mein Kampf" na zmianę z autobiografią Dżyngis-chana (w oryginale!), obawiałbym się dalszej, zabójczej wręcz eskalacji działań.

Czy zresztą pytanie obecnej władzy o cokolwiek nie jest już samo w sobie przejawem niesłychanej agresji?




Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Media