Aktorka Ewa Dałkowska w Nowym Jorku obudzona przez nas telefonem w środku nocy mówi radośnie: – Życzę mu dużo pary! Szlachetny, zacny, szanowany. Energia na scenie, siła głosu i inteligencja nigdy Pietrzaka nie opuszczają. Na ostatniej Gali Strefy Wolnego Słowa zachwycał, rozśmieszał i po raz kolejny wzruszał, stawiając na baczność wypełnioną szczelnie publiczność Teatru Muzycznego Roma, która śpiewała z nim ze ściśniętym gardłem piękną pieśń „Żeby Polska była Polską”. Jego „Czy te oczy mogą kłamać”, „Dziewczyna z PRL-u” czy „Nadzieja” były przegrywane z kasety na kasetę i słuchane w domach z wypiekami na twarzach.
Pietrzak był twórcą kabaretu Hybrydy oraz kabaretu Pod Egidą. Pod koniec istnienia Hybryd esbecy byli na każdym przedstawieniu. Na występie Egidy zawsze był cenzor. Siedział przy specjalnie zarezerwowanym stoliku. Bo śmianie się z bolączek życia codziennego na różnych jego płaszczyznach to jedno, ale wyrażanie w tym prawdziwej, szczerej troski o kraj to już coś więcej. To władzom PRL-u nie dawało spokoju.
Sympatycy Pietrzaka czerpali z jego występów więcej niż się wynosi tylko z dobrych kabaretów. Jego dowcipy bowiem i śmieszyły, i bolały jednocześnie. Zmuszały do refleksji nad stanem państwa. Tak jest do dziś. „Ballada smoleńska” nie pozwala pozostać obojętnym. I choć w III RP satyrycy uciekli na czerwone dywany i zasiedli w wygodnych telewizyjnych fotelach, on cały czas czujny i zatroskany stoi na straży Polski, a jego umiłowanie ojczyzny jest jak najbardziej poważne.
Sto lat, Panie Janie!
