Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Media

Ble, ble, ble

W ten sposób spędzaliśmy święta Zmartwychwstania Pańskiego, między święconką i ble, ble, ble gazet, radia i telewizji.

Autor:

W ten sposób spędzaliśmy święta Zmartwychwstania Pańskiego, między święconką i ble, ble, ble gazet, radia i telewizji.

Coraz trudniej jest być medium opiniotwórczym. Kiedyś było inaczej. Wychodziły jakieś dwie, trzy gazety uważające się za opiniotwórcze i dwa tabloidy. Do tego kilka równie opiniotwórczych tygodników, zawierających poszerzone opinie o wydarzeniach, które już przebrzmiały. Dziś opiniotwórczość zmieniła swoje oblicze, jest najczęściej ochłapem rzucanym na pożarcie i to niekoniecznie czytelnikom, raczej konkurencyjnym dziennikom, periodykom i mediom elektronicznym, które z tych ochłapów żyją. Leją się między sobą gazety, gazetki i inne wydawnictwa, wyrywając sobie z rąk newsy i dorabiając do nich ideologię.

A ideologia, jak wiadomo, rządzi prasą, prasa zaś rządzi czytelnikami, których jest coraz mniej. Nie, żeby ludzie nie umieli czytać, ludzie coraz gorzej znoszą politykę uprawianą nachalnie, po bandzie i na skróty. Dziś każdy żurnalista może być politykiem, a nawet uczyć polityków, jak mają politykę uprawiać.

Kozioł ofiarny na ochotnika

Za tabloidyzacją prasy dzielnie kroczy tabloidyzacja polityki i znacznej części polityków, jeśli można ich tak nazwać. I nie jest to zjawisko czysto polskie. Są to „tryndy” ogólnoświatowe, że powołam się na słownictwo nieodżałowanego pierwszego sekretarza KW PZPR w Katowicach, towarzysza Zdzisława Grudnia. Przez te tryndy garbacieje rzeczywistość, dziennikarze muszą, bo inaczej stracą posadę, bredzić, pleść oraz kłamać i to bardzo często na poczekaniu, z głowy, czyli z niczego. Stoi taki reporter telewizyjny z mikrofonem w ręku, leje deszcz albo jest zamieć, a on z gołą głową (czy człowieka nie stać na czapkę?) komentuje dziurę uliczną i nawet dysponuje ekspertem, który analizując ten dół, zapewnia, że nie jest to wyrwa po meteorycie, ale być może, co zbada prokuratura, sabotaż pewnej partii opozycyjnej. Co powiedziawszy, ekspert chowa się w najbliższej bramie, a żurnalista moknie dalej, bo oto pojawił się facet z konkurencji i rozmawia ze staruszką, która właśnie wpadła do tej dziury. I teraz, na gorąco, prezentuje siniaka na d… Co robić? Kogo by wepchnąć do tej dziury, żeby wywołać druzgocący efekt medialny? I znaleźć odpowiedź na pytanie własnego dziecka: tatusiu, dlaczego ty się tak wygłupiasz przed kamerą? Bo widzisz, synku, tatuś musi.

Choć burza huczy wkoło nas, my się nie poddamy. Zarzucimy obywateli sensacjami, wstrząsającymi newsami i takimiż komentarzami na temat. W Batumi, w kurorcie nad Morzem Czarnym, burmistrz w celu przyciągnięcia turystów planuje zainstalować fontannę tryskającą wódką. Gruzińską, czyli Batumi jest w Gruzji. Niedoinformowany czytelnik dowiedział się o tym tylko dzięki temu, że będzie to fontanna gruzińskiej wódki. Wiadomo, Gruzini to patrioci i nie sposób sobie wyobrazić, żeby chwalili się wódką rosyjską. Wszak stosunki gruzińsko-rosyjskie są mocno napięte. Ale tego wszystkiego nie dowiemy się z newsa, jego najważniejszą częścią jest wódka. No i co z tego? W Moskwie, stolicy wielkiego imperium, odkryto wodociągi płynące wódką. Człowiek odkręca kran i sobie nalewa do szklaneczki. Nie musi wydawać na podróż do gruzińskiego kurortu.

W okresie przedświątecznym media prorządowe unikały jak ognia tematów gorących, takich jak służba zdrowia, reforma systemu emerytalnego czy dziurawe autostrady, o wzroście cen jajek i benzyny przebąkując zaledwie. Nadchodzi Wielkanoc i nie należy ludzi niepokoić. Nic dziwnego, że choć to kwiecień, ulubiony prezenter wszystkich Polaków, Jarosław Kuźniar z TVN 24, z uporem maniaka co rano powiadamiał telewidzów o grubości pokrywy śnieżnej na polskich stokach, na których widać było od dwóch do trzech narciarzy, zagonionych do szusowania po mokrym śniegu przez terenowego korespondenta stacji. Że to niby Polacy to naród światowy, nic, tylko by jeździli na nartach bez względu na porę roku i stan zdrowia.

Krzyżyk na drogę

Dziennikarstwo to bardzo stresujący zawód. W naszych postkomunistycznych warunkach „obfitujących” w wolność słowa i poglądów najlepiej unikać wyrażania własnych. I zająć się bzdurami. Taki np. portal Press powiadamia swoich czytelników, którzy są dziennikarzami, że Marquard kupił serwisy Kozaczek.pl, Zeberka.pl i Plotkara.pl. A także Bloblo. Krótko mówiąc: ble, ble, ble.

Na mnie duże wrażenie zrobił jeden tylko news. Oto 10-letni chłopiec, obywatel Holandii, okazał się wybitnym ekonomistą. Jurre Hermans został tegorocznym laureatem Wolfson Economics Prize za receptę na wyprowadzenie Grecji z kryzysu i ratowanie strefy euro. Otóż młodzieniec ten uważa, że Grecja powinna powrócić do swojego pieniądza, czyli do drachmy, i spłacić długi zebranymi od obywateli euro. Pomysł nienowy, ale trzeba być 10-letnim ekonomistą, żeby do niego powrócić. I był prezentowany przez innych, choć dorosłych laureatów tego konkursu. Powrót do narodowych walut jest coraz częstszym argumentem na rzecz wyprowadzenia Unii Europejskiej z kryzysu. Tyle tylko że nie ma on nic wspólnego z ratowaniem strefy euro, a wręcz przeciwnie, z jej upadkiem. No, i krzyżyk na drogę.

Święta, święta i po świętach, ale nie po newsach, które mają wygładzić polską rzeczywistość, a nawet ją zastąpić serialami z życia wziętymi i jakże ważnymi dla obywateli znad Wisły, Odry i Bugu. Trwa i trwać będzie serial pod tytułem „mama Madzi”. Otóż mama Madzi, jej tatuś i skazany właśnie na karę więzienia były detektyw Rutkowski wychodzą naprzeciw oczekiwaniom naszej władzy i jej mediów, produkując kolejne odcinki opowieści dla kucharek. Mama Madzi nie stawiła się na badanie wariografem i znikła, pozostawiając mężowi list, w którym pisze, że go kocha, ale do niego nie wróci. Tata Madzi nie zauważył, że mama Madzi spakowała się i opuściła mieszkanie, bo spał bardzo twardo. Rodzice Madzi narzekają, że są prześladowani przez media, media zaśmiecają swoje programy występami tabunów psychologów, kryminologów i adwokatów. Kucharki nie kochają rodziców Madzi, bo są be, ale przeżywają nowy kolor jej włosów i modny makijaż. Taka to w sam raz byłaby dobra w „Tańcu z gwiazdami” albo jako prezenterka pogody w TVN. Umie się wyautować. Jej Bartek też. Maleńka Madzia przewraca się w swojej trumience, bo nikt jej nie kocha. Ani mama, ani tata, ani władza. I nie wie, dlaczego musiała umrzeć.

Tusk odsyła do magla

Z jej śmierci żyją tabuny dziennikarzy, z jej śmierci żyją różni celebryci, na jej śmierci budują swój medialny autorytet różni politycy. I nie mają wstydu, bo wstyd jest uczuciem niepraktycznym, tylko przeszkadza w osiąganiu sukcesu. Nie mają wstydu prokuratorzy i policjanci. Oni mają robić to, co im każą. Żyjemy na śmietniku historii, ci, którzy nami rządzą, zaspokajają najniższe instynkty zbiorowości nazywanej społeczeństwem. W ten sposób spędzaliśmy święta Zmartwychwstania Pańskiego, między święconką i ble, ble, ble gazet, radia i telewizji. Premier Tusk mógł spać spokojnie, zadowolony, że znów udało się odwrócić uwagę narodu od prawdziwych problemów i skupić ją na maglu. No to maglujmy dalej to państwo i siebie.           

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Media