Jak to się dzieje, że telewizyjne seriale podbijają serca nie tylko Polaków? Serial telewizyjny jako gatunek na całym świecie rośnie w siłę dzięki wysokim budżetom, świetnym scenarzystom i zdolnym reżyserom. Dwanaście, trzynaście odcinków na sezon, każdy z nich trwa około czterdziestu minut.
Wystarczy, by zbudować plastyczny, fascynujący (i nieco uzależniający) świat oraz powołać do życia postacie, które wrzynają się w pamięć.
Popatrzmy… Pomijając kwestie nadprzyrodzone, serial o wampirach to przede wszystkim fenomenalny portret amerykańskiego Południa. Małe miasteczko wśród bagien Luizjany. Nieustannie trzeszczące cykady sprawiają, że ów wilgotny żar południowych nocy sączący się niemal przez ekran w jakiś magiczny sposób spowija nas, ludzi Północy.
Serial o pewnej agentce CIA i terroryście ogłasza zaskakujące twierdzenie: o świecie współczesnym prawdę powie wariat (bo jego prawda nie ma hamulców) lub zamachowiec (bo wierzy w to, co robi).
Serial o apokalipsie zombie to opowieść o człowieczeństwie. Stawia pytanie o śmierć cywilizacji. Jeżeli nie ma już struktur, które trzymają świat w ryzach, to co pozostaje? Bóg? Sumienie? A może tylko walka o przetrwanie. Śmierć postaci potrafi wstrząsać.
Czas, by serialom przyznać miejsce na piedestale sztuki u boku kina. Czasem i pozorna głupota może mówić o ważnych rzeczach w piękny sposób.
