Kiedy spotkanie z fanami w warszawskim Empiku przestawało być śmieszne, tylko było coraz bardziej żenujące, ktoś z publiczności postanowił poratować artystkę. Podał jej dołączoną do płyty książeczkę z tekstem, ale i to nie pomogło. „Cholera, za małe literki tu dałam”, tłumaczyła się Górniak i coraz bardziej zawstydzona próbowała rozluźniać atmosferę śmiechem. W końcu poprosiła publiczność, by dla niej zaśpiewała. Zniesmaczeni fani milczeli. Można powiedzieć – jaka płyta, taka promocja.
Nowy, wyczekiwany cztery lata krążek wieje nudą i banałem. Górniak mówiła górnolotnie, że „to nie płyta dla każdego”. Trudno jednak uznać, by projekt był szczególnie ambitny. Jedynie utwór „Teraz-tu” wpada w ucho, choć jest on przecież znany fanom od ponad pół roku. W teledysku do piosenki artystka w erotycznych pozach prowadzi namiętną grę z o dziesięć lat młodszym choreografem, chłopakiem Dody. Gołym okiem widać, że starania nad utrzymaniem wizerunku wiecznie młodej i świeżej 40-latki przysłoniły pracę nad muzyką. Bo przecież chodzi o nią już coraz mniej.
