Wyznam, że nieco naiwnie myślałem, iż proces zarzynania odbędzie się jak za komuny. Naciski na naczelnego, zmuszenie do wykonania przez niego całej brudnej roboty – zmiany linii pisma, pozbycia się najbardziej zadziornych piór, a dopiero potem nastąpi oczyszczenie i jego, jako osoby skompromitowanej, i wprowadzenie na nowe pole „Odnowiciela”.
Nie te czasy! Dziś nie dba się o pozory, nie ma wstydu, właściciel publicznie naigrawa się z władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Bo co mu zrobią? Wybory w kraju wygrał, kto musiał, i na lata jest spokój. A czytelnicy? Przyjdą nowi! A jak nie przyjdą, to sypną szmalem reklamodawcy ze spółek skarbu państwa lub o „służbowym” pochodzeniu. Tu problemu nie ma.
Mają go za to zwykli obywatele odżywiający się papierem. Tacy jak ja. Po „Wyborczą” nie sięgną, Lisowym „Wprostem” się brzydzą.
„Titanic” zatonął. Zamknięto ostatnie bramki w telewizjach. Jakież gigantyczne wyzwanie staje przed pismami z niezależnej szalupy Sakiewicza! Więcej powiem – szalupa musi stać się Arką. Arką Noego i Przymierza równocześnie. Przejąć czytelników, funkcje społeczne i ludzi.
I jeszcze nie dać się storpedować czy przewrócić przez rosnące w siłę bałwany.