- Autorką wystawy jest Anna Żakiewicz - była wieloletnia szefowa Gabinetu Grafiki i Rysunków Współczesnych w Muzeum Narodowym w Warszawie. Witkacym ta specjalistka zajmuje się od lat, czemu poświęciła szereg artykułów i książek. Więc wystawa pt. „Kuszenie Witkacego” jest wynikiem jej kilkudziesięcioletniej pracy
- opowiada portalowi Niezalezna.pl dyrektor Muzeum Archidiecezji Warszawskiej dr Piotr Kopszak.
Jak zaznacza kierownik placówki - koncepcja wystawy różni się znacząco od innych wystaw Witkacego, ponieważ pokazuje jeden wąski fragment – czyli wątek nawiązujący do tradycji chrześcijańskiej. - Coś, co wydaje się, u kogoś takiego jak Witkacy nie istnieje. A jednak jeżeli przyjrzeć się dokładniej jego obrazom, to on się pojawia i nabiera poważnego sensu – mówi.
Obrazem centralnym wystawy stała się praca pt. „Tworzenie Świata” z zasobów Muzeum Sztuki w Łodzi.
- Właściwie, jest to moment stworzenia kobiety, która jest centralną postacią obrazu. Otaczają ją symbole grzechów głównych - obżarstwo, pycha, pijaństwo i być może – narkomania, ponieważ jeden z symboli wydaje się odnosić do takiego nowego grzechu. Temu ostatniemu autor sam uległ zgodnie z modą, panującą na początku XX wieku.
Obraz „Tworzenie Świata” jest pewnego stopnia parodia dawnej sztuki europejskiej, różnych wielkich kompozycji. Mamy np. postać z duszami siedzącymi w muszli i nad nimi postać szatana, który zaingerował w proces tworzenia kobiety i zepsuł dzieło Boże. Bowiem razem z nią na świat przyszły te wszystkie grzechy
- interpretuje obraz nasz rozmówca.

„Kuszenie świętego Antoniego”
Ważnym wątkiem, przenikającym przez twórczość Witkacego, stał się motyw kuszenia świętego Antoniego. Przedstawiony na wystawie od razu w trzech pracach.
- Te prace były zainspirowane najprawdopodobniej lekturą książki francuskiego powieściopisarza Gustave’a Flauberta (1821–1880) o takim samym tytule. W niej Francuz kładzie nacisk na wizje, które dręczyły św. Antoniego. Są one bardzo plastycznie opisane. I zakładamy, że Witkacy mógł się do pewnego stopnia z tym utożsamiać. Ponieważ, jak sam relacjonował, również cierpiał na koszmary, na wizje senne, które go dręczyły. Nawet był poddany seansom psychoanalizy, które przeprowadzał doktor Karol de Beaurain [lekarz psychiatra i psychoanalityk, przyjaciel Stanisława Ignacego Witkiewicza]. Witkacy pisze w swojej książce „Narkotyki”, że te seanse nic mu nie pomogły, ale nabrał on przekonania, że psychoanaliza jest tym najlepszym sposobem do opisu psychiki ludzkiej
- wyjaśnia dyrektor Kopszak.

Same seanse miały miejsce jeszcze przed pierwszą wojną światową. Natomiast kompozycje ze świętym Antonim były malowane już po powrocie Witkacego z Rosji, gdzie artysta przebywał w latach 1914-1918.
- I analogicznym tematem biblijnym, który łączy się z kuszeniem św. Antoniego, jest „Taniec Salome”, który pokazujemy z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie. Obraz ten łączymy z reprodukcją pracy, przedstawiającej tancerkę, która też może być właśnie Salome. Więc widać, że wątki biblijne inspirowały go wielokrotnie
- mówi dyrektor.

Śmierć z rąk własnych
Wystawa odnosi się również do tematu targnięcia się na swoje życie, które jest darem Bożym i z czym artysta zetknął się w momencie popełnienia samobójstwa przez jego narzeczoną – polską malarkę Jadwigę Janczewską w 1914 r.
- Autorka wystawy zinterpretowała jeden z obrazów z kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie, jako wyraz jego przeżyć po tym samobójstwie. Jest to „Krajobraz ze śpiącą kobietą”, który powstał dopiero po sześciu latach od śmierci narzeczonej artysty. Według Anny Żakiewicz tą śpiącą kobietą jest Janczewska
- wskazuje dyrektor.
Sam Witkacy popełnił samobójstwo w 17 września 1939 r., gdy do Polski wtargnęła Armia Czerwona.

Portrety
W oddzielne sali zebrane zostały portrety ręki Witkacego z okresu firmy portretowej. Tak w 1925 r. Stanisław Ignacy Witkiewicz założył Firmę Portretową „S.I. Witkiewicz”, którą prowadził do wybuchu wojny. Była ona jego podstawowym źródłem utrzymania. Przez ten czas artysta namalował kilka tysięcy portretów.
- Pokazujemy ich reprodukcje w powiązaniu z tematami głównych obrazów. Ponieważ te portrety są w pewnym sensie wizerunkami słabości, którym ulegają osoby na nich sportretowane. Mamy np. wizerunki osób uzależnionych od narkotyków. I Witkacy w żaden sposób nie starał się upiększać tej rzeczywistości. On był artystą niezwykle wyczulonym na fałsz. Nigdy się nie wahał nad pokazaniem prawdy. Nawet jeżeli to była prawda absolutnie nieprzyjemna, którą ktoś inny chciałby ukrywać. A jednocześnie zachowywał dystans do rzeczywistości, podchodził do niej z humorem
- oprowadza nas dyrektor.

Grzech obżarstwa
Muzeum Archidiecezji Warszawskiej prezentuje także artystyczne reprodukcję mało znanej pracy Witkacego – cenniki z balu, który odbył się na Jaszczurówce w Zakopanem w 1926 r. Ich oryginały można zobaczyć w kolekcji Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku.
- Te cenniki są pewnego rodzaju zamknięciem wystawy. Pokazują poczucie humoru Witkacego, jak również - są świadectwem bezradności wobec tego, z czym artysta miał do czynienia. Widać, że Witkacy czasem próbował swoim dowcipem, groteską, maskować pewne kwestie z którymi nie potrafił sobie poradzić.
Miłosz pisał o Witkacym - że „on znał prawdę, ale tylko w połowie”. Widział przerażającą stronę rzeczywistości, a nie potrafił znaleźć wyjście i sposobu poradzenia sobie z nim. I to jest powód, dla którego jego sztuka i jego biografia cały czas tak poruszającą. A jednocześnie Witkacy, ze względu na swoje przeżycia w Rosji Sowieckiej [jako oficera carskiego Pawłowskiego Pułku Gwardii, który także zetknął się z rewolucją październikową], doskonale wiedział i zdawał obie sprawę z grozy komunizmu i z grozy systemu totalitarnego. Jego sztuki teatralne są jednym z najlepszych najmocniejszy ostrzeżeń przed tym, co może czekać ludzkość. I co okazało się bardzo trafnym już wkrótce po jego śmierci
- podsumowuje dr Kopszak.

Postscriptum
- Kompozycje fantastyczne Witkacego zwykle są postrzegane tylko, jako realizacje jego idei Czystej Formy [koncepcja artystyczna stworzona przez Witkiewicza, wiążąca się z jego przekonaniami filozoficznymi]. I nie zwraca się uwagi na treść, co zresztą wynika też z tego, co on sam pisał. Świadomie odstręczał widzów od zastanawiania się nad treścią swoich obrazów. Ale nasza wystawa pokazuje, że warto też zwrócić uwagę na treść, a nie tylko formę jego obrazów. I zobaczyć związki tej treści i ze sztuką i z literaturą europejską. Bo był on osobą o niezwykłe erudycji i ona w jego pracach też jest widoczna
- ocenie dyrektor Muzeum Archidiecezji Warszawskiej.

Na wystawie prezentowanych jest 9 oryginalnych prac autorstwa Stanisława Ignacego Witkiewicza. Pozostałe prace ze względów konserwatorskich musiały zostać zastąpione artystycznymi faksymiliami.
Odwiedzić wystawę można do 21 września br.