W wieku 65 lat w poniedziałek nad ranem zmarł aktor Piotr Machalica, znany m.in. z ról w filmach: "Dekalog IX" Krzysztofa Kieślowskiego, "Dzień świra" Marka Koterskiego i "Sztuka kochania" Jacka Bromskiego. Był związany m.in. z Teatrem Powszechnym w Warszawie, Teatrem Polonia i Och-Teatrem.
Miał w sobie ciepło, które obejmuje człowieka
Pracowaliśmy ze sobą dosyć długo w Teatrze Powszechnym za czasów Zygmunta Huebnera i później. Był wspaniałym kolegą, wspaniałym aktorem. Kiedy rozstałem się z Teatrem Powszechnym, udawało nam się utrzymywać z Piotrem częsty kontakt. Spotykaliśmy się przy okazji spraw zawodowych albo prywatnych. Piotr sprawiał wrażenie kogoś, kto ma w sobie "piecyk", ciepło, które obejmuje człowieka. Wspominam go jak najlepiej. Był kimś na dzisiejsze czasy młodym, bo miał 65 lat. To straszne, że już go nie ma. Wielka szkoda"
- powiedział Janusz Gajos.
Pytany, co wyróżniało Piotra Machalicę jako aktora, Gajos odpowiedział, że był on fachowcem najwyższej rangi.
"Sporo razem graliśmy w Teatrze Powszechnym. Zawsze ta praca wyglądała tak jak powinna wyglądać, bez tzw. napinki, ale zawsze poważnie i z nastawieniem na dobry efekt. Towarzyszyła nam chęć zadowolenia siebie nawzajem i widzów, którzy przyjdą rozmawiać z nami w teatrze i nas słuchać"
- powiedział aktor.
Twój głos będzie z nami, dopóki my będziemy
Przyjaciółka artysty piosenkarka i reżyser Magda Umer umieściła na Facebooku link do piosenki "Piaskownica", która w 2015 r. promowała płytę Piotra Machalicy. Opatrzyła go podpisem: "Piotruś kochany". W kolejnym wpisie Umer dodała: "Tak trudno się z Tobą rozstać. Nikt z Twoich przyjaciół dziś nie spał. Dziękuję za wszystko. Za kawał życia i dobroć. Na szczęście Twój głos będzie z nami, dopóki my będziemy. Przytulam do serca najbliższych".
Tak trudno się z Tobą rozstać.Nikt z Twoich przyjaciół dziś nie spał . Dziękuję za wszystko.Za kawał życia i dobroć. Na szczęście Twój głos będzie z nami, dopóki my będziemy.Przytulam do serca najbliższych.
Opublikowany przez Magda Umer Niedziela, 13 grudnia 2020
Był niezwykłym interpretatorem piosenek
"Był wybitnym aktorem, niezwykłym interpretatorem piosenek; stworzył swój własny styl. Ja to nazywam w ten sposób, że Machalica nie dotykał piosenki - ona sama rosła, sama się opowiadała”
- powiedział Jacek Cygan. "To był niezwykły kunszt interpretatorski" - ocenił.
"Mogę się uznać za jego publiczność. Okiem widza ocenić mogę, że był to człowiek wybitnie utalentowany, który potrafił śpiewać w sposób niemalże kongenialny"
- podkreślił autor piosenek, poeta i scenarzysta.
"Śpiewał z niezwykłą precyzją, lekkością, łatwością interpretacji. To była maestria - sztuka aktorska na najwyższym poziomie, gdy idzie o piosenkę" - powiedział. "Jakim był aktorem - to wszyscy wiemy. Był fenomenalny. Tylko to mogę powiedzieć i oczywiście podpisać się pod tym całą duszą" - dodał Cygan.
Przypomniał, że jedyną okazją, "przy której mieli styk" był film "Prawo ojca" (1999 r.) w reżyserii Marka Kondrata. "Ja tam napisałem piosenkę pod napisy końcowe, a Piotr Machalica zagrał rolę Roberta, przyjaciela głównego bohatera, z którym w wyniku tragicznych wydarzeń się rozstali, a ich przyjaźń jest narażona na prawdziwą próbę. Oczywiście, stworzył w tym filmie fantastyczną kreację" - wspominał.
"To był jedyny raz, kiedy na premierze w kinie Luna podaliśmy sobie ręce"
- powiedział Jacek Cygan.
Kochał życie, ludzi, spotkania, rozmowy
Piotra Machalicę wspomina aktor Adam Woronowicz, który także należał do zespołu Teatru Powszechnego w Warszawie.
"Zapamiętałem go jako człowieka, który na cały świat i na wszystko, co się dzieje, patrzył z ogromnym optymizmem. Zawsze można było w Piotrze znaleźć kogoś, kto cię zrozumie, posłucha, ale też ci pomoże. Był bardzo ciepłym człowiekiem i fantastycznym kolegą na scenie. Jeżeli coś dobrego dostrzegł, zawsze można było usłyszeć od niego słowa uznania. To szczególnie ważne dla kogoś, kto zaczyna pracę w zawodzie, jest na początku tej drogi, jak było w moim przypadku"
- stwierdził.
Piotr Machalica - powiedział Woronowicz - był także osobą obdarzoną serdecznością i życzliwością. "To nie są słowa na wyrost, które się mówi, bo wypada. On rzeczywiście kimś takim był. Czasami myślę sobie, że aktorstwo było gdzieś z boku jego osobowości. On po prostu kochał życie, ludzi, spotkania, rozmowy" - zaznaczył. Dodał, że artystę pamiętamy także z wielu koncertów i interpretacji piosenek.
"To zawsze było bardzo przejmujące w jego wykonaniu, bardzo prawdziwe. Ten wielki facet, obdarzony niezwykle ciepłą barwą głosu, był w stanie nas gdzieś zabrać podczas wykonywania utworu muzycznego. A jednocześnie bardzo lubiliśmy Piotra w zespole, jego poczucie humoru, bycie z nim, granie. On kochał życie. Scena i wszystko, co z tym związane, było przyjemnym dodatkiem. Jego śmierć to ogromna strata. Mówi się, że są ludzie nie do zastąpienia. To właśnie takie osoby jak Piotr"
- zwrócił uwagę aktor.
Woronowicz przypomniał, że Piotr Machalica - od dłuższego czasu borykający się z problemami zdrowotnymi - mógł liczyć na ogromne wsparcie Krystyny Jandy. "To jest wyjątkowa osoba dla całego naszego środowiska. Gdy inni mówią dużo, ona trochę mniej, ale bardzo pomaga kolegom. Myślę, że także Piotrek mógł mieć w tych ostatnich latach poczucie bezpieczeństwa, spokojną przystań, którą dała mu pani Krystyna w Polonii i Och-teatrze. Bardzo będzie mi go brakować, chociaż nie mogę powiedzieć, że byłem kimś takim, kto wisiał na telefonie i mieliśmy ze sobą stały kontakt. Zapamiętałem go jako bardzo pozytywnego, delikatnego, wrażliwego człowieka. Myślę, że to też wracało do niego, że ludzie go kochali" - podsumował.
Na Piotra Machalicę zawsze można było liczyć
Piotr Machalica z Justyną Szafran występowali (jako jedyni aktorzy w obsadzie) w spektaklu „Dwoje na jednośladzie”, którego premiera odbyła się w 2002 r., podczas 23. Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. „Później ten spektakl graliśmy długo w różnych miejscach w Polsce” - wspomina aktorka Teatru Muzycznego Capitol we Wrocławiu.
Szafran podkreśliła, że występy z Machalicą były dla nie wielką nobilitacją. „On zawsze dodawał mi otuchy; był bardzo ciepłym człowiekiem” - mówiła aktorka.
Szafran wskazała również na to, że Machalica podchodził do swojej pracy bardzo profesjonalnie.
„Był zawsze przygotowany; do tego niesamowite poczucie humoru – w trasie czy na próbach żartom nie było końca; przy tym bardzo inteligentny”
- mówiła.
Dodała, że wspomina aktora jako człowieka, na którego „zawsze można było liczyć”.
Wspaniały aktor o wyjątkowej pokorze
Wspominając artystę, reżyser Maciej Wojtyszko podkreślił, że był "wspaniałym aktorem o wyjątkowej pokorze, wyjątkowym takcie". "Cudownie śpiewał. Pracowałem z nim kilka razy. Za każdym razem była to obopólna radość. Jestem bardzo przygnębiony i zdziwiony, że to się stało" - przyznał.
Dodał, że Piotr Machalica "miał poczucie humoru, klasę i pięknie śpiewał". "To był aktor, który właściwie należał do prawdziwej czołówki polskiego aktorstwa. Miał ogromną skalę możliwości. Robił to w specyficzny sposób, dlatego że należał do rodziny aktorskiej. Ja znałem jeszcze jego tatę pana Henryka Machalicę, również wspaniałego aktora. Miał etos zawodu we krwi i to było widać" - zwrócił uwagę reżyser.
Piotr Machalica zagrał służącego Sama Wellera w spektaklu śpiewanym "Klub Pickwicka", który Wojtyszko zrealizował w 1991 r. w Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Huebnera w Warszawie. Artyści przygotowywali razem również duodram "Dwoje na jednośladzie" z piosenkami Jana Wołka na 23. Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Machalica wystąpił w nim razem z aktorką Justyną Szafran. "Oni wjeżdżali na jednośladzie, na motocyklu na scenę. Śpiewali piosenki śmieszne i liryczne. To było wspaniałe. Potem eksploatowali to przez jakiś czas. Był to dowód na pewną uniwersalność Piotra Machalicy, który potrafił zagrać mnóstwo rzeczy" - powiedział reżyser.
Dla Macieja Wojtyszki Piotr Machalica był "wspaniałym kolegą i zawodowcem".
"Jak to zwykle bywa, kiedy spotykają się ludzie, którzy kochają robić coś i robią wspólnie, po prostu przeżywaliśmy razem parę wspólnych radości. To były prace, w czasie których się polubiliśmy i poznaliśmy. Dla mnie Piotruś był w pewnym sensie dzieckiem, bo synem pana Henryka, więc tym bardziej mi smutno"
- powiedział.
Miał taką aurę, że nie sposób było go nie lubić
"Odszedł ktoś mi bardzo bliski, chociaż nie przebywaliśmy tak często ze sobą razem, ale ilekroć spotkaliśmy się w pracy czy towarzysko, zawsze odczuwałem wielką sympatię, jakąś więź między nami"
- mówił dramatopisarz Janusz Majewski o zmarłym Piotrze Machalicy.
Opowiadał, że jakiś czas temu spotkał się z Machalicą na Festiwalu Reżyserii Filmowej we Wrocławiu. "Miał tam swój występ, śpiewał, mówił. Okazało się, że przyjechał samochodem do Wrocławia i zaproponował mi, żebym z nim wracał. To była taka wspaniała chwila, kiedy jadąc mieliśmy dla siebie parę godzin takiej istotnej, bardzo ważnej dla nas, a też po prostu serdecznej i bardzo dzisiaj dla mnie wzruszającej, rozmowy" - wspominał poruszony reżyser.
O współpracy z Machalicą powiedział: "Jak zwykle w takich sytuacjach, kiedy pracuję z przyjacielem, przyjaciółmi to jest tylko przyjemność".
"To jest tylko wielka obopólna przyjemność, bo rozumiemy się nieraz bez słów, a jeżeli trzeba coś wyjaśnić, to mamy dla siebie dużo cierpliwości, wyrozumiałości. On był niezwykle uroczym człowiekiem, miał taką aurę, że nie sposób było go nie lubić, a już nie mówiąc o uczuciach głębszych, które się same tworzyły, bez żadnego powodu"
- podkreślił.
"Dodatkowo smutne jest to, że nawet nie będę mógł pójść na jego pogrzeb, bo jestem w grupie najbardziej zagrożonej zarażeniem się koronawirusem. Będę przy nim myślami, nie tylko w czasie pogrzebu. To był naprawdę bliski mi bardzo człowiek"
- zaznaczył reżyser.
Wiadomość o śmierci aktora przekazała także na swoim profilu na Facebooku Krystyna Janda. "Z wielkim smutkiem zawiadamiamy, że odszedł tej nocy, nasz wielki przyjaciel, kolega, wspaniały Człowiek i cudowny Artysta Piotr Machalica. Kochaliśmy i podziwialiśmy Go wszyscy. Był w naszej Fundacji od samego początku i zagrał na naszych scenach przez ostatnie 15 lat setki spektakli, także zaśpiewał wiele koncertów" - czytamy.