Roman Polański od lat ma problemy z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Jest oskarżony o to, że w 1977 r. podał środki usypiające i alkohol 13-letniej wówczas Samancie Gailey (obecnie Geimer) i doprowadził ją do poddania się aktowi seksualnemu w domu aktora Jacka Nicholsona. Zgodnie z ustawodawstwem stanu Kalifornia kontakt seksualny z nieletnią traktowany jest jako gwałt.
W zeszłym roku do mediów zgłosiła się kolejna kobieta, która miała być wykorzystana seksualnie przez reżysera w 1973 roku. "Robin", jak przedstawiała swoją klientkę adwokat Gloria Allred, oświadczyła, że w 1973 roku, gdy miała 16 lat, reżyser Roman Polański wykorzystał ją seksualnie.
Kilka miesięcy temu do tych oskarżeń doszły kolejne: artystka Marianne Barnard stwierdziła, że reżyser molestował ją seksualnie, fotografując ją nagą, przykrytą jedynie futrzanym płaszczem, gdy miała 10 lat. Kobieta przyznała, że ośmieliła się wyjawić prawdę po fali coming outów kobiet prześladowanych seksualnie przez znanego hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina.
Jak podaje portal Deadline w kontekście ostatnich doniesień, Roman Polański nie poniesie konsekwencji, gdyż zdaniem prokuratury z Los Angeles sprawa molestowania 10-latki przedawniła się.