Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Kultura i Historia

„Byliśmy przerażeni. Myśleliśmy, że jedziemy na pewną śmierć”. Majdzik wspomina represje stanu wojennego

- SB-ecy I ZOMO-wcy spakowali nas do bud, skuwając nas w kajdany i powiedzieli nam, że jedziemy na wschód. Wszyscy byliśmy przerażeni, że jedziemy na Sybir i pewną śmierć - wspominał stan wojenny działacz opozycji antykomunistycznej w czasach PRL Ryszard Majdzik w rozmowie z Michałem Rachoniem w programie TVP Info #Jedziemy.

Autor:

40 lat temu, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., wprowadzono stan wojenny. Władzę w Polsce przejęła junta wojskowa pod przywództwem gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Celem reżimu komunistycznego było zniszczenie wielomilionowego ruchu „Solidarności”. 

Początek stanu wojennego

Ryszard Majdzik w programie Michała Rachonia podzielił się swoim wspomnieniami dotyczącymi tamtych czasów. - Wyglądało to tragicznie, byłem członkiem prezydium małopolskiej Solidarności, byłem komisarzem strajkowym regionu. (...) Położyłem się spać, wpadło SB, wpadło ZOMO, cały mój blok był otoczony - wspominałem. 

- Nie było szans, żebym uciekł. SB-ecy popchnęli moją świętej pamięci mamusię, uderzyła głową o kaloryfer i zaczęła się lać krew. Mój brat, który się nie angażował opozycyjnie - działał mój tata i ja - zaczął się z nimi siłować. Powiedzieli nam, że jest stan wojenny i idziemy z nimi. Tata otworzył okno i krzyczał, że bandyci napadli na nasze mieszkanie. Ludzie się bali, ale myśmy się stawiali. Wypchnęliśmy tę watahę SB-eków z mieszkania, myśleliśmy, że będzie spokój, ale oni ściągnęli dodatkowe siły i weszli jeszcze raz siłowo do mieszkania i wtedy wykręcając nam ręce, wyprowadzili nas w samej bieliźnie 

- mówił.

Aresztowanie

Działacz wspomniał, że jego bratu udało się uciec, ale on i jego ojciec zostali aresztowani. - Wprowadzono mnie i tatę osobno do celi - powiedział. 

- Na drugi dzień SB-ecy I ZOMO-wcy spakowali nas do bud, skuwając nas w kajdany i powiedzieli nam, że jedziemy na wschód. Wszyscy byliśmy przerażeni, że jedziemy na Sybir i pewną śmierć

- wspominał. 

Nieznany kierunek

- Wywieziono nas w nieznanym kierunku. W tych budach milicyjnych były takie klateczki i było trochę widać i mówię "tata, widzę chyba cmentarz" i nagle ta buda się zatrzymała, jeden tylko został, który nas pilnował i tata mówi "synu to pewnie będzie strzał w tył głowy, tak Sowieci zamordowali twojego dziadka, mojego ojca, (...) synu klęknij pomodlimy się". Ja powiedziałem "tato, ja jestem młody, może mi się uda, ja będę uciekał, jak mnie zabiją to trudno". Uklękliśmy, zaczęliśmy się modlić i nawet ten milicjant się rozpłakał

- opowiadał.

Ryszard Majdzik podkreślił, że byli przekonani, że zostaną zabici. - Potem się okazało, że oni nas zawieźli na komisariat, chcieli nam pobrać odciski palców. Tak nas potraktowano - zaznaczył. 

Autor:

Źródło: Niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane