- Na postawie układu Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 roku zawarto polsko-sowiecki układ wojskowy i ogłoszono tzw. amnestię dla obywateli polskich, którzy mogli opuścić łagry i więzienia. Jednak najbardziej przydatnych ludzi i w miarę zdrowych nie zwalniano. Wypuszczano głównie tych schorowanych. Były też takie łagry, których administracja nie spieszyła się z informowaniem o powstawaniu polskiej armii, bądź też w ogóle wiadomość taka nie docierała do Polaków. Stąd też nie mieli szansy trafić do armii generała Władysława Andersa. Również nie chciano zwalniać Polaków wcielonych do Armii Czerwonej - mówi prof. Wawer.
Na pytanie o to czy Dywizja Kościuszkowska przed pójściem na front była należycie wyszkolona i wyekwipowana Wawer odpowiada, że „Kościuszkowcy mieli szansę przygotowania się przez cztery miesiące a przecież były dywizje Armii Czerwonej, które już po dwóch tygodniach od sformowania wysyłano na front. Były i takie, w których jeden żołnierz miał karabin, a drugi nie. Kiedy ten pierwszy ginął, drugi podejmował broń. Natomiast 1 Dywizja dostała pełne uzbrojenie" – twierdzi historyk.
- Oni chcieli walczyć o Polskę, bić się z Niemcami. Czekali na to od 1939 roku. Większość szła do ataku z pełną determinacją. Niestety, część z nich była pozostawiona samym sobie przez dowódcę jednego z pułków, Derksa, nieudacznika i alkoholika, który w trakcie bitwy był pijany, gdzieś się zaszył a faktycznie zdezerterował – mówi dyrektor MWP.
500 polskich żołnierzy poległo, a 600 zaginęło podczas bitwy. Skąd takie proporcje? - Większość z nich poddała się. Nie mieli wyjścia. Zostali okrążeni a skończyła się im amunicja. Tak zrobił m.in. porucznik Adolf Wysocki, którego potem Niemcy wykorzystywali, by opowiadał, jak żyje się w „sowieckim raju”. To był moment, kiedy po odkryciu grobów polskich oficerów w Katyniu, Niemcy w Generalnym Gubernatorstwie rozpoczęli działania propagandowe, by przyciągnąć Polaków do antysowieckiego frontu - podkreśla Wawer.
Czy bitwa pod Lenino była zwycięska, czy przegrana? - Jeśli chodzi o 1 Dywizję, trzeba pamiętać, że dywizje sowieckie mające razem z nią prowadzić natarcie, poszły do przodu, ale następnie cofnęły się. Polacy zostali więc sami. To spowodowało, że Niemcy byli w stanie cały swój wysiłek skoncentrować na odcinku 1 Dywizji, mogli ją atakować ze skrzydeł. Dywizja wobec postawy skrzydłowych dywizji Armii Czerwonej nie mogła wykonać postawionego przed nią zadania przełamania niemieckiej obrony - więc nie był to bój zwycięski. Trzeba też powiedzieć, że dowódca 33. Armii, gen. Gordow z niewiadomych przyczyn nienawidził Polaków. Dywizjom sowieckim wydał rozkaz przerwania natarcia, ale polskiej dywizji – nie. Nie mamy jednak dostępu do wszystkich dokumentów i rozkazów 33. Armii, a bez nich trudno o pełny obraz sytuacji – mówi historyk.