Sojusz czerwonych i tęczowych
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, Izba Wydawców Prasy, bardzo wielu znamienitych ludzi wyraża oburzenie z powodu próby ocenzurowania „Gazety Polskiej”, dodajmy, próby zupełnie nielegalnej.
Pomysłodawca i redaktor naczelny Gazety Polskiej, współzałożyciel i redaktor naczelny Gazety Polskiej Codziennie, Współzałożyciel i pełniący obowiązki redaktora naczelnego Telewizji Republika, pomysłodawca i prezes spółki wydającej portal Niezalezna.pl, Albicla i miesięcznik Nowe Państwo, założyciel ruchu klubów Gazety Polskiej. Autor kilku ksiazek politycznych oraz bajek i opowiadań pisanych dla czwórki swoich dzieci. W czasach komunistycznych zaangażowany w podziemie niepodległościowe, między innymi NZS i prasę drugiego obiegu. Animator w ruchu Oazowym - Światło i Życie i szef jednej ze wspólnot ruchu Muminkowego dla ludzi z upośledzeniem umysłowym - Wiara i Światło.
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, Izba Wydawców Prasy, bardzo wielu znamienitych ludzi wyraża oburzenie z powodu próby ocenzurowania „Gazety Polskiej”, dodajmy, próby zupełnie nielegalnej.
Drukując nalepkę, chcieliśmy też zaprotestować przeciwko odradzającej się w Polsce cenzurze. I chyba to, że ona istnieje, przez działania ruchu LGBT udowodniliśmy już każdemu. Sąd po raz pierwszy od 1989 roku miał podjąć decyzję o ocenzurowaniu dodatku do „Gazety Polskiej”.
Jeszcze dziesięć lat temu nikt nie mógł sobie wyobrazić, że w Polsce można profanować obraz Matki Boskiej, że można wyrzucić kogoś z pracy za krytykę lewackich ideologii, że można prześladować ludzi, którzy cytują Pismo Święte, na przykład fragmenty dotyczące homoseksualizmu.
Wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej zapowiedział złożenie do prokuratury zawiadomienia przeciwko „Gazecie Polskiej” za nalepkę „Strefa wolna od LGBT”. Przy tej okazji spadły na nas tysiące wyzwisk i gróźb ze strony środowisk popierających ideologię LGBT, włącznie z groźbą ataku na serwer „GP”. Od czasów podziemia nie znam cenzury. Być może wrócą czasy, gdy lewactwo zepchnie nas do podziemia. Ale jeszcze nie dziś.
Zmiany przeprowadzone w Polsce są dopiero na półmetku i bez znaczącej większości nie da się ich skończyć.
Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista, jesteśmy przecież państwem, które doświadczyło 50 lat okupacji – najpierw hitlerowskiej, potem komunistycznej. Niemcy wprawdzie poważnie ucierpiały na wojnie, ale, o ile pominąć rządzoną przez komunistów NRD, nie były tyle lat okupowane co Polska. Dlaczego jednak tyle czasu trwa gonienie czołówki europejskiego gospodarczego peletonu? Na to pytanie, 30 lat po upadku komunizmu w Polsce, odpowiedź już nie jest taka prosta.
Dzisiaj Polska dogoniła biedniejsze kraje Europy Zachodniej i Południowej. Mamy poziom życia wyższy niż Grecy i zbliżony do Portugalczyków. Kwestią kilku lat jest dogonienie Włochów. Nasza dynamika rozwoju gospodarczego jest trzy-, czterokrotnie wyższa niż w tych państwach. W Niemczech przewiduje się obecnie minimalny wzrost gospodarczy. W Polsce może on być nawet sześciokrotnie wyższy. Nie zmienia to faktu, że mamy jeszcze sporo do nadrobienia.
Gdyby czerpać wiedzę wyłącznie z „Gazety Wyborczej”, TVN czy Onetu, to już w 2017 r. nastąpił całkowity krach finansów Polski, nie ma u nas żadnych inwestycji, a Polacy wyjeżdżają właśnie do pracy nawet do najbiedniejszych krajów UE. Oczywiście już dawno zablokowano unijne fundusze, a słońce wypaliło nawet chodniki. Jedyne, co ocalało, to robactwo w Puszczy Białowieskiej, a PO razem z Fransem Timmermansem zakłada muzeum męczeństwa kornika gnębionego przez PiS-owskich siepaczy.
Po wyborach do europarlamentu PiS może mieć wrażenie, że wszystko jest już wygrane i zdobycie bezwzględnej większości to tylko formalność. Rzeczywiście obydwie opozycyjne grupy, Koalicja Europejska i Konfederacja, zostały rozgromione i trwa proces ich rozpadu. Sondaże niemal do ostatniej chwili nie pokazywały takiego wyniku, a klęska Konfederacji nastąpiła już po pierwszych wynikach exit poll.
To, że większość głosujących w Radzie Europy nie chce dalszych sankcji wobec Rosji, niestety nie powinno dziwić. Rosyjska propaganda jest o wiele bardziej skuteczna niż działania krajów, które chcą powstrzymać agresję Putina, a Rosja używa broni informacyjnej znacznie bardziej efektywnie niż konwencjonalnej. Kraje, które wpuszczają Rosję do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, tworzą zagrożenie dla kolejnych napadniętych.
Włamanie na serwer niezależnej.pl i umieszczenie tam komunikatu, który miał straszyć Polaków wojskami amerykańskimi, nie jest ani przypadkowym wybrykiem, ani sprawą błahą. Tym bardziej że zaatakowano wiele portali mających jakiś związek z pobytem sił USA w Polsce. Te działania mają znaczenie bezpośrednio dla bezpieczeństwa Polski.
Masowy udział Polaków w procesjach Bożego Ciała – zarówno w małych miejscowościach, wsiach, jak i dużych miastach – oraz wzrost zaufania do Kościoła w ostatnich tygodniach, pokazują, że akcja niszczenia chrześcijaństwa, dyskredytowania autorytetu Kościoła, zupełnie się nie powiodła.
Zastanawiam się, jak wyglądałaby Polska, gdyby nie było klubów „GP”? Czy udałoby się w takim stopniu zachować pamięć o tragedii smoleńskiej, gdyby nie tysiące uroczystości organizowanych na całym świecie przez ostatnie dziewięć lat? Czy udałoby się zachować jedność obozu prawicy, gdyby nie zdecydowane poparcie dla przywództwa Jarosława Kaczyńskiego?
XIV Zjazd Klubów „Gazety Polskiej” był wydarzeniem bez precedensu. Nie tylko dlatego, że wzięli w nim udział prezes Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki, nowy minister finansów Marian Banaś czy szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski, a także wielu, wielu innych znamienitych gości, jak Antoni Macierewicz, który zawsze z nami był i nie opuścił żadnego zjazdu.
George Friedman, założyciel najsłynniejszego na świecie ośrodka analitycznego, w książce „Następne sto lat” z 2009 r. przewidywał wzrost imperialnej polityki Rosji, co wywoła większe zaangażowanie USA w Europie Środkowej, szczególnie w Polsce – jej podtytuł nawet brzmiał „Polska regionalnym mocarstwem”.
Odpowiedź na powyższe pytanie jest równie ważna (a może ważniejsza) jak wytłumaczenie, w jaki sposób PiS przekonał ludzi do głosowania na siebie. Twierdzenie, że zagłosowali, bo dostali 500 plus i trzynastą emeryturę, pewnie w jakimś stopniu jest prawdziwe, ale wydaje mi się, że wszystkiego nie wyjaśnia. Przede wszystkim w 2015 r., kiedy PiS wygrał trzy razy z rzędu, nie było mowy o trzynastce dla emerytów, a 500 plus pojawiło się jedynie jako obietnica, którą PO podważała, jak mogła: „Piniędzy nie ma i nie będzie”.
Zwycięstwo PiS w wyborach do PE było bezapelacyjne i chyba zaskakujące dla wszystkich stron. Widać wyraźnie, że Polacy nie chcą teraz żadnych zmian i to, co się dzieje, po prostu się im podoba. Jednak nic nie jest dane na zawsze i ten sukces może być źródłem klęski, jeśli partia rządząca nie skoryguje różnego typu błędów, które wychodziły w ostatnich miesiącach, a elektorat dojdzie do wniosku, że wszystko jest wygrane.
Film braci Sekielskich, który mógł stać się realną płaszczyzną do dyskusji o problemie, został fatalnie wykorzystany do walki politycznej.
Ta akcja nie jest skierowana przeciwko żadnemu człowiekowi. Sprzeciwiamy się cenzurze, represjom za swój światopogląd, w tym wyrzucaniu z pracy, blokowaniu badań naukowych, sprzeciwiamy się poniżaniu ludzi inaczej myślących i wreszcie narzucaniu poglądów również osobom homoseksualnym – tłumaczy redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz w swoim felietonie, który ukaże się w najbliższym numerze tygodnika – tym samym, do którego dołączona będzie naklejka, która wywołała tak duże poruszenie w mediach.