W dokumencie Putina jest jeden niezwykle ciekawy element myślenia, który powoduje, że Rosjaninowi trudno będzie zrozumieć Europejczyka, a Europejczyk może nieprzyjemnie obudzić się jako Rosjanin. Putin podważa istnienie narodu ukraińskiego czy białoruskiego na podstawie mniej lub bardziej celnych wniosków płynących z historii tego regionu. Przynależność do narodu w myśli imperialnej Rosji zależy bowiem od decyzji władcy. W tradycji polskiej był to po prostu wybór i ani decyzja władcy, ani pochodzenie tego nie przesądzały. Zbyt to niebezpieczne dla totalitarnych władców. Dlatego rusyfikowano bezwzględnie podbite ziemie, dowolnie poszerzając definicję członka narodu. W XVII i XVIII wieku, na początku ekspansji Moskwy, miała to być wspólnota ziem ruskich, później wspólna religia. Gdy wkroczyli na obszary krajów katolickich i protestanckich, spoiwem była już tylko przynależność do rasy, czyli Słowian. Rosjanie i dzisiaj próbują stawiać się na czele państw słowiańskich, ale wychodzi im to coraz gorzej, choćby ze względu na zacofanie cywilizacyjne i gospodarcze w stosunku do Polaków, Czechów, Chorwatów itd. Najdalszym pomysłem jednoczenia świata przez władców z Kremla była doktryna Lenina – podboju świata przez Moskwę w imię nowej komunistycznej religii. Doktryna ta doznała poważnego oporu nad Wisłą po klęsce armii sowieckiej w wojnie z Polską, a runęła w latach 60. po konflikcie Moskwy z Pekinem. Dzisiaj mimo sojuszu Rosji i Chin wpływy rosyjskie w Azji kurczą się na rzecz tych ostatnich.
Putin nakreśla taki obszar zainteresowań Rosji, który jest realny. Realna w jego planach jest walka o podporządkowanie sobie Ukrainy i Białorusi. Oczywiście może to być bardzo niebezpieczne dla małych krajów na pograniczu tej walki, czyli Bałtów, Mołdawii i Gruzji. Koncepcja uznająca Moskwę za pana narodów ruskich jest starą doktryną Romanowów, ożywioną na krótko w czasie II wojny światowej przez Stalina, który chciał uchronić ZSRS przed rozpadem wywołanym atakiem Niemiec. Po pokonaniu Hitlera Stalin próbował łączyć ją z komunistycznym internacjonalizmem, co udało się jednak na bardzo krótko. Jeżeli Rosja ostatecznie zapanuje na ziemiach ruskich, wróci do koncepcji pansłowiańskiej, zagrażając bytowi Polaków i Czechów, a także Słowian południowych i zachodnich. Te apetyty aż nadto widać w wypowiedziach Putina i jego doradców. Dzisiaj Polska i Zachód są na razie stawiane jako przeszkoda w jednoczeniu wielkiej Rosji. Warszawa nie ma tu wyboru, bo każda opcja (zarówno wycofanie wsparcia dla aspiracji wolnościowych Ukraińców i Białorusinów, jak i starcie z Moskwą tymi siłami, które do niedawna mieliśmy) będzie dla nas zgubna. Trzeba więc zbroić armię i budować sojusze, nawet kiedy nie są one łatwe. To uchroni pokój i pozwoli żyć nam i sąsiadom w wolności.