Autodenuncjacja
Kilka lat temu media rozkręciły wielką aferę. Jak krzyczały nagłówki i emocjonowali się reporterzy oraz goście w telewizyjnych studiach, Kościół jednoznacznie zaangażował się w kampanię wyborczą po stronie Prawa i Sprawiedliwości.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Kilka lat temu media rozkręciły wielką aferę. Jak krzyczały nagłówki i emocjonowali się reporterzy oraz goście w telewizyjnych studiach, Kościół jednoznacznie zaangażował się w kampanię wyborczą po stronie Prawa i Sprawiedliwości.
Roman Giertych o Senacie myśli nie od wczoraj. Już w 2019 r. miał otrzymać propozycję startu z listy Koalicji Obywatelskiej w jednym z podwarszawskich okręgów, z której jednak ostatecznie nie skorzystał. Niemal równocześnie media obiegła informacja, że Giertych miałby zostać, z błogosławieństwem Donalda Tuska i dzięki namowom Michała Kamińskiego, kandydatem PSL. Ostatecznie były szef Młodzieży Wszechpolskiej nie wystartował wówczas do izby wyższej. Wygląda jednak na to, że co się odwlecze, to nie uciecze. Oczywiście dopóki nie mówimy o procesach sądowych i wyrokach.
Wiadomo było, że nazwa „Komitet Wyborczy Polski 2050 i Polskiego Stronnictwa Ludowego” nie jest przesadnie nośna, nie wiem nawet, czy dobrze ją zapamiętałem. Jednak nawet jeśli nie, to już samo to świadczy o tej niezapamiętanej przeze mnie nazwie jak najgorzej.
To nieładnie źle komuś życzyć, a już takie przyglądanie się ze świadomością, a nawet i niecierpliwością, aż komuś się nie uda i stanie się to, co stać się musi, chwały nie przynosi. W życiu przynajmniej, bo w polityce jest chyba trochę inaczej. I gdy obserwuję, jak schodzą się i rozchodzą drogi ludzi, których aktywność uważam za szkodliwą dla polskiej polityki a chwilami wręcz dla Polski jako takiej, mogę sobie pozwolić na tę odrobinę satysfakcji.
Zapowiadany na 4 czerwca wielki marsz Platformy Obywatelskiej to „być albo nie być” nie tylko dla tej partii, lecz również, a może nawet przede wszystkim, dla jej potencjalnych koalicjantów z Trzeciej Drogi. Przesądziło o tym stanowisko Szymona Hołowni, który zadeklarował brak udziału, co zostało powszechnie odebrane jako postawienie się w kontrze do imprezy Tuska. Nie zmieniły tego nawet późniejsze łagodzące nastroje zapewnienia, że sympatycy Polski 2050 będą szli wspólnie ze zwolennikami Platformy, a ich lider ma tego dnia po prostu inne zobowiązania.
Spada na Platformę grad ciosów. Gazeta.pl publikuje rozmowę red. Sroczyńskiego z ekonomistą Marcinem Kędzierskim, który mówi o całkiem niezłej kondycji polskiej gospodarki. Kędzierski rozwiewa obawy o „drugiej Grecji”, dodaje też, że podwyżka 500+ nie musi wpłynąć zbytnio na inflację.
Trwa w najlepsze spór, czy dawać pieniądze naukowcom, którzy zajmują się głównie przypisywaniem Polakom własnych najgorszych cech czy wstydliwe historie swoich rodzin chcących rozmyć w odpowiedzialności zbiorowej całego narodu. Jako odprysk tej polemiki, gdzie dożywotnio mianowane w swym mniemaniu autorytety walczą z uzurpatorami – czyli każdym, kto nie uważa ich za kolejną nadzwyczajną kastę – pojawił się watek klasowy.
Minęło już trochę czasu od ogłoszenia wspólnego startu PSL i Polski 2050.
W styczniu zeszłego roku pracownik Axel Springer, dziś już w tej firmie niepracujący, zaatakował kierowcę ciężarówki z hasłami pro-life. I nie był to jakiś tam drobny incydent w rodzaju wygrażania pięścią, jakiegoś rzuconego w powietrze wyzwiska czy splunięcia na auto. Napastnik swą ofiarę pobił z użyciem pięści i drzwi auta, przy okazji niszcząc jeszcze jej telefon, a wszystko zostało bezdyskusyjnie i szczegółowo udokumentowane.
Są tacy ludzie, którzy zawsze muszą wyrwać się ze swoją miłością do Unii, która, dziwnym trafem, jest z reguły tak naprawdę głównie manifestacją kompleksów. Flaga z gwiazdkami przy nicku na Twitterze bardzo często jest gwarancją, tyle że nie jakości, lecz pogardy i prymitywizmu.
Naturalne zużycie władzy, które dotyka również rząd Zjednoczonej Prawicy, nie objawia się tym razem gwałtowną utratą poparcia. Skutkiem jest raczej to, że kolejne działania i sytuacje, które w myśl znanych od lat naukom o polityce i społeczeństwie zasad powinny przynosić duże polityczne zyski, owocują jedynie niewielkimi i krótkotrwałymi wzrostami poparcia. Przekładają się wciąż na zachowanie dość dużego stanu posiadania, jednak ten może nie wystarczyć do zdobycia 231 mandatów w przyszłym Sejmie.
Można powiedzieć, że i tak długo wytrzymał. Można też zauważyć, że choć odchodzi, to wygląda na to, że nie jakoś przesadnie daleko – jeśli opozycja wygra wybory, będzie w tej samej koalicji, prawdopodobnie z politykiem, przez którego musi zmienić partyjne barwy, w roli premiera.
Za niecały miesiąc, 4 czerwca w Warszawie ma się odbyć marsz Platformy Obywatelskiej, z którym partia ta łączy wielkie nadzieje. Wydarzenie ma potwierdzić najmocniejszą pozycję ugrupowania Donalda Tuska po stronie opozycji, a zarazem porwać tłumy na tyle skutecznie, by pod jego przywództwem poprowadzić je do wyborczego zwycięstwa. Platforma nie czeka jednak biernie i zaczyna dość ryzykowną kampanię w mediach społecznościowych.
Niektórzy będą narzekać, że to przez rok wyborczy, fakt jest jednak faktem, rozsypał się worek z inwestycjami. Tunel w Świnoujściu, którego za PO wykopać nie było można – jest. Lotnisko w Radomiu – jest. I wreszcie otworzono odcinek drogi ekspresowej S7 Lesznowola – Tarczyn, dzięki czemu z Warszawy da się szybciej dojechać do Radomia i Kielc, a z Kielc i Radomia do Warszawy, w przyszłości zaś również do i z Krakowa.
Szymon Hołownia zarzeka się, że zrobi wszystko, by 16-latkowie zyskali prawo głosu, a tym samym decydowania o swojej przyszłości. Oczywiście wpisuje się to w szersze pomysły unijne, które również chcą dać młodym ludziom prawa wyborcze o dwa lata wcześniej.
Ogłoszenie wspólnego startu Polski 2050 i Polskiego Stronnictwa Ludowego w nadchodzących wyborach parlamentarnych jest porażką Donalda Tuska i wszystkich środowisk forsujących ideę jednej listy opozycji. Widać to po nerwowych reakcjach i po tym, jak od wielu tygodni sympatycy PO odnoszą się w mediach społecznościowych do obu liderów. Ta frustracja przelewa się też na bynajmniej nie związanych z PiS komentatorów, którzy zauważają jałowość poczynań Platformy i opozycji jako takiej. Czy jednak brawurowe zagranie Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza nie okaże się dla ich ugrupowań zbyt kosztowne, a w dniu wyborów miejsca w parlamencie nie przejdą im koło nosa?
Piszę ten felieton na kilka dni przed 1 maja, gdy Państwo go czytają, święto pracy zbliża się już nieubłaganie, a Donald Tusk zastanawia się pewnie kolejny dzień – iść czy nie iść. Demonstracja czerwcowa za niewiele więcej niż miesiąc, tymczasem politycy Lewicy uparcie wybrać się, przynajmniej oficjalnie, nie planują. Mówią za to, że jeżeli wcześniej zobaczą Tuska na pochodzie, to kto wie.
Donald Tusk wzywa zwolenników na wielki marsz 4 czerwca. Data oczywiście symboliczna, i to z podwójną wymową – wybory kontraktowe, efekt zgody z PZPR i o trzy lata późniejsze obalenie rządu Jana Olszewskiego, znów w zgodzie z komunistami.
Na stronie Polski 2050 pojawiła się informacja o rozwiązaniu koła w okręgu warszawskim. Zarząd nie spełniał ponoć oczekiwań i nie wypełniał obowiązków. Tworzący niesforny okręg wypuścili też w założeniu mający zaciekawić, a naprawdę raczej żenujący filmik, gdzie na głosy opowiadają o swym rozczarowaniu.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości w weekend ruszyli w Polskę z przekazem w najbardziej trafny sposób odwołującym się do wątków stanowiących od lat siłę tej partii. Nim działacze rozjechali się po kraju, rząd podjął kilka decyzji dotyczących wsparcia dla rolników, będących urzędowym dopełnieniem zapowiedzi prezesa Kaczyńskiego z ubiegłego tygodnia. Równocześnie opozycja zdaje się na dobre żegnać z ideą jednej listy wyborczej. Zarazem nic jednak nie jest jeszcze przesądzone, a niektóre sondaże wskazują, że aby wygrać kolejną kadencję, PiS musi wykonać jeszcze bardzo dużo pracy. Tak jak w ostatnią sobotę i niedzielę.