Głucha większość
Marsze papieskie odniosły sukces frekwencyjny, a społeczny odbiór całej, wywołanej przez TVN, awantury wymusił na politykach opozycji i mediach, by zamiast z samym papieżem, walczyły z serwowaną w pociągach kremówką.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Marsze papieskie odniosły sukces frekwencyjny, a społeczny odbiór całej, wywołanej przez TVN, awantury wymusił na politykach opozycji i mediach, by zamiast z samym papieżem, walczyły z serwowaną w pociągach kremówką.
Ekonomia zdaje się łączyć klasyczny elektorat Platformy z młodszymi wyborcami Konfederacji. Co więcej, być może to właśnie oni, choć krytyczni wobec transformacji ustrojowej i establishmentu III RP w kwestiach dotyczących wolnego rynku, polityki społecznej czy praw pracodawców i pracowników, są jej najlepszymi uczniami. Trochę inaczej, lecz nie do końca, jest z kwestiami obyczajowymi. Przyjęło się uważać to ugrupowanie za konserwatywne (według lewicy – skrajnie konserwatywne) i faktycznie, w wypowiedziach i deklaracjach liderów znajdziemy wciąż wiele odniesień do tradycyjnego, opartego na konserwatyzmie i chrześcijaństwie porządku świata. Jednak i w tej sferze sprawa jest tak naprawdę dużo bardziej złożona.
Po napaści Rosji na Ukrainę świat zaczął dostrzegać rzecz dla nas oczywistą – że 10 kwietnia 2010 r. mogło dojść i zapewne doszło do zamachu, za który odpowiedzialne są władze Federacji Rosyjskiej.
Ostatnie tygodnie przed świętami Wielkanocy przyniosły medialną burzę z udziałem przerażonych publicystów i zatroskanych autorytetów. Pierwszym akordem tej polityczno-moralnej paniki był tzw. sondaż obywatelski, którego wyniki „Gazeta Wyborcza” ogłosiła tuż przed pierwszym dniem wiosny. Badanie pokazało dość słabą kondycję opozycji, a wszyscy zgodnie uznali, że jego celem nie było przedstawienie autentycznych nastrojów wyborczych, a wsparcie, wymuszenie wręcz, realizacji postulatu jednej listy wyborczej Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polski 2050 i PSL. Efektem ubocznym było odkrycie, że poza głównym sporem w siłę rośnie Konfederacja, a za nim poszło pytanie, skąd wziął się ten problem klasy politycznej i co można z nim zrobić.
Jeżeli na warszawski marsz, poświęcony pamięci papieża Jana Pawła II ktoś dojechał metrem i chciał skorzystać z windy, by z przejścia podziemnego dostać się na Rondo Dmowskiego od strony rotundy, nie miał niestety szans. Winda tego dnia nie działała, a potencjalnych pasażerów witał napis „Awaria platformy, przepraszamy”. Nie dopatrywałbym się tu złośliwości miejskich służb, prędzej rzeczy martwych. Tutaj co chwila coś nie działa, jak nie windy, to schody ruchome w metrze, mieszkańcy zdążyli się przyzwyczaić. Sam napis jednak, zdobiący banalną kartkę A4, zmusza jednak do refleksji i prowokuje sporo aktualnych, politycznych skojarzeń.
„Gazeta Polska” przyznaje tytuł Człowieka Roku, „Nowe Państwo” Nagrodę im. Grzegorza Wielkiego, „Sieci” mają Człowieka Wolności, są też nagrody kongresu „Polska Wielki Projekt” i prawicowych środowisk akademickich.
Głowią się dziennikarze i próbują wyciągnąć coś od polityków. Zastanawiają się politycy i próbują dopytywać dziennikarzy. To wisi ponoć w powietrzu, mówi się o tym w redakcjach, szepcze w gabinetach - Platforma będzie ponoć chciała powtórzyć manewr z poprzednich wyborów i znów zamienić osobę, która nie spełniła oczekiwań na Rafała Trzaskowskiego, który ma większe szanse, by zdobyć dla partii uprawnione cele.
W poniedziałek 27 marca minął rok od rejestracji partii Polska 2050 Szymona Hołowni. Następnego dnia Marek Sawicki z PSL zapowiedział w rozmowie z radiową Jedynką, że najprawdopodobniej po świętach Wielkiejnocy ludowcy i ugrupowanie Hołowni ogłoszą start z jednej listy wyborczej. To chyba dobry moment na podsumowania, które, nie ma co ukrywać, nie wypadają najlepiej dla ugrupowania, trochę na wyrost kreującego się na nową jakość w polskiej polityce.
„To, co oni robią dzisiaj, to prosta droga do polexitu, do wyjścia z Unii Europejskiej. Wśród polityków PiS i jego przybudówek coraz bardziej narasta gotowość, żeby wprost mówić, że trzeba wyjść z Unii Europejskiej” – mówił niedawno Donald Tusk.
W sobotę uczestnicy spotkania wyborczego z Donaldem Tuskiem mogli dowiedzieć się, że to właśnie lider Platformy był pierwszą w Polsce osobą, która zaproponowała Norwegom budowę gazociągu Baltic Pipe. To deklaracja porównywalna chyba tylko z przypisaniem Ewie Kopacz autorstwa programu 500+. Donald Tusk przyzwyczaił nas już do takich akrobacji, a tym bardziej oswoił z nimi swój elektorat. Jednak brak wiarygodności lidera jest jedną z przyczyn nieosiągnięcia dotychczasowych celów i braku pewności realizacji zadania najważniejszego, zdobycia wygranej w wyborach. Narracja PO i bliskich jej rozjeżdża się w zbyt wielu dziedzinach.
W ten weekend swą premierę ma polski (a z racji licznego udziału naszych pogubionych bratanków w ekipie polsko-węgierski) dramat kryminalny zatytułowany „Święty” w reżyserii Sebastiana Buttnego. O „Świętym" dłuższy tekst pisać będę do majowego „Nowego Państwa”, jednak po drodze stało się coś, co sprawia, że ten film trafia w swoją porę z powodów, których twórcy raczej nie mogli przewidzieć, choć przeczuwać jak najbardziej mogli. Ba, wpisywałoby się to w metafizyczny wątek tej opowieści.
Na Twitterze i Facebooku pojawia się zdjęcie wielkiego, ściętego pnia i porywający opis, że drzewo było starsze niż Mozart, rosło, gdy ruszył pierwszy silnik parowy, a w niebo wzbił się pierwszy samolot.
W piątek Jarosław Kurski w krótkim tekście na łamach „Gazety Wyborczej” zapowiedział opublikowanie w poniedziałek przełomowego sondażu. Aby podgrzać atmosferę, pisał o „dramatycznym zaskoczeniu”. Wynik badania miał być „ostatnim dzwonkiem alarmowym dla demokratów”, co odbiorcy słusznie odebrali jako kolejną rozpaczliwą próbę wymuszenia na partiach opozycyjnych startu z jednej listy w jesiennych wyborach. Poniedziałkowa publikacja potwierdziła te przypuszczenia.
Do tej pory pojęcie „protokołu 5 proc.” znane było przede wszystkim wyborcom wolnorynkowym. Zawsze, gdy aktualna partia Janusza Korwin-Mikkego zdobywała w sondażach wyniki pozwalające jej mieć nadzieję na wejście do Sejmu, lider musiał palnąć coś takiego, by szanse te zaprzepaścić i zepchnąć ugrupowanie poniżej progu.
Sprawa księdza Franciszka Blachnickiego, dokładniej mówiąc inwigilacji i zamordowania tego kapłana, to hańba dziedziczna. Po PRL odziedziczyła ją III RP, a dzisiejsza Polska, w której nowe walczy ze starym i nie zawsze wygrywa, mierzy się z tym paskudnym dziedzictwem. I nawet teraz objawia się nam ten dualizm. Gdy prokurator generalny ujawnia, że poważne i złożone śledztwo potwierdziło fakt otrucia tak ważnego dla duchowej formacji Polaków kapłana, równolegle dowiadujemy się, że miasto stołeczne Warszawa we współczesną działalność jednej z zamieszanych w tę sprawę agentek bezpieki wpompowało kolejne wielkie pieniądze. I to już po tym, gdy ujawniono, z kim mamy do czynienia (choć bez kropki nad i w postaci potwierdzenia wcześniejszych domysłów o podanej Blachnickiemu truciźnie). I po tym, gdy prezydent Trzaskowski musiał się z tego tłumaczyć, mało zresztą przekonywująco.
Czytam na prawicowych portalach tytuły mówiące mi, że „Janina Ochojska odpowie za swoje słowa”. Fakt, wypowiedź Ochojskiej, oskarżającej polskich leśników o zakopanie wielu ciał imigrantów w masowych grobach, domaga się sprawiedliwości.
W piątek Prawo i Sprawiedliwość pokazało nowy spot, ogłosiło hasło „Przyszłość to Polska” i ruszyło w kolejny objazd kraju. Tym samym partia rządząca inaugurowała kampanię wyborczą. Równocześnie w naszej polityce oraz całej przestrzeni publicznej i medialnej na nowo, w niespotykanej jednak wcześniej skali, wybuchł spór o papieża Jana Pawła II. Według części głosów to właśnie on będzie kluczowy dla nadchodzących wyborów. Nie podzielam tak mocnej oceny. Jednak wpływ tematu na krajową politykę będzie znaczący i już w pierwszych godzinach sporu dał o sobie znać.
W zeszły piątek sąd uniewinnił posłankę Joannę Scheuring-Wielgus od zarzutu złośliwego przeszkadzania w mszy świętej. Jak zapewne państwo pamiętają, posłanka podczas mszy stała przy ołtarzu z przegadanymi transparentami na temat katolicyzmu i aborcji. Co prawda wiernym zapewne uczestnictwa we mszy to nie ułatwiało, tak samo, jak nie pomagało zapewne kapłanom w sprawowaniu tej ofiary, sąd się jednak nie dopatrzył obrazy uczuć religijnych i co zrobisz, nic nie zrobisz.
W sobotę uczestnicy spotkania wyborczego z Donaldem Tuskiem mogli dowiedzieć się, że to właśnie lider Platformy był pierwszą w Polsce osobą, która zaproponowała Norwegom budowę gazociągu Baltic Pipe. To deklaracja porównywalna chyba tylko z przypisaniem Ewie Kopacz autorstwa programu 500+. Donald Tusk przyzwyczaił nas już do takich akrobacji, a tym bardziej oswoił z nimi swój elektorat. Jednak brak wiarygodności lidera jest jedną z przyczyn nieosiągnięcia dotychczasowych celów i braku pewności realizacji zadania najważniejszego, zdobycia wygranej w wyborach. Narracja PO i bliskich jej rozjeżdża się w zbyt wielu dziedzinach - pisze Krzysztof Karnkowski w "Gazecie Polskiej Codziennie".