Dwie rzeczy niezbędne w opozycji
Gdy Platforma Obywatelska doszła do władzy w 2007 roku, miałem 29 lat i ledwo co skończyłem, trochę przeciągnięte, studia magisterskie, by zacząć kolejny etap edukacji, czyli studia doktorskie.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Gdy Platforma Obywatelska doszła do władzy w 2007 roku, miałem 29 lat i ledwo co skończyłem, trochę przeciągnięte, studia magisterskie, by zacząć kolejny etap edukacji, czyli studia doktorskie.
Roman Giertych został posłem i choć jego wielkie starcie z prezesem Kaczyńskim zakończyło się wynikiem nieprzystającym do wcześniejszego nadęcia (23 622 dla Giertycha przy 177 228 dla Kaczyńskiego), to cel w postaci wymarzonego immunitetu został osiągnięty.
Na portalu X (d. Twitter) jest kilka kont parodystycznych, których autorzy często zmieniają swą nazwę użytkownika na imię i nazwisko polityka lub nazwę partii, względnie stacji radiowej lub agencji informacyjnej. Łatwo jest się nabrać, bo jako parodyści autorzy są bardzo wiarygodni.
W powyborczy poniedziałek wielu Polaków czekało od rana na pieniądze z KPO, które tego właśnie dnia Donald Tusk obiecał załatwić nam wszystkim w Brukseli.
Mało interesujemy się krajami, które są najbliżej. Pewnie najwięcej wiemy o polityce niemieckiej, a i niemieckiej kultury dociera do nas sporo. Mamy nawiedzonych i zakompleksionych czechofilów, z Czech coś tam do nas przychodzi, choć sytuacja pogorszyła się od czasów PRL.
Nie brakuje prób wytłumaczenia tego, co stało się w poniedziałek w debacie, jakąś genialną strategią: czytam, że Donald Tusk celowo wypadł słabo celowo, by wzmocnić pozostałe partie opozycyjne i podnieść szanse na wygraną anty-PiS.
Za tydzień swój wtorkowy tekst pisać będę dla Państwa w nocy z niedzieli na poniedziałek lub w poniedziałek rano. Wiele wskazuje na to, że nie będziemy wtedy znali jeszcze pewnych wyników, a zważywszy na skrajnie różne warianty rozwoju sytuacji, zadanie to będzie bardzo karkołomne. Trochę niespodziewanie jednak artykuł o tydzień wcześniejszy okazuje się całkiem porządną rozgrzewką przed tym wyzwaniem. Piszę go bowiem na kilka godzin przed debatą wyborczą Telewizji Polskiej, w której zmierzą się premier Mateusz Morawiecki i lider Platformy Donald Tusk.
Ponad 10 lat temu przez świat przetoczyła się antyestablishmentowa rebelia, z której zostało zaskakująco mało – nadużywanie masek Guta Fewkesa, fajny kawałek amerykańskiego zespołu Ministry – „99%”, wspomnienie o Ryszardzie Kaliszu na marszu oburzonych, i to tyle.
Europarlament ma dyskutować nad losami paktu migracyjnego, a te wydają się w dużym stopniu przesądzone. Choć według znawców tematyki według traktatów nie jest to kwestia podlegająca pod szczebel unijny, to można założyć, że nikt nie będzie specjalnie zwracał uwagi na zapisy i ustalenia.
O tym, że rządy Platformy chciały de facto oddać Rosjanom pół Polski, oczywiście tylko wtedy, gdyby ci zechcieli ją sobie zbrojnie wziąć, wiemy od dawna.
Portale branżowe zrobiły wielką sensację z faktu, że Adam Giza, jeden z prezenterów TVP INFO, rozesłał oświadczenie do różnych mediów. Z komentarzy wynikało, że dziennikarz szuka sobie nowej pracy, jednak z samego tekstu wynika, że raczej próbuje ocieplić swój wizerunek, aby zabezpieczyć się przed skutkami spodziewanej czystki w Telewizji Polskiej. I to jest już większy problem.
Wybory postawiły w trudnej sytuacji właściwie wszystkich uczestników życia politycznego w Polsce. Od strony skutków dla partii politycznych rzecz opisałem w tekście, który ukazał się w piątkowej „Gazecie Polskiej Codziennie”, na osobny artykuł zasługuje złożona sytuacja prezydenta Andrzeja Dudy. Nie wiem bowiem, czy głowa państwa, która nie miała przecież i tak przesadnie spokojnej kadencji, nie stanie w obliczu najbardziej dramatycznego wyboru w całej swojej dotychczasowej karierze.