To już kolejne podejście do zniesienia „kominówek”. Próbowała tego ekipa Donalda Tuska, teraz rząd premier Ewy Kopacz przymierza się do zniesienia ograniczenia wysokości zarobków menedżerów w spółkach z ponad 50-procentowym udziałem skarbu państwa. Obecnie zarząd może zarobić maksymalnie sześciokrotność średniej płacy. Gdyby wprowadzono nowe przepisy, nie byłoby żadnych ograniczeń.
– Jeżeli Polski nie stać na bardziej godne świadczenia dla seniorów czy dzieci, to dlaczego władza chce przeznaczać większe środki dla elit menedżerskich – pytają związkowcy. Z uwagi na sytuację państwa i olbrzymią skalę nierówności dochodowych, są przeciwni znoszeniu barier w zarobkach członków zarządów spółek skarbu państwa. Zamiast dopuszczać skandalicznie wysokie wynagrodzenia dla kadry menedżerskiej rząd powinien zrobić wszystko, aby elity biznesu nie mogły obchodzić obowiązujących przepisów, stosując np. umowy cywilnoprawne.
Członkowie zarządów dużych przedsiębiorstw nie tylko zarabiają miliony, ale też płacą niskie podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. – Należy obniżyć obciążenia fiskalne dla mało zarabiających podatników, a milionerzy powinni płacić o wiele wyższe podatki niż obecnie – postuluje OPZZ.
Na dodatek spółki są źle zarządzane, a kadry dobierane według klucza partyjnego. Ostatnim tego przykładem była posada za 2 mln zł rocznie w zarządzie PKN Orlen dla Igora Ostachowicza, jednego z doradców Donalda Tuska. Dopiero gdy głośno zrobiło się o tym w mediach, premier Ewa Kopacz zmuszona była odwołać tę nominację. Ale na stołkach pozostali inni zaprzyjaźnieni z politykami menedżerowie, którym przydałyby się jeszcze wyższe pensje. Już w 2011 r. Jan Krzysztof Bielecki, szef doradców ekonomicznych premiera, mówił w mediach o konieczności zniesienia „kominówek” dla ponad dwudziestu największych spółek, a także o rezygnacji z uciążliwych konkursów i zastąpienia ich „dyskretnym” wyborem do rad nadzorczych i zarządów państwowych spółek.
Cały tekst w poniedziałkowej "Gazecie Polskiej Codziennie"