Zabawa w „czarnego luda”, czyli dewastatorzy w akcji
Psucie kraju ma swoje granice i Michnik z kompanią dawno już te granice przekroczyli.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Psucie kraju ma swoje granice i Michnik z kompanią dawno już te granice przekroczyli.
Białoruska prowokacja na naszej granicy ujawniła skalę obcych wpływów w Polsce i bezczelność, z jaką rozmaite agenturalne postawy są prezentowane. Spieszeni „uchodźcy” wywabili z rozmaitych nor całą menażerię postaci pokroju skompromitowanego księdza Wojciecha Lemańskiego czy kompletnie niezależnego od rozumu posła Franciszka Sterczewskiego.
Przewaga Dobrej Zmiany nad rządami Donalda Tuska nie polegała na pozornym blichtrze i atrybutach władzy. To od początku była nadzieja na głębokie przemiany moralne.
Zaszczepieni przez Stalina „Polacy” zawsze postrzegali polską tradycję i kulturę jako przejaw wrogiej obcości, toteż nieustannie dążyli do zniszczenia wszystkiego, co mogłoby się z tą tradycyjną Polską kojarzyć. Tak wychowywali swoje dzieci.
Były dowódca GROM-u, Joschka Fischer, Balcerowicz, ukraińscy notable, polscy pomocnicy, najbliższe otoczenie Donalda Tuska... W kraju, gdzie media są choć odrobinę rozsądne, afera Sławomira Nowaka nie schodziłaby z czołówek i codziennie publiczność poznawałaby nowe kulisy korupcyjnej chewry, której widocznym elementem stały się perypetie adiutanta Tuska.
Donald Tusk nie ma już czego szukać w strukturach europejskich – jego promotorka Angela Merkel kończy swoją polityczną karierę, a nowego sponsora Tusk nie znalazł. Teraz ten sprytny, aczkolwiek pozbawiony ciekawszych cech polityk będzie musiał na powrót znaleźć swoje miejsce w polskiej polityce.
Rynek telewizyjny w Polsce został tak skonstruowany, że główne skrzypce grała i gra w nim „czerwona orkiestra”, czyli Polsat i TVN – strażnicy pomagdalenkowego ładu. To właśnie te telewizje decydowały o tym, kto w Polsce jest autorytetem, co się powinno podobać publiczności i jak traktować naturalne, niepodległościowe pomysły na przemiany.
Kiedy w 2003 r. uczniowie założyli nauczycielowi języka angielskiego kosz na śmieci na głowę i wytarli mu twarz gąbką do ścierania tablicy, wybuchła krótkotrwała dyskusja na temat tego, co się dzieje w polskich szkołach. Trwała krótko i nie doprowadziła do większych zmian. Tymczasem zawód nauczyciela coraz bardziej się pauperyzował i spadał w rankingu prestiżowych profesji. Do zawodu zaczęli trafiać ci, którzy nie poradziliby sobie w innych dziedzinach zawodowej aktywności.