Palił, ale się nie zaciągał
Rafał Trzaskowski jak ognia unika tematów społecznych, bo wie, że mogą go kosztować głosy niezdecydowanego elektoratu. I wie, że musi kluczyć choćby w kwestii wieku emerytalnego.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Rafał Trzaskowski jak ognia unika tematów społecznych, bo wie, że mogą go kosztować głosy niezdecydowanego elektoratu. I wie, że musi kluczyć choćby w kwestii wieku emerytalnego.
Paradoks ruchu lokatorskiego chyba nie tylko w Warszawie polega na tym, że ludzie o poglądach lewicowych gospodarczo głosują przede wszystkim na Prawo i Sprawiedliwość. Dla narodowych liberałów w typie pana Jacka Wilka to dowód na socjalizm PiS.
Po ostatnich akcjach z #DudaIsOverParty i Tęczowym Disco przed Pałacem Prezydenckim widać, że lewicowa obyczajowo młodzież jest chętna, by pomóc wrócić kompradorskim elitom do władzy. Ich nie obchodzą sprawy społeczne – liczy się to, co uważają za kulturowo fajne.
Prezydent Andrzej Duda zdecydował o ułaskawieniu Jana Śpiewaka, którego po sądach ciągają miłośnicy reprywatyzacji à la III RP. To wspaniała wiadomość. Przede wszystkim dla miejskiego aktywisty, z którym nie trzeba zgadzać się we wszystkim, ale należy szanować go choćby za to, że urwał się własnemu, potężnemu, liberalnemu środowisku, którego nigdy mu tego nie wybaczy.
Gdyby wybory prezydenckie odbyły się 10 maja, zgodnie z pierwotnie przyjętymi i początkowo powszechnie zaakceptowanymi planami, klęska Małgorzaty Kidawy-Błońskiej byłaby znaczna. Nawet jeśli elektorat Platformy Obywatelskiej zmobilizowałby się w pierwszej turze, to Szymon Hołownia najpewniej zająłby drugie miejsce na podium. „Prawdziwa prezydent”, czyli Kidawa-Błońska, radziła sobie z kampanią i sondażami coraz gorzej – jeszcze przed wybuchem pandemii. Wśród polityków Platformy budziło to narastającą irytację. Ale koronawirus zadziałał jak deus ex machina i wydarzenia potoczyły się nieprzewidzianym torem.
Opozycji nic w Polsce od dawna nie wychodzi. Ale ciuciubabka z wyborami jak dotąd idzie im całkiem nieźle. Nikt tam już nie udaje, że gra toczy się o cokolwiek innego niż wygrana Rafała Trzaskowskiego. Zagrożenie koronawirusem?
Pandemia zatrzymała codzienne życie polskich rodzin. Zwykle patrzymy na to przez pryzmat wyzwań, przed którymi stanęliśmy jako dorośli. To w znacznej mierze zrozumiałe: od nas zależy funkcjonowanie instytucji, organizacji, firm również w ostatnich miesiącach. To na nas spoczywa powinność zarabiania pieniędzy, utrzymywania rodzin, wspomagania bliskich i krewnych.
Gdyby pogłoski o wewnętrznym kryzysie w Platformie Obywatelskiej, wywołanym potencjalną kandydaturą Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Polski, okazały się prawdą, moglibyśmy już mówić o końcu tej partii. Zapewne jest to powód do radości. Ale najpewniej duch Platformy przeżyje tę formację, która stała się symbolem wszystkiego, co najgorsze w III RP z punktu widzenia zwykłych ludzi.
Minęło pięć lat od II tury wyborów prezydenckich, w których Andrzej Duda pokonał Bronisława Komorowskiego. Szok elit III RP był ogromny. Radość w obozie zwycięzców – jeszcze większa. Dziś wypada pogratulować panu prezydentowi tamtego zwycięstwa. A także tego, że przez kolejne lata prezydentury utrzymał sympatię znacznej części Polaków. W dużej mierze mieszkańców Polski powiatowej, Polski B, zwykłych polskich rodzin, które – wbrew zjadliwej propagandzie antypisowskich mediów – zobaczyły w nim życzliwego, zatroskanego o ich sprawy polityka.
Wyraźnie już widać, że oswoiliśmy się z koronawirusem. Maseczka noszona coraz częściej na brodzie lub na szyi, nawet w miejscach publicznych, jest tego wymownym przykładem. Swoje robi również nagła zmiana narracji przez liberalne media i polityków opozycji. Do 10 maja straszyli społeczeństwo włoskim wariantem pandemii – dziś wiadomo, że chodziło przede wszystkim o wymianę kandydatów na prezydenta i osłabienie pozycji Andrzeja Dudy w rankingach.
„Chóru nie będzie, będzie balet” – zapowiedział Stanisław Anioł, gospodarz domu przy Alternatywy 4, zrezygnowanym mieszkańcom PRL-owskiego bloku. Nie będzie Kidawy-Błońskiej, będzie Trzaskowski – ogłoszono w Platformie.
Dopiero co byłem w górach. Pogoda niezbyt łaskawa, ale pod Tatrami to i zmarznąć warto. Jest spokojniej, ciszej – cieszyłoby to bardziej, gdyby nie myśl, że dla wielu polskich rodzin, także tych żyjących z turystów, to trudny czas. Urlopy w Polsce, w naszych ośrodkach wczasowych, powinny jednak pomóc rodzimej branży turystycznej.
Jeszcze w środę wydawało się, że opozycję najbardziej przeraża wizja wyborów 10 maja. Miało to oznaczać i despotyzm, i pandemiczną katastrofę. Dziś słyszymy, że to skandal, że Zjednoczona Prawica porozumiała się i wybory przełożyła. Czy jest w tym sens? Tak naprawdę mało chodziło im o same wybory. O wiele bardziej – o przewrócenie politycznego stolika.
Pandemia pozwala zobaczyć Polskę na nowo. I to zupełnie dosłownie. Widać choćby lepiej, ile osób spędza czas na działkach, znajdując tam odrobinę wytchnienia od niedogodności narodowej kwarantanny. Szczególnie w ostatnich tygodniach działka pod miastem lub w mieście zapewniała wielu mieszkańcom miejskich blokowisk wytchnienie, rekreację i pracę na świeżym powietrzu.
Propozycje dalszego uelastyczniania prawa pracy nie są właściwe ani pod względem społeczno-gospodarczym, ani politycznym. Jest jasne, że rząd powinien finansowo wspierać polski biznes w czasach pandemii. Ale nie kosztem pracowników najemnych.
Przed pandemią koronawirusa opozycja straszyła PiS-em jak dopustem bożym. Straszyli, że gospodarka się zawali, że skończy się demokracja. Dziś okazuje się, że w pandemiczny kryzys weszliśmy na naprawdę wysokich gospodarczych obrotach, a wzrost dobrobytu w Polsce w ostatnich latach podkreślają przeróżne finansowe instytucje.
W momencie kryzysu pomoc państwa należy się nie tylko biznesowi. Musimy zachować sprawne instytucje, potrzebna jest też troska o pracowników najemnych, zwykłe polskie rodziny.
Dla części z nas będą to trudniejsze niż zwykle święta Wielkiej Nocy. Dla wierzących i wątpiąco-wierzących, kulturowych katolików, programowo niewierzących, ale w święta praktykujących. Przyzwyczailiśmy się wszyscy do świata, w którym może nie jest wspaniale, ale jest całkiem nieźle, coraz lepiej.
Platforma Obywatelska w opozycji to tragifarsa. Platforma u władzy w czasach pandemii COVID-19 to byłaby tragedia dla Polski i Polaków.
W ostatnim czasie środowiska lewicowo-liberalne szczególnie zainteresowane są tym, ilu wiernych gromadzi się na mszach świętych i nabożeństwach w rzymskokatolickich kościołach.