W nocy z 20 na 21 maja 1945 roku z rozkazu kpt. Walentego Sudy „Młota”, dowódcy Obwodu Mińskiego Mazowieckiego AK „Mewa – Kamień”, oddział uderzeniowy AK i innych formacji niepodległościowych pod dowództwem ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichury” uwolnił z obozu NKWD w Rembertowie kilkuset więźniów. 

Obóz NKWD nr 10, w budynkach fabryki amunicji „Pocisk” w Rembertowie, powstał prawdopodobnie jesienią 1944 r. Od samego początku pełnił funkcję punktu zbornego dla więźniów NKWD z ziem polskich. Rozbudowana infrastruktura kolejowa Rembertowa umożliwiała transporty z tamtejszej stacji do obozów na terenie ZSRS.

Otoczony podwójną linią drutu kolczastego był strzeżony przez funkcjonariuszy NKWD uzbrojonych w broń maszynową. Więźniami byli głównie żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, NSZ i innych formacji niepodległościowych, jak również aresztowani najczęściej na podstawie donosów oraz Niemcy, folksdojcze, własowcy i inne osoby. Przed umieszczeniem w obozie, podczas przesłuchań, wielu więźniów było torturowanych w więzieniach UB w Warszawie lub innych miastach. Do obozu kierowano ich wyrokami na piśmie.

W 1945 r. dzienne wyżywienie więźnia wynosiło 100 gramów gliniastego chleba, dwa razy dziennie wodnista zupa ze śladami kukurydzy i bez ograniczenia ciepła woda. Wielu więźniów umierało głównie z głodu, wiadomo, że było to kilkunastu dziennie. Zakopywano ich w rowie w pobliżu bramy zewnętrznej, po likwidacji obozu rów zasypano, a cały teren wyrównano.

W nocy z 17 na 18 maja oddział uderzeniowy AK liczący 44 żołnierzy dotarł w rejon wsi Długa Kościelna. W ciągu kolejnych dwóch dni dokonano rozpoznania posterunków NKWD. Atak na obóz rozpoczął się w nocy z 20 na 21 maja 1945 roku.

Do Rembertowa wjechaliśmy wozami przez przejazd kolejowy przy ul. Kilińskiego. (…) Grupa szturmowa z Wichurą poszła dalej do bramy głównej. Za nią weszła grupa wsparcia złożona z ludzi Wichra. Gdy zmiany poszły na wartownię Wichura dał rozkaz rozpoczęcia akcji. (…) Po wyważeniu furtki przy bramie weszliśmy do środka, likwidując stojących tam wartowników. Kilku z nas wpadło do domku. Miał dwie izby. W pierwszej siedział na krześle sowiecki oficer. Nogi miał w misce z wodą. Przed nim klęczał jakiś człowiek. Wyglądało jakby mył enkawudyście nogi. Oficer sięgnął po broń. Nie zdążył. Zwalił się z krzesła martwy. Cywil zawołał do nas, że jest więźniem, żeby go nie zabijać. (…) Po 25 minutach od rozpoczęcia akcji nasi byli już poza obozem.

– wspominał uczestnik akcji, Albin Wichrowski „Góral”.

Łącznie z obozu udało się wyswobodzić ok. 500 osób, 200 z nich NKWD złapało ponownie na podstawie listów gończych. 1100 więźniów wywieziono 4 lipca 1945 roku do więzienia w Rawiczu. Część zdołała uciec. Ok. 130 osób zostało odbitych w Bąkowcu, podczas transportu do innego więzienia, przez oddział „Orlika” Majora Mariana Bernaciaka.