Epidemia wśród prokuratorzy, którzy kiedykolwiek zajmowali się aferą Amber Gold. Niemal w komplecie zaczęli cierpieć na amnezję. Od dzisiejszego świadka można byłoby jednak spodziewać się więcej - w końcu Bogusław Michalski był szefem bardzo ważnego departamentu w Prokuraturze Generalnej. Jego przesłuchanie pokazało jednak, że on ma równie poważne problemy z pamięcią, ale nie tylko...

Bogusław Michalski pełnił funkcję dyrektora Departamentu Postępowania Przygotowawczego w Prokuraturze Generalnej. Pod koniec listopada 2011 r. biuro PG przekazało do jego wydziału pismo od szefa Komisji Nadzoru Finansowego z krytycznymi uwagami, dotyczącymi postępowania ws. Amber Gold. Dokument miał zostać przeanalizowany i dostarczony bezpośrednio do adresata – prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, ale ostatecznie trafił do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

To był jeden z wątków, który szczególnie interesował posłów zasiadających w komisji śledczej wyjaśniającej aferę Amber Gold, ale również niemalże fikcyjny nadzór służbowy nad podległymi jednostkami.

Przewodnicząca komisji poseł Małgorzata Wassermann zadał Michalskiemu wiele szczegółowych pytań. Nie tylko o samą aferę, ale również procedury obowiązujące w Prokuraturze Generalnej. Odpowiedzi świadka - ostatecznie ważnego przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości - szokowały. To jeden z przykładów.



Prokurator Michalski używał kuriozalnych zwrotów jak na prawnika "ktoś się zagapił", "to była banalna sprawa", "nie wiem", "wydaje mi się" itp. itd.

Nawet miał problemy z przypomnieniem sobie podstawowych faktów



Komentarze osób oglądających transmisję posiedzenia komisji śledczej były jednoznaczne.