Tak działali śledczy ws. Amber Gold: Prokurator zajmująca się sprawą zapomniała przesłać akta

  

Zeznania Małgorzaty Syguły rzucają nowe światło na działalność  prokuratury w sprawie Amber Gold. Okazuje się, że akta spawy zostały przekazane do prokuratury dopiero po 3 miesiącach, od wybuchu afery.  Spowodowało to opóźnienia w podjęciu postępowania.

Sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przesłuchała dziś po południu prokurator Małgorzatę Sygułę, byłą naczelnik wydziału postępowania przygotowawczego w gdańskiej prokuraturze okręgowej.

To było tuż po konferencji Andrzeja Seremeta. Jak wybuchała afera, to prokurator Borkowska powiedziała mi, że zapomniała przesłać akt. Pierwsze to co mi się nasunęło to dlaczego przez 3 miesiące – od stycznia 2012 – akta Amber Gold nie zostały przesłane. To nie była przyjemna rozmowa z prokurator Borkowską. Sądzę, że to było po prostu przeciążenie pracą


– powiedziała Małgorzata Syguła przed komisją śledczą.

Prokurator Syguła podobnie jak prok. Jacek Radoniewicz twierdziła, że nie miała świadomości, jaką wagę i rozmiary osiągnęła afera.

W ramach nadzoru ja z tą sprawą nie miałam kontaktu. Żadnych czynności nadzorczych nie podejmowałam w tej sprawie. Pismo wpłynęło od KNF, do nas wpłynęło w okresie międzyświątecznym. Nie był mi wtedy znany problem medialności tej sprawy. Na dzień wpłynięcia pisma nic nie wiedziałam o tej sprawie

- powiedziała Syguła.



CZYTAJ WIĘCEJ: Prokurator kompromituje się ws. Amber Gold. Radoniewicz zmiażdżony przez komisję

To właśnie podpis prokurator Syguły widnieje pod pismem o odwieszeniu postępowania i objęcia go nadzorem służbowym przez Prokuraturę Okręgową. Pismo do Prokuratury Apelacyjnej i do KNF zostało datowane na dzień 5 stycznia 2012, ale przez dalsze 3 miesiące taka korespondencja nie została skierowana do Prokuratury Rejonowej.

Syguła dopiero w sierpniu zdała sobie sprawę, że KNF i Prokuratura Apelacyjna została wprowadzona w błąd.

Myślę o sprawie Amber Gold od kilku lat. Jest to moja osobista klęska, jako naczelnika.

- dodała Małgorzata Syguła.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tvpparlament.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Państwo zabrało setki milionów euro

zdjęcie ilustracyjne / erik_stein CC0

  

Blisko 410 tys. euro w gotówce, odkryte w samolocie w bagażu podręcznym i przejęte przez policję, należy do państwa fińskiego, a nie do biura rzeczy znalezionych – orzekł dziś sąd apelacyjny w Helsinkach.

Sąd miał ustalić, do kogo należy kwota znaleziona w bagażu podręcznym w jednym z samolotów linii Finnair, a także czy w przypadku niezgłoszenia się właściciela po odbiór pieniądze te można uznać za rzecz znalezioną i komu się ostatecznie należą.

W październiku 2009 roku obsługa samolotu lecącego z Madrytu do Helsinek znalazła na pokładzie maszyny bagaż, w którym oprócz ubrań znajdowały się tabliczki czekolady oraz tuby po chipsach, a między nimi - ukryte pieniądze. Jak się później okazało, było to blisko 410 tys. euro w gotówce.

Wcześniej z pokładu tego samolotu na lotnisku w Hiszpanii wyproszona została obywatelka Chin, w której bagażach rejestrowanych znaleziono znaczne ilości pieniędzy.

Fińskie Centralne Biuro Śledcze (KRP) wszczęło dochodzenie w związku z podejrzeniem prania brudnych pieniędzy. Gotówkę zarekwirowano, a pozostałą zawartość bagażu skierowano do biura rzeczy znalezionych. Śledztwo zostało zakończone w 2013 roku ze względu na brak współpracy Chin z fińskimi służbami, a wcześniejszą konfiskatę anulowano.

KRP zgodnie z obowiązującym prawem powiadomiło właścicielkę bagażu, że jeśli w ciągu trzech miesięcy nie zgłosi się po odbiór, to jej własność przepadnie. Chinka nie stawiła się, a środki zostały zdeponowane w KRP.

Przed sądem biuro rzeczy znalezionych domagało się, aby pieniądze przekazano mu na przechowanie w imieniu właściciela.

Sąd uznał, że pieniądze znalezione w bagażu podręcznym na pokładzie samolotu funkcjonującego w ramach transportu publicznego należy traktować jako rzecz znalezioną. Jednak ze względu na to, że środki zarekwirowała policja, podejrzewając pranie brudnych pieniędzy, prawo własności zostało przeniesione na państwo, a nie biuro rzeczy znalezionych - wskazano.

Tym samym sąd oddalił pozew biura, któremu przysługuje jeszcze prawo do złożenia apelacji do Sądu Najwyższego.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl