Niedoskonały portret Brystygierowej. "Zaćma" Bugajskiego wchodzi do kin. RECENZJA

Owiana wyjątkowo złą sławą funkcjonariuszka UB Julia Brystygierowa domaga się pilnego spotkania z prymasem Wyszyńskim.

mat. pras.
Owiana wyjątkowo złą sławą funkcjonariuszka UB Julia Brystygierowa domaga się pilnego spotkania z prymasem Wyszyńskim. W tym celu przybywa do podwarszawskich Górek (które w filmie "udają" Laski), gdzie w oczekiwaniu na spotkanie z kardynałem przeżywa swoiste katharsis. Historycy do tej pory sprzeczają się co do motywów tej audiencji - jedni widząc w niej jeszcze jedno z wielu działań operacyjnych Krwawej Luny wymierzonych wprost w polski Kościół, inni natomiast doszukując się w tym niecodziennym spotkaniu znamion szczerego nawrócenia . "Zaćma" Ryszarda Bugajskiego, która dziś wchodzi do kin, nie rozstrzyga jednak finału tej historii na korzyść żadnej z wersji. Niestety z filmu trudno również dowiedzieć się kim tak naprawdę była Krwawa Luna, nie mówiąc o artystycznej chropowatości obrazu, który z trudem ratuje znakomita obsada aktorska. To fiasko boli tym bardziej, że sam Bugajski przyzwyczaił nas do kina dużo wyższych lotów.

Julia Brystygier (z domu Prajs) to jedna z tych postaci w historii powojennej Polski, co do której kontrowersje wśród badaczy tamtego okresu utrzymują się po dziś. Pojawiają się głosy, że Brystygierowa w pełni zasłużyła sobie na mroczny przydomek Krwawej Luny, stając się inicjatorką wyjątkowo brutalnych, często zakrawających o molestowanie seksualne, tortur na aresztantach, wśród których nierzadko znajdowali się polscy patrioci. Inni zaś studzą te emocje, wskazując, że prawda mogła być bardziej złożona, a sama Brystygierowa niekoniecznie była chętna do brudzenia swoich rąk krwią, sterując raczej działaniami podwładnych jej funkcjonariuszy. Inny narosły wokół jej osoby mit dotyczy jej nawrócenia. W wielu opracowaniach możemy natknąć się na notkę o tym, że kobieta zmarła jako "głęboko wierząca katoliczka", choć do dziś nie ma dowodów na to, że mająca żydowskie korzenie Brystygierowa chociażby przyjęła chrzest.

Jednym z najbardziej tajemniczych wątków jej biografii są jej spotkania z samym prymasem Polski Stefanem Wyszyńskim, które rodzą kolejne domysły - czy audiencje te miały charakter operacyjny i były kolejnym elementem antykościelnej gry ubecji? A może w wyniku rozmów z Wyszyńskim zdemoralizowana do szpiku kości grzesznica przeszła prawdziwe nawrócenie? Ta kwestia do dziś pozostaje otwarta. Nie rozstrzyga jej również najnowszy obraz Ryszarda Bugajskiego pt. "Zaćma", który jest próbą fabularnego uchwycenia fenomenu Brystygierowej. I właściwie ta niejednoznaczność jest jedną z niewielu zalet filmu. Bo jakkolwiek doskonały "Układ zamknięty" z 2013 roku czy wcześniejsze, druzgocące "Przesłuchanie" (1982) Ryszarda Bugajskiego przyczyniły się do uznania tego reżysera za jednego z najwybitniejszych twórców współczesnego kina nad Wisłą, fakt, że "Zaćma" została na gdyńskim festiwalu pominięta przez jury szerokim łukiem zupełnie nie dziwi.


fot. Jacek Drygała, mat. pras.

Od początku akcji brakuje ciągłości - nagłe przeskoki czasowe, prawdopodobnie zastosowane w celu rozmycia granicy między teraźniejszością a majakami głównej bohaterki, sprawiają, że trzeba włożyć naprawdę dużo wysiłku, by podążyć za narracją. Ciekawie wykreowana przez Marię Mamonę postać Julii Brystygierowej właściwie sama nie wie, czego chce, po co tak naprawdę przybywa do podwarszawskich Lasek (nazwanych w filmie "Górkami") i jaki jest cel jej spotkania z prymasem. Bohaterce w oczekiwaniu na to spotkanie towarzyszą nieco zgryźliwy niewidomy ksiądz Cieciorka (Janusz Gajos) i wycofana, co raz pojawiająca się i znikająca z niewiadomych widzowi przyczyn postać siostry Benedykty (Małgorzata Zajączkowska). A to wszystko przeplatane retrospekcją z życia Krwawej Luny, w której jej "krwawość" raczej śmieszy niż przeraża. To wszystko składa się na opowieść owszem, klimatyczną, ale pozbawioną fabularnego kręgosłupa, który pomimo powolnej, skupionej na wewnętrznych przeżyciach bohaterów akcji, dałby radę utrzymać uwagę widza. Wielka szkoda - zarówno ze względu na samego Bugajskiego, który przyzwyczaił polskich kinomanów do obrazów dużo wyższych lotów, jak i ze względu na niewykorzystany przez twórców potencjał tkwiący w historii Julii Brystygierowej.


fot. Jacek Drygała, mat. pras.

Film ratuje doskonała obsada i wymiar, który paradoksalnie Bugajskiemu (przypomnijmy - ateiście) udało się przedstawić najlepiej. Mowa tu o duchowej drodze Brystygierowej w poszukiwaniu Boga, której kulminacją w filmie jest rozmowa bohaterki ze znakomicie zagranym przez Marka Kalitę prymasem Wyszyńskim.  Bez względu na to, czy jej zamiary były szczere, w spazmatycznym, na wskroś rozdzierającym wyznaniu wiary, a właściwie tęsknoty za wiarą jest coś prawdziwego. Na tyle, że w miejscu Krwawej Luny, jawiącej się w tej scenie nie jako potwór, lecz po prostu człowiek, może postawić się każdy z nas.


fot. Jacek Drygała, mat. pras.

Ocena: 4/10

Film wejdzie do kin w najbliższy piątek, 25 listopada.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

#Zacma #Julia Brystygierowa #Zaćma #Ryszard Bugajski #Maria Mamon

Magdalena Jakoniuk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo