Czułam, że jestem częścią czegoś zgniłego

- Chodziło o to, by pokazać USA jako kraj upadającej demokracji. Że Zachód nie jest w niczym lepszy niż Rosja.

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
- Chodziło o to, by pokazać USA jako kraj upadającej demokracji. Że Zachód nie jest w niczym lepszy niż Rosja. Zaczęłam się orientować, że coś mi się nie zgadza, gdy starano się wybielić zbrodnie i działania podejmowane przez dyktatorów - mówi nam Liz Wahl, amerykańska dziennikarka, która odeszła z pracy w propagandowej stacji Russia Today.

Jak to możliwe, że młoda dziennikarka z USA wkracza do rosyjskiego przemysłu informacyjnego?

Zwrócono się do mnie w 2011 r., kiedy RT tworzyła ogólnoświatową telewizję informacyjną. Mówiło się, że będzie to stacja, która pokazuje ignorowane przez inne media historie.

Jakiego typu historie?
Trzeba zrozumieć, czym jest rosyjska propaganda – wiele problemów, którymi zajmuje się RT, rzeczywiście istnieje. I tak zajmowaliśmy się kwestiami więziennictwa, wojną z narkotykami.

Ale to w takim razie rodzi poważny problem. Jak pokazywać ciemną stronę rzeczywistości, jednocześnie nie wpisując się w propagandę rosyjską, która tylko czeka, by to wykorzystać?
By zrozumieć problem, trzeba wiedzieć, jak te kwestie są pokazywane, w jakich proporcjach i z jaką częstotliwością. Bo to jest pokazywanie ciemnej strony, która ma udowodnić, że Zachód w niczym nie jest lepszy od Rosji.

Jakieś przykłady?
Gdy zaczynałam pracę, trwał protest Occupy Wall Street. Były demonstracje i wściekli ludzie protestujący przeciwko korupcji. Ludzie cieszyli się, gdy widzieli mikrofon RT, bo twierdzili, że inne media przemilczają ten temat. Ale w pewnym momencie z pokazywania rzeczywistej historii przerodziło się to w obsesję naszego rosyjskiego dyrektora, który nakręcał nas do przedstawiania protestów, nawet gdy nic się nie działo.

Fabrykowanie informacji?
Owszem. Chodziło o to, by pokazać USA jako kraj upadającej demokracji. Że Zachód nie jest w niczym lepszy niż Rosja. No ale przecież w rzeczywistości jest – mamy wolność słowa, niezależne media, ludzie mogą wychodzić na ulice.

Zajmowała się Pani tylko Stanami?
Podawałam także informacje związane z Rosją i jej sojusznikami. Wtedy zaczęłam się orientować, że coś się nie zgadza. Gdy starano się wybielić zbrodnie i działania podejmowane przez dyktatorów.

Ma Pani na myśli Syrię?
Tak. Gdy oskarżano Baszara al-Asada o to, że używa broni chemicznej, staraliśmy się znaleźć dowód na to, iż opozycja antyasadowska także używa tej broni przeciwko cywilom. To było dla mnie coś obrzydliwego.

I zdecydowała się Pani odejść.
To był okres, w którym Rosja zaczęła stawać się coraz bardziej agresywna na arenie międzynarodowej. Ludzie zobaczyli jej oblicze w związku z sytuacją na Ukrainie.

To było przed aneksją Krymu?
Tuż przed, w kulminacyjnym punkcie majdanu, przed ucieczką Wiktora Janukowycza i wyjściem na powierzchnię „zielonych ludzików”. Wtedy ze strony kierownictwa poczułam presję.

Mówiono Pani, jakie pytania stawiać, a jakie pomijać?
To była kwestia autocenzury, która wchodziła w krew. Odgadywania, czego chce rosyjski redaktor. Od czasu Ukrainy pojawiła się presja na narrację, w jaki sposób pokazywać sytuację.

I nie wytrzymała Pani. Pani wystąpienie na antenie można zobaczyć w internecie. Jest dość dramatyczne.
W dniu, w którym zdecydowałam się odejść, wszystkie korespondencje z Ukrainy, które przedstawiałam, mówiły o „neonazistach w opozycji” itd. Każda historia była bardzo daleka od rzeczywistości. Rosyjskie wojska pokazywano jako obrońców rosyjskojęzycznej ludności. Oczywiście, kiedy relacjonuje się wojnę, to bardzo trudno rozeznać się w tym, co tak naprawdę się dzieje, ale w tym czasie straciłam wszelkie złudzenia. To była moja odpowiedź na pytanie, czy potrafię być fair, bo to był szczyt propagandy. Czułam, że jestem częścią czegoś zgniłego. Czułam się moralnie zobligowana i – mówiąc samolubnie – chciałam oczyścić sumienie.

Dlaczego nie zdjęto Pani z wizji w trakcie oświadczenia?
To zasługa wydawcy, który był odpowiedzialny za to, co dzieje się na antenie. To Amerykanin, który czuł się tak samo jak ja.

On też zrezygnował?
Nie. Został. Cóż, niektórzy mają więcej chęci, by grać w tę grę. Bo jeśli się na to decydujesz, to otrzymujesz nagrody, także finansowe.

Ile to trwało, zanim coś w Pani pękło?
To wymagało czasu. Bo to jest tak: przekazujesz informacje, które wydają ci się fair. Ale potem robisz krok do tyłu i widzisz szerszy kontekst. Rozumiesz, że twoją misją stało się poniżenie USA, poniżenie NATO, poniżenie Zachodu – jaka to misja dziennikarska?

A jakieś inne przykłady manipulacji?
Pamiętam wywiad, który przeprowadziłam, kiedy wojska francuskie wkroczyły do Mali. Znalazłam człowieka, opowiedział szczegółowo o życiu w Mali, jaki horror przeżywali żyjący tam pod rządami islamskich fundamentalistów. Mówił, że ludzie wręcz czekali na francuską interwencję.

Nie spodobało się w stacji?
Dowiedziałam się, że wywiad jest słaby i nie zostanie wyemitowany. Ale nie chciano go wyemitować, bo pokazywałby zachodnią interwencję zbrojną jako coś pozytywnego. A to stało w sprzeczności ze wszystkim, co chciano pokazać.

Możesz podać przykład, jak wygląda rekrutacja do RT?
Russia Today stara się wychwycić młodych dziennikarzy, którzy nie znają zasad zawodu. Dobrze, gdy pochodzą z antyestablishmentowego środowiska. Jedna z prezenterek, antyamerykańska, krytykowała politykę zagraniczną USA, twierdziła nawet, że 11 września był „wewnętrzną robotą” Waszyngtonu. I szefowie stwierdzili: „Wow! To ktoś, kogo szukamy!”. Za swój program zarabia dziesiątki tysięcy dolarów.

Jak zwalczyć propagandę tego typu, jaką prowadzi RT, bez jednoczesnego ograniczania wolności słowa? Czy to w ogóle możliwe?
To trudne. Świat zmaga się z tym i myślę, że ostatnie wybory w Stanach pokazały skalę problemu. Nieprawdziwe newsy, propaganda, trolle internetowe.

Pojawiają się informacje, że liczba nieprawdziwych informacji podawanych w mediach społecznościowych tuż przed wyborami była podobna do prawdziwych.
Tak i ludzie teraz budzą się z ręką w nocniku. Z własnego doświadczenia wiem, że informacje, które przyswajasz, mogą bardzo kształtować twój punkt widzenia na świat. Dzielenie ludzi – to są cele Rosjan i ich mediów. To dzieje się wewnątrz krajów i pomiędzy nimi – dzielenie Unii Europejskiej, dzielenie NATO. Osłabione sojusze na Zachodzie to zwycięstwo Rosji.

Co możemy zrobić?
Po pierwsze ostrzegać. Sprawdzać fakty, dane, pochodzenie i cel informacji, czy nie są np. powodowane zewnętrznymi czynnikami. To obowiązek, który spoczywa na dziennikarzach. Ludzie muszą być lepiej informowani w mediach, które odbierają. To samo dzieje się w mediach społecznościowych – mam na myśli internetowych trolli.

W środę w Warszawie odbyła się duża konferencja na temat przeciwdziałania dezinformacji. Uczestniczyła w niej również Pani. Jaką radę ma Pani dla naszych czytelników – jak wystrzegać się rosyjskiej propagandy i dezinformacji właśnie?
Trzeba się wystrzegać głównych graczy, których znamy – jak Russia Today, Sputnik – ostrzegam, bo sama wiem, jak działają. Ale są inne możliwości wpływu Rosji. Co to za strona, z której czerpię informację? Kto za nią stoi? Jaka jest jej wiarygodność, kim są dziennikarze? Szukacie przyczyny. Wszyscy bądźmy bardziej odpowiedzialni
 

Całość rozmowy w formacie wideo:



Więcej na temat dezinformacji i sposobów walki z nią na łamach najbliższego tygodnika „Gazeta Polska” w stałej rubryce poświęconej temu zagadnieniu

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

#Liz Wahl #Russia Today

Wojciech Mucha
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo