– Wzburzyły mnie kolejne kłamstwa posła Grabarczyka. Była to dobra okazja od sześciu lat, aby je sprostować – podkreśla w rozmowie z portalem niezalezna.pl senator Jan Dobrzyński, który niespodziewanie przyszedł do Sejmu na posiedzenie Komisji Obrony Narodowej, bo usłyszał co wygaduje były minister w rządzie PO-PSL. Parlamentarzysta PiS zapowiedział też stanowczo – będą pozwy, jeśli ktoś dalej będzie rozpowszechniał nieprawdziwe informacje.

W czasie dzisiejszego posiedzenia Komisji Obrony Narodowej posłowie zapoznali się z ustaleniami i raportem z dotychczasowych prac podkomisji smoleńskiej. Oczywiście przedstawiciele Platformy Obywatelskiej wykorzystali spotkanie do ataku na szefa MON Antoniego Macierewicza oraz sama podkomisję. Poseł PO Cezary Grabarczyk powielił kłamstwa na temat wydarzeń 10 kwietnia 2010 roku, tuż po katastrofie smoleńskiej.

Nieoczekiwanie odpór zarzutom Grabarczyka dał Jan Dobrzyński, który choć jest senatorem, postanowił pojawić się na posiedzeniu sejmowej komisji i zabrać głos. – Jestem w Senacie członkiem Komisji Obrony Narodowej, więc jest to organ pokrewny – tłumaczy w rozmowie z portalem niezalezna.pl senator Dobrzyński. 

Pytany o swoje emocjonalne wystąpienie w czasie posiedzenia komisji, wyjaśnił, iż uznał, że to odpowiedni czas i miejsce, aby wreszcie ukrócić mówienie nieprawdy na ten temat.

Wzburzyły mnie kolejne kłamstwa posła Grabarczyka. Była to dobra okazja od sześciu lat, aby sprostować te kłamstwa, które poseł Grabarczyk mówi, i które również pojawiają się w wypowiedziach byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Otóż chciałbym wyraźnie stwierdzić – kiedy byliśmy w Katyniu, oczekując na mszę świętą i pojawiła się informacja o katastrofie samolotu, wojskowy, o ile dobrze pamiętam w stopniu majora, zabiegał o to i prosił nas, abyśmy jak najszybciej wyjechali. Moim zdaniem zachowanie tego wojskowego było podyktowane strachem. Poza tym rozumiem, że to musiała być decyzja podjęta przez ministra Klicha, albo w uzgodnieniu z nim 

– opowiada senator Prawa i Sprawiedliwości.

Myśmy nie chcieli jechać – między innymi ja, poseł Marek Suski, minister Beata Kempa oraz szereg innych osób – myśmy chcieli koniecznie jechać na miejsce katastrofy, a obecny minister obrony narodowej Antoni Macierewicz bardzo usilnie wręcz żądał, aby nas tam zawieziono 

– podkreśla parlamentarzysta.

Dodaje, że z dworca do Katynia polska delegacja przyjechała rosyjskimi autokarami. – W każdym z nich był przedstawiciel rosyjskich służb specjalnych. I to jeden z nich kategorycznie zabronił nam udania się na miejsce katastrofy – zaznacza.

Nieprawdą jest, że minister Macierewicz rzekomo stchórzył, że nie chciał jechać. Ja temu z całą mocą zaprzeczam. Każdy, kto będzie na ten temat kłamał, może się spodziewać, że będę kierował sprawę do sądu. Zapewniam jednocześnie, że każdy z delegacji przebywającej w Katyniu – a byli tam ludzie z różnych ugrupowań – chciał jechać na miejsce katastrofy. Domagaliśmy się, żeby nas tam zawieziono, rosyjskie służby uniemożliwiły nam to.  Przekazano nam, że nie ma na to zgody. Niestety, nie było tam nikogo z polskich służ dyplomatycznych, które by nam to umożliwiły. Byliśmy osamotnieni… 

– mówi na zakończenie senator Jan Dobrzyński.

CZYTAJ WIĘCEJ: ​Dr Berczyński: jesteśmy komisją techniczną, a nie polityczną