Wartość rynkowa firmy Nintendo wzrosła o 15 miliardów dolarów w zaledwie tydzień po wypuszczeniu na rynek gry Pokemon Go. Wartość udziałów wzrosła o 77 procent, to najwyższy wynik w historii firmy od ponad 6 lat - podaje Reuters.

- Wkrótce gra będzie dostępna w prawie 200 państwach - zapowiedział gwałtowną ekspansję szef programistów Nintendo. 

Nic dziwnego, że firma idzie za ciosem. Jak podaje brytyjski "The Guardian" jeden z graczy - Tom Currie z Nowej Zelandii - został łowcą pokemonów na pełny etat. Każdego ranka piję kawę, pakuje kurtkę deszczową, plecak z prowiantem i wyrusza na polowanie.

24 latek porzucił pracę w Auckland, by rozpocząć 2 miesięczne łowy. Postawił sobie za cel skolekcjonowanie wszystkich stworków z gry Pokemon Go wpuszczonych do sieci w zeszłym tygodniu.

W mniej niż tydzień Currie odbył 20 podróży autobusami i zwiedził sześć miast na południowej wyspie-na każdym przystanku łapiąc pokemona. Jak dotąd zebrał już 90 z 151 wirtualnych stworków, jakie można skolekcjonować w Nowej Zelandii.

- Pracowałem przez 6 lat i byłem zdesperowany, by zrobić sobie przerwę. Chciałem przeżyć przygodę. Pokemony dały mi szansę, by żyć tym marzeniem - powiedział Tom Currie.

Currie przykuł uwagę Nowozelandczyków, niektóre firmy proponują mu nawet darmowy transport do miejsc, w których ma odkryć nowego Pokemona. Tom otrzymuje setki wiadomości z wyrazami poparcia z całego świata. Piszą do niego inni gracze z Irlandii. Indii, Kanady i USA.

CZYTAJ WIĘCEJ: Chodzą po ulicach i szukają stworków. Szaleństwo Pokemon GO dotarło do Polski