Krystyna Janda udzieliła wywiadu "Wysokim Obcasom", czyli dodatkowi Gazety Wyborczej. Podczas rozmowy z Piotrem Najsztubem było nie tylko o teatrze. Pojawiły się też wątki czysto polityczne. O sporze z ministrem kultury, a przede wszystkim o teczce Lecha Wałęsy i jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Padają zaskakujące słowa.

Co rusz pojawiają się głosy "autorytetów", którzy bronią Wałęsy i nie przeszkadza im, że TW Bolek kablował Służbie Bezpieczeństwa na swoich kolegów. Niedawno odezwał się w tej sprawie Andrzej Wajda, teraz również Krystyna Janda postanowiła powiedzieć parę słów.
 

Ja jestem za Lechem Wałęsą i nic tego nie zmieni, szczególnie te mętne rzeczy, nie chcę, żeby mi odbierano tego Człowieka i Jego dla nas sprawy.

- stwierdziła spytana przez Piotra Najsztuba o to, jak odbiera zamieszanie wokół Wałęsy.

Jakie "mętne rzeczy" miała na myśli...?

Jestem w Jego wieku, byłam wielokrotnie przesłuchiwana i to precyzyjnie pamiętam. Też kazano mi, namawiano mnie do podpisywania różnych rzeczy i nie wiem, czy umiałabym sobie z tym poradzić, gdyby nie przyjaźń z Jackiem Kuroniem i postępowanie według Jego instrukcji. 

- opowiadała.

Poza tym zawsze byłam za "grubą kreską" premiera Mazowieckiego. Zapomnieć i zacząć od początku, w dobrej wierze. Żebyśmy nie wiadomo co powiedzieli i nie wiadomo co zrobili, to i tak nie jesteśmy w stanie dziś tego wytłumaczyć. W tym nie ma żadnego logicznego myślenia, są tylko emocje i nienawiść.

- przekonywała Janda.

Jak widać niektórych nie przekonają nawet dokumenty z podpisem "Lech Wałęsa Bolek"

Janda odniosła się również do konfliktu z wicepremierem Piotrem Glińskim. Było m.in. o wywiadzie "Codziennej" z ministrem kultury, w którym Gliński tłumaczył, dlaczego prywatne teatry Jandy dostały 10 % wnioskowanego przez aktorkę dofinansowania. Spytana przez Najsztuba, czy to koniec "umownej korespondencji z ministrem", odpowiedziała:


Nigdy nie korespondowałam. Ale tym razem z wywiadu pana ministra zrozumiałam, że on nie bardzo się orientuje w sprawach naszej fundacji, i dlatego się odezwałam.


Co ciekawe, chyba ma kiepskie zdanie o KOD-zie, bo zapytana przez Najsztuba, czy "poprowadzi lud na barykady":

Nie, bo nie wiem, kto to jest. Więc nie wiem, czy mi się chce oddawać życie za tych ludzi


Ale podobnie jak KOD-ziarze, obraża osoby, które mają inne zdanie. Spytana, jak by zareagowała, gdyby ktoś z publiczności przerwał jej spektakl (nawiązanie do "wyklaskania" młodego Stuhra - CZYTAJ WIĘCEJ):

To był jeden, słownie jeden, oszołom. Ale wie pan, jak ja się zachowałam? Poszłam do garderoby i czekałam, aż publiczność z tym zrobi, co chce, i publiczność zrobiła.


Najsztub: A jeżeli będzie ich więcej?
Janda: "Publiczność na to nie pozwoli. Ci normalni. Ale jeśli miałabym być zakrzyczana, to zamknę teatr. Ta polska nienawiść, zawiść, ten brak tolerancji... Myśli pan, że tak już w Polsce nie było? W okresie międzywojennym? Było jeszcze gorzej".

"Ta polska nienawiść, zawiść, ten brak tolerancji" - lamentuje Janda, a kilka zdań wcześniej mówi: "To był jeden, słownie jeden, oszołom". Nie trzeba nic dodawać, choć cisną się pewne słowa?