Groźba ataku terrorystycznego wymierzonego w Bronisława Komorowskiego – taki był, jak wynika z rządowego audytu, formalny powód rozpracowywania przez ABW osób domagających się prawdy o Smoleńsku na Krakowskim Przedmieściu. W spektaklu, który odbywał się pod Krzyżem Pamięci, transmitowanym przez największe telewizje, obok służb specjalnych brał udział sutener i gwałciciel, a także późniejszy bohater spotu PO. Ten spektakl miał na celu zniechęcenie Polaków do zadawania pytań o Smoleńsk.

Pijani ludzie napierający na obrońców Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Miotający obelgi Andrzej Hadacz, który zyskał popularność w 2010 r. jako „twarz” środowiska gromadzącego się przed Pałacem Prezydenckim. Krzyki mieszają się z wyzwiskami – te sceny m.in. zarejestrowała latem 2010 r. kamera ABW. Rok później podobne ujęcia pokazały się w reklamówce Platformy Obywatelskiej pt. „Oni pójdą na wybory”.

Jest 15 kwietnia 2010 r. Przed Pałacem Prezydenckim cały czas gromadzą się tłumy, które chcą oddać hołd prof. Lechowi Kaczyńskiemu, jego małżonce Marii i 94 pozostałym ofiarom katastrofy smoleńskiej. Przed siedzibą prezydenta harcerze ustawiają drewniany krzyż. Wśród tysięcy ludzi są także funkcjonariusze służb specjalnych, którzy prowadzą tajną operację, mającą na celu rozpracowanie środowiska, które domaga się prawdy o katastrofie smoleńskiej.

Z audytu przedstawionego przez ministra Mariusza Kamińskiego wynika, że nielegalna inwigilacja była prowadzona m.in. wobec ks. Stanisława Małkowskiego, legendarnego kapelana „Solidarności” i działacza opozycji, dziennikarzy i osób modlących się pod Krzyżem. Prowadzono także działania mające zdezintegrować środowisko, które było bardzo mocno widoczne na Krakowskim Przedmieściu. Pojawiali się tam opozycyjni dziennikarze i politycy – m.in. posłowie PiS Antoni Macierewicz i Stanisław Pięta.


– Informacja o inwigilacji naszego środowiska nie jest niczym zaskakującym. To jeden ze znaków, że III RP jest kontynuacją PRL. Podobne metody stosowano w PRL wobec tych, których uważano za przeciwników państwa w ówczesnym kształcie. Podczas czuwania przy Krzyżu mieliśmy świadomość, że w tłumie mogą być agenci i prowokatorzy, ale nie zajmowaliśmy się śledztwem, tylko modlitwą

– mówi ks. Małkowski.

Jak duża była skala inwigilacji, być może ujawni postępowanie prokuratorskie – zawiadomienie w tej sprawie zostało już wysłane. Otwarte pozostaje pytanie, co stało się z nagraniami, które pod Krzyżem robili funkcjonariusze ABW, i w jaki sposób zostały one wykorzystane. Część działań była wręcz inspirowana, o czym przekonała się "Gazeta Polska". Latem 2010 r. dziennikarze i członkowie klubów „Gazety Polskiej” co noc byli bowiem obecni na Krakowskim Przedmieściu. Cel działania służb był bardzo wyraźny – podzielić i skłócić społeczeństwo.

Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”.