Ciężarną kobietę przywieziono do szpitala w 17. tygodniu ciąży. Po zbadaniu okazało się, że ma nieuleczalny nowotwór mózgu. Guz o średnicy ok. 4 cm uciskał pień mózgu i spowodował jego niedokrwienie. Według mediów, pacjentka wiedziała o guzie od 10 lat. Na operację nie decydowała się, obawiając się poważnych powikłań.
Po śmierci klinicznej kobiety, lekarze i ojciec dziecka zdecydowali się na podtrzymanie funkcji życiowych, bowiem wówczas dziecko mogło nie przeżyć poród. Chłopiec ostatecznie urodził się w 26. tygodniu ciąży. Poród odbył się przez cesarskie cięcie.
Podtrzymanie ciąży było bardzo trudne.
- wyjaśniał w rozmowie z RMF FM dziennikarz doktor Andrzej Kubler.Bez funkcji mózgu organizm działał bardzo chaotycznie. Spadało ciśnienie tętnicze, poziomy hormonów, cukrów. Kobieta miała skłonność do zakażeń. Cały czas prowadzona była bardzo intensywna terapia
Po urodzeniu dziecko znajdowało się w klinice, lekarze pomogli ojcu zamieszkać w pobliżu. Chłopczyk został wypisany do domu po trzech miesiącach leczenia.
Ze słów lekarzy, na świecie zdarzały się przypadki, że żywe dziecko rodziło się po śmierci matki. Jednak nigdy w tak wczesnym stadium ciąży.