Niemiecka ulica mówi dość! Służby zawiodły, ludzi sami rozprawią się z imigrantami

  

Ani kanclerz Angela Merkel, ani nikt z rządu, w dalszym ciągu oficjalnie nie przyznali się do błędu w sprawie niemieckiej polityki imigracyjnej. Nie padło też słowo „przepraszam” za ostatnie wydarzenia. Jednak problem z imigrantami zaczyna być dostrzegalny przez niemiecką ulicę. Coraz więcej informacji ujawniają także skompromitowane media, które do tej pory ze względu na poprawność polityczną wszelkie problemy z tzw. „uchodźcami” zamiatały pod dywan.

Na światło dzienne wychodzą kolejne sprawy, które ukazują prawdziwe oblicze zagrożenia, jakie na Niemcy, ale także na całą Europę, sprowadziła Angela Merkel, zapraszając bez ograniczeń imigrantów.

Jak wynika z wielu komentarzy prasowych, prawdziwy powód „dobrego niemieckiego serca wobec uciekinierów”, to czysta ekonomiczna kalkulacja, która po prostu wymknęła się spod kontroli. Coraz odważniej niemieccy ekonomiści szczerze przyznają, że kraj jak nigdy potrzebuje imigrantów, aby utrzymać wzrost gospodarczy i zniwelować ujemny przyrost demograficzny. Mówili o tym np. uznani eksperci ds. ekonomii, naukowcy w tej dziedzinie i politycy, którzy w lipcu tego roku zebrali się na sympozjum gospodarczym w Szlezwiku Holsztynie. Tam także podły słowa: „Tak, Niemcy potrzebują uchodźców – potrzebują ich, aby za kilka, a nawet kilkadziesiąt lat utrzymać obecne tempo wzrostu gospodarczego”. Profesorowie Hans-Joachim Grote i Ruediger Soltwedel przyznali wprost, że w 2025 roku w Szlezwiku Holsztynie oraz w Hamburgu każda osoba pracująca będzie musiała utrzymać jednego rencistę. – Uchodźcy są dla nas ogromną szansą, aby ten deficyt uzupełnić – szczerze powiedział Grote. Takie samo zdanie ma prezydent Izby Gospodarczo-Handlowej w Berlinie Stephen Schwarz, który jednak otwarcie zastrzega, że pozostać w Niemczech mogliby tylko ci, którzy będą pracować. Dołóżmy głos polityków, którzy jeszcze kilka miesięcy temu zapewniali, że uchodźcy są niezbędni, a dzisiaj żądają zaostrzenia prawa imigracyjnego i możliwości szybszego ich wydalania. Szef SPD Sigmar Gabriel, który w lipcu zapewniał, że rocznie Niemcy są w stanie wchłonąć i wręcz potrzebują od 300 do 400 tysięcy uchodźców, dzisiaj – gdy okazało się, iż sytuacja przerosła nawet niemieckie możliwości – jest pierwszy, który zamierza szybko wyrzucać uchodźców z kraju.

CZYTAJ WIĘCEJ: Nie tylko Kolonia. Ataki na kobiety w innych niemieckich miastach

Okazuje się, że nie tylko media, ale także policja w sprawie uchodźców kłamała. Na jaw wychodzą historie, w które trudno uwierzyć zwykłemu obywatelowi. Policja w Kolonii wiedziała o atakach na dworcu kolejowym, ale wolała te informacje ukryć. Mało tego, z wielu wewnętrznych raportów wynika, że organa ścigania od początku doskonale wiedziały, że za atakami na kobiety stoję „uchodźcy”, którzy przybyli do Niemiec w ostatnim czasie. To nie wszystko, co próbowała ukryć policja, bowiem – jak wynika z innych wewnętrznych raportów – w czasie policyjnych interwencji wielokrotnie dochodziło do obrażania czynnego i prób ataków na tle seksualnym na policjantki. Czyli policja znała problem już wcześniej. Teraz wszyscy – no może jeszcze nie wszyscy – pytają, dlaczego informacje te były ocenzurowane? Narastają wątpliwości, czy władza rzeczywiście postępuje z obywatelami rzetelnie i szczerze? O tym mówi niemiecka ulica.

CZYTAJ WIĘCEJ: Zbiorowy gwałt w sylwestrową noc. Dwie nastolatki ofiarami imigrantów z Syrii

Angela Merkel owszem, ostro potępiła ataki na kobiety i oznajmiła, że należy się im przeciwstawić z całą mocą, ale zaraz dodała, że konieczna jest dyskusja o kulturze współżycia. Ciekawe, czy kanclerz zmieni zdanie, gdy przeczyta najnowsze sondaże przeprowadzone wśród swoich obywateli na temat tego, co należy przedsięwziąć wobec uchodźców, aby zapobiec takim zajściom kryminalnym, do jakich doszło w sylwestrową noc. Otóż aż 88 procent badanych uznało, że islamskim uchodźcom podejrzanym o skłonności do bandytyzmu należy zakazać udziału w jakichkolwiek zgromadzeniach. Ponadto 87 procent Niemców opowiada się za natychmiastowym odbieraniem niemieckiego obywatelstwa wszystkim, którzy gdziekolwiek współpracowali z podejrzanymi o terroryzm. Jeszcze ostrzej reagują wszelkie portale społecznościowe, gdzie na polityce rządu niemieckiego obywatele nie zostawiają suchej nitki. Niemcy się budzą, czego dowodem jest nieznanym tutaj fenomenem oddolnej organizacji samoobrony. W Duesseldorfie mieszkańcy widząc, że policja ich oszukuje i nie jest w stanie obronić przed agresywnymi uchodźcami, skrzyknęli się na Facebooku i założyli coś w rodzaju obywatelskiej policji. Ta grupa już liczy ponad cztery tysiące osób. Ich główny cel to prowadzenie wszędzie tam, gdzie może wystąpić zagrożenie, cywilnych partoli, aby reagować zanim dojdzie do jakiegokolwiek ataku agresywnych islamistów. Oczywiście miejscowa policja wyraża swój niepokój takimi inicjatywami, twierdząc, że jest to zajęcie zbyt niebezpieczne i takimi działaniami powinny się zajmować odpowiednie służby. Problem leży jednak w tym, że te wszystkie służby, wraz z niemieckimi mediami, całkowicie zawiodły i dlatego inicjatywę przejmują obywatele. Nie wiadomo, jak szeroko zostanie rozpropagowana akcja z Duesseldorfu, ale już o podobnych inicjatywach mówią w sieci inne miasta niemieckie.

CZYTAJ WIĘCEJ: Imigranci napadali na kobiety w Niemczech. Co w tej sprawie ukrywa jeszcze policja? NOWE FAKTY

Dużo się mówiło – także w Polsce – o tym, że niemieccy mężczyźni powinni bronić swoich, ale także wszystkich innych kobiet, a tego nie czynili. Padały słowa o tchórzostwie. Należy jednak oddać prawdę, że próby cywilnej obrony kobiecej czci jednak były. Okazuje się, że gdyby nie interwencja – i to zarówno w Kolonii jak i w Hamburgu – właśnie niemieckich mężczyzn, to zajścia skończyłyby się jeszcze bardziej tragicznie. Policyjne raporty mówią o tym, że w wielu przypadkach sytuacja mogłaby być poważniejsza, ale na szczęście w obronie kobiet stanęli niemieccy mężczyźni.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Zwolennicy vs przeciwnicy jedności kraju. Tygodniowe burdy kosztowały już miliony euro WIDEO

zdjęcie ilustracyjne / print screen @CataloniaHelp1

  

Kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Katalonii wzięło dziś udział w Barcelonie w marszu na rzecz jedności Hiszpanii. Uczestnicy wydarzenia skandowali hasła przeciwko separatystycznym dążeniom regionu. Jednak wieczorem na ulicach miasta znów pojawili się zwolennicy oddzielenia się Katalonii. W efekcie trwających ponad sześć dni zamieszek, organizowanych przez katalońskich separatystów w Barcelonie, straty szacowane są na ponad 2,5 mln euro.

Marsz zgromadził wielu polityków ugrupowań centroprawicowych reprezentowanych w Kongresie Deputowanych, takich jak Partia Ludowa, Ciudadanos i Vox. Większość uczestników zgromadzenia pojawiło się z flagami Hiszpanii. Skandowano też hasła przeciwko separatystom oraz regionalnemu rządowi Quima Torry.

Przemawiający do tłumu szef Ciudadanos Albert Rivera wezwał socjalistyczny rząd Hiszpanii Pedra Sancheza do szybkich działań służących uspokojeniu sytuacji w Katalonii. Zaznaczył, że w efekcie rozpoczętych 14 października zamieszek w regionie panuje atmosfera lęku oraz niepewności.

- Ludzie boją się wyjść z domu, żeby odprowadzić dzieci do szkoły, czy iść otworzyć firmę (…). Potrzebujemy rządu, który chroni słabych

- powiedział pochodzący z Barcelony Rivera.

W efekcie trwających ponad sześć dni zamieszek w Barcelonie straty szacowane są na ponad 2,5 mln euro. W sobotę władze spółek transportowych poinformowały, że wartość zniszczonej infrastruktury metra, autobusów oraz przystanków autobusowych przekracza 210 tys. euro.

Dziś szef hiszpańskiego MSW Fernando Grande-Marlaska poinformował, że blisko połowę spośród około 600 rannych w zamieszkach w Katalonii stanowią policjanci. Stwierdził, że wszystkie policyjne formacje w Katalonii są zdeterminowane, by położyć kres przemocy i że będą działać stanowczo, aby zaprowadzić ład na ulicach miast regionu.

Z informacji MSW Hiszpanii wynika, że za zamieszkami w Katalonii stoi grupa około 400 aktywistów separatystycznych. Część z nich związana jest z radykalną organizacją pod nazwą Rada Obrony Republiki (CDR), która domaga się natychmiastowego ogłoszenia niepodległości Katalonii.

Dziś szef autonomicznego rządu Katalonii Torra wezwał po raz kolejny premiera Sancheza do rozmów na temat możliwości rozwiązania kryzysu w Katalonii. Odmówił jednak oczekiwanej przez Madryt deklaracji potępiającej sprawców zamieszek w regionie.

Protesty w Katalonii rozpoczęły się kilka godzin po poniedziałkowym skazaniu przez hiszpański Sąd Najwyższy dziewięciorga separatystycznych polityków z regionu na kary więzienia od 9 do 13 lat. Byli oni oskarżeni w trwającym od lutego procesie w związku z organizacją nielegalnego referendum niepodległościowego w Katalonii w 2017 roku.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl