Afera taśmowa wraca ze zdwojoną siłą. Dziś poznamy nowe nagrania. Od czego wszystko się zaczęło?

  

Nowe, nieznane dotychczas taśmy zostaną dziś ujawnione przez dziennikarzy śledczych Telewizji Republika. Są to trzy rozmowy Jana Kulczyka. Biznesmen (dzisiaj już nie żyjący) spotykał się między innymi z politykami Platformy Obywatelskiej, a dyskusja dotyczyła chociażby prywatyzacji Ciechu.  Choć afera podsłuchowa zelektryzowała opinię publiczną 14 czerwca 2014 roku, do dziś nadal nie wiemy o niej wszystkiego. Jedna już z informacji, jakie znaliśmy rok temu rysował się obraz wielkiego skandalu dotykającego wielu instytucji państwa polskiego i polityków partii rządzącej.  Specjalnie dla czytelników portalu niezalezna.pl przypominamy od czego wszystko się zaczęło.

Dzisiaj wieczorem na antenie Telewizji Republika (o godzinie 21.30) w programie Zadanie Specjalne dziennikarze śledczy Anita Gargas i Cezary Gmyz ujawnią sensacyjne nagrania nieznanych dotychczas rozmów Jana Kulczyka z politykami.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Wieczorem nowe taśmy z afery taśmowej. Kulczyk, Ciech, Sikorski... To pogrąży PO?

Przypominamy nasze publikacje dotyczące kulisów afery taśmowej:

Sobota rano, 14 czerwca 2014 r. Na stronie internetowej "Rzeczpospolitej" pojawia się tekst pt. Szokujące taśmy "Wprost". Tak zaczęła się największa afera III RP, zwana taśmową. Dymisji części jej głównych bohaterów opinia publiczna doczekała się dopiero rok po ujawnieniu treści nagrań z restauracji "Sowa i przyjaciele" oraz "Amber Room".

Mimo, że redakcja "Wprost" w planach miała opublikowanie taśm w poniedziałek, "Rzeczpospolita" (której wydawca posiadał dostęp do internetowego wydania) ujawniła fakt ich istnienia na swojej stronie internetowej już w sobotę rano. E-wydanie z nowym numerem wyciekło z serwisu E-kiosk.pl, należącym do Gremi Media, która wydaje "Rz". W ten sposób Platforma Obywatelska i premier Donald Tusk dostali czas na przygotowanie się do reakcji.
 
Warto przy okazji zauważyć, że wydawcą Gremi jest Grzegorz Hajdarowicz - przyjaciel Pawła Grasia, który również był zapraszany do "Sowy" na imprezy.

„Naszą taktyką nie było ujawnianie sprawy w sobotnie południe. […] Siła rażenia materiału byłaby dużo większa, gdyby ukazał się w poniedziałek rano. A tak władza dostała 48h” – pisał na Twitterze szef działu śledczego „Wprost” Michał Majewski. Link do tekstu na stronie "Rz" niedługo po publikacji przestał działać.

 CZYTAJ WIĘCEJ: Rok temu wybuchła afera taśmowa. Przypominamy najważniejsze FAKTY i CYTATY

Tymczasem z przygotowanej przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego analizy, dowiadujemy się wielu nowych faktów w sprawie afery podsłuchowej. Już samo zestawienie setek spotkań w restauracjach „Sowa & Przyjaciele” oraz „Amber Room” wraz z listą ich uczestników zawiera sporo sensacyjnych informacji. Okazuje się bowiem, w jednej z tych restauracji miało dojść do spotkania szefa Orlenu jednocześnie z Janem Kulczykiem, Tomaszem Arabskim, Sławomirem Nowakiem i Radosławem Sikorskim.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Afera taśmowa – NOWE FAKTY: Kulczyk spotykał się z Arabskim, Nowakiem i Sikorskim

Sporą sensację wywołały również informacje, z których wynikało, że Centralne Biuro Antykorupcyjne wiedziało o nagraniach rozmów polityków Platformy Obywatelskiej, zanim ich treść ujawnił tygodnik „Wprost”. Tak wynika z informacji SMO (System Meldunków Operacyjnych), czyli wewnętrznej bazy CBA gromadzącej meldunki z całego kraju, do których dotarła Telewizja Republika. Cezary Gmyz zapoznał się również z korespondencją, jaką z funkcjonariuszami CBA prowadził biznesmen Marek Falenta.
 
Najbardziej sensacyjnie brzmi jednak notatka agenta CBA sporządzona po rozmowie z Falentą - pojawiają się w niej informacje o próbach przejęcia państwowego CIECHU, nieformalnych spotkaniach biznesmena Piotra Wawrzynowicza z wiceministrem skarbu państwa Rafałem Baniakiem, propozycji korupcyjnej, a także rozmowach Donalda Tuska z Janem Kulczykiem.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: Agenci CBA składali meldunki o rozmowach polityków zanim wybuchła afera podsłuchowa
 
Wszystkie publikacje portalu niezalezna.pl i analizy naszych dziennikarzy dotyczące afery podsłuchowej można znaleźć TUTAJ.
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

"Zapomniane ofiary nazistowskiej eutanazji". Wystawa

/ muzeum.gliwice.pl/

  

Wystawę poświęconą ofiarom nazistowskiej eutanazji, m.in. zamordowanym pacjentom śląskich szpitali psychiatrycznych, można oglądać w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich w Gliwicach. Historycy wskazują, że ofiarą nazistowskich mordów na chorych w ramach tzw. Akcji T4 padło ok. 2,5 tys. osób ze Śląska.

Dwujęzyczna wystawa, składająca się z ponad 20 plansz, jest – po piątkowym wernisażu – prezentowana w sali ceremonialnej gliwickiego Domu Pamięci. Organizatorem ekspozycji, przygotowanej przez Saksońskie Miejsce Pamięci Pirna-Sonnenstein, jest Muzeum w Gliwicach. Partnerem został katowicki oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Wystawa opowiada o śląskim epizodzie Akcji T4, czyli akcji eutanazyjnej, która będąc pierwszym masowym mordem zorganizowanym przez nazistów, przyniosła co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ofiar.

"Chodziło o to, co autorzy tej akcji nazywali "życiem niewartym życia", czyli o eliminację osób uznanych za nieprzydatne dla społeczeństwa z rozmaitych względów"

- powiedział dr hab. Grzegorz Bębnik z oddziałowego biura badań historycznych w Katowicach.

Były to najczęściej osoby obłożnie chore, kalekie, bez szans – z punktu widzenia ówczesnych niemieckich władz – na wyleczenie. Akcja T4 rozpoczęła się w październiku 1939 r. antydatowanym poleceniem Adolfa Hitlera, które zachowało się w oryginale.

"Jest ono bardzo lakoniczne, praktycznie oddaje w ręce lekarza Hitlera i szefa jego kancelarii decyzje o udzielenie pewnym lekarzom pełnomocnictw do skrócenia życia osobom, które według wszelkiej lekarskiej wiedzy skazane są już na cierpienie"

- wskazał Bębnik.

Antydatowanie polecenia Hitlera nie jest – zdaniem historyka IPN – przypadkiem. Całość wydarzeń związanych z wojną miała bowiem odsunąć na dalszy plan zainteresowanie Niemców tym, co dzieje się z ich krewnymi, którzy mieli być poddani Akcji T4 (sam kryptonim wywodzi się od nazwy siedziby sztabu akcji przy berlińskiej Tiergartenstraße 4).

Akcja opierała się na stworzeniu sieci placówek medycznych, szpitali, zakładów opiekuńczych, punktów etapowych itd., przez które filtrowani i przesyłani mieli być ludzie uznani za tych, których należy zgładzić. Transportowani byli oni następnie do kilku wyselekcjonowanych placówek na terenie Niemiec, gdzie ich zabijano. Najbardziej osławioną z nich był zamek Pirna-Sonnenstein.

"Główny etap akcji zakończył się w sierpniu 1941 r., co było związane z przedostającymi się do opinii publicznej coraz żywszymi pogłoskami, co dzieje się z chorymi odstawionymi rzekomo do placówek opiekuńczych i z oficjalnymi wystąpieniami przedstawicieli kościołów, przede wszystkim katolickiego"

- wskazał historyk.

Przywołał w tym kontekście postać biskupa Clemensa Augusta hrabiego von Galena, który otwarcie z ambony wystąpił z potępieniem takich praktyk, licząc się z konsekwencjami.

"Nie miało to miejsca, bo przed taką represją naziści początkowo się cofnęli. Nie uchroniło to jednak von Galena przed osadzeniem w obozie po zamachu Clausa von Stauffenberga"

- zastrzegł.

"Akcja nie została zawieszona, od tej pory robiono to, ale w sposób – jeżeli to w ogóle odpowiednie słowo – dyskretny: na osobach przeznaczonych do zgładzenia wypróbowywano inne techniki. O ile wcześniej było to trucie tlenkiem węgla, to później podawano zabójcze dawki medykamentów, starano się doprowadzić do wycieńczenia, czyli zagłodzenia pacjentów"

- wymieniał Bębnik.

"Co godne uwagi, osoby, które przygotowywały pierwszy etap Akcji T4, związany z truciem w de facto komorach gazowych za pomocą tlenku węgla, później "doskonale sprawdziły się" przy organizacji obozów zagłady. Sobibór, Bełżec, Majdanek – wszędzie tam znajdujemy nazwiska, które wcześniej pojawiały się przy Akcji T4"

- zaakcentował.

Kluczowymi na Górnym Śląsku miejscami akcji – związanej głównie z eliminacją pacjentów szpitali psychiatrycznych, choć też np. osób uznanych za asocjalne, aspołeczne – były dwa duże zakłady psychiatryczne w Lublińcu i Rybniku.

"Szczególnie znany jest przypadek Lublińca i dyrektora tej kliniki Ernsta Buchalika, który po wojnie – podobnie, jak jego podwładna Elisabeth Hecker, kierująca oddziałem dziecięcym, na którym zanotowano ok. 200 zgonów – był sądzony przed sądem Republiki Federalnej. Z braku dowodów proces został umorzony. Praktycznie trudno odszukać nazwisko lekarza, który z tego tytułu zostałby skazany"

- podkreślił historyk katowickiego IPN.

Dwujęzyczną objazdową wystawę czasową "Zapomniane ofiary nazistowskiej eutanazji – mord na pacjentach śląskich zakładów leczniczych w latach 1940–1945" można oglądać do 28 kwietnia br. w Domu Pamięci Żydów Górnośląskich. To neogotycki żydowski dom przedpogrzebowy z 1903 r. stojący przy gliwickim kirkucie.

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl