Sondaże z ostatnich miesięcy spowodowały, że Bronisław Komorowski, Ewa Kopacz, Stefan Niesiołowski i cała reszta, nie przyjmowali innego scenariusza niż wygrana. Dlatego wczoraj wieczorem przeżyli szok po opublikowaniu wyników badań sondażowych.
Chociaż czy na pewno zaskoczeni, skoro Bronisław Komorowski miał gotowe przemówienie na wypadek porażki?! Wieczór wyborczy (na Stadionie Narodowym) natychmiast opuścił. Za to czołowi politycy Platformy Obywatelskiej na różne - momentami komiczne - sposoby tłumaczyli przyczyny porażki ich kandydata.
Jeszcze miesiąc temu Ewa Kopacz zakładała, że Komorowski wygra w I turze.

A wczoraj wieczorem: "musimy się przygotować z nowym otwarciem za dwa tygodnie i gwarantuję, że wygramy po dwóch tygodniach".
W podobnym tonie wypowiadali się inni. Szef MSZ Grzegorz Schetyna stwierdził, że wybory dopiero się zaczynają. Szef sztabu Bronisława Komorowskiego Robert Tyszkiewicz udawał, że nic się nie stało i błysnął złotą myślą: "nie można się obrażać na werdykty wyborców". I orzekł, że winni są wyborcy, bo frekwencja była niska.
- Ten wynik jest dla nas trudnym sygnałem, ale jest też drugą szansą i zamierzamy tę szansę wykorzystać - mówił Tyszkiewicz.
"Szok. To jakiś koszmar. Wyć mi się chce - takie głosy było słychać wśród działaczy PO. Nikt się nie spodziewał przegranej" - tak z kolei wieczór wyborczy w sztabie B. Komorowskiego opisuje "Gazeta Wyborcza". "Większość rozmówców nie kryła, że kampania Komorowskiego była słaba, a sam kandydat nie pokazał energii ani nie przedstawił pomysłów".