Tajemnice resortowych klanów. Premiera książki „Resortowe dzieci. Służby” RELACJA

  

W warszawskim klubie Hybrydy swoją oficjalną premierę miała książka „Resortowe dzieci. Służby” poświęcona PRL-owskim służbom specjalnym, które bez jakiejkolwiek weryfikacji przeistoczyły się w służby III RP. Publikacja Doroty Kani, Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza na długo przed wydaniem cieszyła się już ogromnym zainteresowaniem.

- Kto wyprodukował III RP? Jak przeszliśmy do niej z PRLu? Kto skorzystał na takim zbudowaniu III RP? Temu poświęcona jest seria „Resortowe dzieci”. Pierwszy tom, poświęconym mediom, wywołał szok i skandal. Wciąż jesteśmy atakowani w prasie. Tymczasem od 25 lat ani historycy, ani politolodzy, ani socjolodzy, ani IPN, ani PAN nie pokusili się o zebranie wiedzy a ten temat. Chciałem podziękować tej trójce bohaterów. Oni pierwsi odważyli się pójść do archiwum i wyciągnąć tę wiedzę o tym, kto skorzystał na stworzeniu III RP. Książka ma prawie tysiąc stron. To cegła, ale i dopiero pierwsze ich słowo. Następny tom 3 tys. stron. (śmiech) Autorzy postanowili wyczerpać archiwa IPNu i historycy nie będą już mieli nic do roboty – mówił prezentując książkę Michał Jeżewski z wydawnictwa Fronda.

Resortowe dzieci, to kolejne pokolenie rodzin, które kariery zaczynały często w szeregach NKWD. To ludzie, których dziadkowie często służyli w zbrodniczej organizacji jaką było Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego  i których ojcowie pracowali w wywiadzie. Wejście resortowych dzieci do służb, mediów czy biznesu było wręcz naturalne.

„Bezpieka cywilna i wojskowa najpierw umacniała władzę ludową, potem broniła socjalistycznej ojczyzny przed Kościołem i opozycją demokratyczną, by ostatecznie stać się zakulisowym animatorem III RP. Całe rodzinne klany zagnieździły się w strukturach MBP, MSW i MON. Duża władza, dostęp do tajemnej wiedzy i spore pieniądze. Znajomości, wpływy, międzynarodowe koneksje i często podejrzane interesy” – czytamy w książce.

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, Tomasz Sakiewicz podkreśla, że popularność tej książki jeszcze przed jej wydaniem, wyrażona przedpremierowymi zamówieniami w księgarniach internetowych, świadczy o tym, że seria książek „Resortowe dzieci” weszła w pewną niszę.

- To jest de facto nisza współczesnej historii. A reakcja oburzonych elit i władzy świadczy o tym, że ta nisza nie była wypełniona nieprzypadkowo. Jest coś, czego lepiej, żeby opinia publiczna nie wiedziała. Tu chcę wyraźnie zaznaczyć, że nikt nie odpowiada za poczynania swoich rodziców. Ale jeśli jest silna grupa ludzi, która dzięki dorobkowi swoich rodziców znalazła miejsce w życiu publicznym, to ten dorobek musimy poznać – tłumaczy Tomasz Sakiewicz.

Spotkanie z autorami prezentującymi swoją najnowszą książkę poprowadził Sławomir Cenckiewicz, który podkreślił, że bardzo ceni sobie tę publikację. Przypomniał, że sam jako historyk wielokrotnie oskarżał innych historyków i socjologów o to, że pomimo 25 lat transformacji „nie studiowali świata tajnych służb, które ich zdaniem rozpłynęły się w 1989 r.”.

- IPNem zaczęliśmy się interesować od początku jego istnienia. Przeglądając archiwa zrodził nam się w głowie zamysł pisania książek o polskich elitach, czyli resortowych dzieciach właśnie – tłumaczyła Dorota Kania odnosząc się do kulisów powstawania serii książek „Resortowe dzieci”.

Z kolei Maciej Marosz mówił, że uczestnicząc w tworzeniu tej serii wszyscy autorzy liczyli, na to, że zapoczątkowana przez nich seria będzie dopiero zaczynem, że ktoś odważy się kontynuować ich pracę i odkrywać wiedzę i nieznane dotąd informacje, do których dotarli.

(fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska)

- Myślałem, że za komuny środowisko naukowe było zbiorem tchórzy i szmatławców. Teraz widzę, że te elit naukowców i humanistów to były wzorce bezkompromisowości. Oczywiście w porównaniu do demoralizacji dzisiejszych humanistów (...) Na naukowców jeszcze czekamy. Najpierw rozprawimy się ze sceną polityczną. Wszystko wskazuje na to, że ten tom będzie takiej objętości jak ten o służbach. (blisko 1000 str.) Ta książka pokazuje, że nie ma żadnej niepodległej Polski i nie ma żadnego państwa. Czy jako opozycja mieliśmy szansę? Tak. Ale poparcie społeczne było za małe – mówił Jerzy Targalski zapowiadając kolejne serie „Resortowych dzieci”.

Sławomir Cenckiewicz podkreślił natomiast, że autorzy zrobili pogłębione badania nad system III RP, które są tak ciekawe, bo „wyposażają nas w wiedzę dającą zrozumienia tego, co nas otacza”.

W trakcie spotkania pojawił się również wątek kampanii wyborczej. Dorota Kania tłumaczyła, dlaczego Bronisław Komorowski, kandydat z rodowodem solidarnościowym, ma takie poparcie postkomunistów.
- Bo od lat 90-tych Komorowski otaczał się generalicją – stwierdziła współautorka „Resortowych dzieci”.

Książka jest do kupienia w Księgarni "Gazety Polskiej" (TUTAJ)

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska Codziennie


Wczytuję komentarze...

"Trzeba napić się wódki". Ten komentarz szefa "Wyborczej" to najlepsze podsumowanie wyborów!

Zdjęcie ilustracyjne / Adrian Grycuk [CC BY-SA 3.0 pl (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)]

  

Jedni dziś piją szampana z powodu zwycięstwa, inni - zdecydowanie "na smutno" - mają do dyspozycji inne trunki. Jarosław Kurski z "Gazety Wyborczej" zwolennikom opozycji radzi... napić się wódki. Tak napisał w pierwszym felietonie po opublikowaniu wyników wyborów.

Według sondażu Ipsos dla TVP, TVN i Polsat, w wyborach do Parlamentu Europejskiego zwyciężyło PiS z poparciem proc. 42,4 proc. Koalicja Europejska uzyskała 39,1 proc. głosów. Te wyniki wywołały prawdziwy popłoch przy Czerskiej. W siedzibie "Gazety Wyborczej", podobnie jak na wieczorze wyborczym Koalicji Europejskiej, próbowano robić dobrą minę do złej gry. Widać to po kolejnych artykułach.

Niebywałą szczerością wykazał się jeden z szefów "GW". Zdradził przy tym, co dziś będą pili zwolennicy "totalnych".

"Jeśli wyniki exit poll się potwierdzą, to trzeba się napić wódki, ale nie rozpaczać. Trudno, obóz demokratyczny przegrał nieco pierwszą połowę wyborczego meczu. Szkody są jednak małe. Są za to bezcenne wnioski. Ta porażka nie oznacza, że w październikowych wyborach do Sejmu demokraci przegrają, choć bez psychologicznego efektu, choćby minimalnego zwycięstwa KE, będzie trudniej"

- napisał w swoim felietonie Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej".

Oj, takich wyników na Czerskiej chyba się nie spodziewali...

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Wyborcza, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl