Donald Tusk jeszcze jako premier RP wielokrotnie podkreślał wagę solidarności unijnej w podejmowaniu decyzji. Tymczasem jako przewodniczący Rady Europejskiej postanowił z tym zerwać. Obok unijnego spotkania w sprawie Grecji Donald Tusk zorganizował mini-szczyt... tylko dla Niemiec i Francji. 

- Europa na co dzień, ale szczególnie w czasie kryzysu potrzebuje solidarności jako najskuteczniejszej przeciwwagi narodowych egoizmów. Solidarność jest głównym fundamentem zjednoczonej Europy - tak podczas brukselskiego V Forum Spójności, w styczniu 2011 r. mówił premier Donald Tusk, występując w obronie silnej polityki spójności Unii Europejskiej. Podkreślał wtedy, że „bez tego poczucia wspólnoty i narzędzi, które to poczucie czynią praktycznym, traci sens myślenie o Unii Europejskiej".

Jakże gorzko muszą brzmieć dziś te słowa w kontekście alternatywnych spotkań dla Niemiec i Francji jakie ws. Grecji organizuje Tusk jako przewodniczący RE. Taka postawa oburzyła nawet przewodniczącego grupy liberalnej, Guy Verhovstadt. - To jest nie do zaakceptowania. To wbrew interesom Unii - mówił belgijski europoseł. Słowa polityka cytuje portal rmf24.pl

- Co to za rodzaj Unii Europejskiej? Sytuacja w Grecji dotyczy wszystkich krajów w Unii i w strefie euro - grzmiał Verhofstadt. Co ciekawe, były polski premier bronił się, że o spotkanie poprosiła nie kanclerz Niemiec Angela Merkel, a... szef rządu Grecji. - Ten argument jednak nie był przekonujący, bo Tusk jako szef Rady Europejskiej bierze odpowiedzialność za organizowane przez siebie rozmowy - komentuje  korespondentka RMF, Katarzyna Szymańska-Borginon.

Jak zauważa dziennikarka, spór z Verhovstadtem to kolejny incydent pokazujący Donalda Tuska w negatywnym świetle. W brukselskich kuluarach określa się Polaka jako niewyraźnego, niewidocznego, mglistego, a nawet bełkotliwego.

- W porównaniu do innych liderów unijnych instytucji, którzy objęli swoje urzędy mniej więcej w tym samym czasie co Donald Tusk, były polski premier wypada najsłabiej. Głosu Tuska nie słychać, a twarzy nie widać - to powszechna opinia o byłym polskim premierze wśród międzynarodowych dziennikarzy w Brukseli - komentuje korespondentka.